Bonus RPK: Ktoś chce mi zniszczyć życie

Bonus RPK: Ktoś chce mi zniszczyć życie

Bonus RPK
Bonus RPK / Źródło: Newspix.pl / @bonusrpk
– Moja historia może spotkać każdego. Będziesz miał wroga sprzed lat, który będzie chciał się zemścić. Wystarczy, że opowie jakąś historię. Potwierdzi ją dwóch jego kolegów i wsadzą cię do więzienia. Żadne inne dowody nie będą potrzebne – mówi raper Bonus RPK, który w zeszłym tygodniu usłyszał wyrok 5,5 roku bezwzględnego więzienia za handel narkotykami. Prokuratura opierała się tylko na zeznaniach trzech świadków i na tekstach piosenek Bonusa.

Szymon Krawiec: Twoja historia zaczyna się 26 lutego 2015 roku

Bonus RPK: Tak, w tym mieszkaniu, gdzie siedzimy o 6 rano ktoś zaczyna walić do drzwi i dzwonić dzwonkiem. Słyszę: Policja! Policja! Otwierać, bo będziemy wywarzać drzwi! Obudziłem się, myślałem, że to jakiś sen. Kompletny paraliż. Nie wiedziałem, kto jest za tymi drzwiami. Myślałem, że antyterroryści w kominiarkach. Otworzyłem i zobaczyłem czterech funkcjonariuszy CBŚ ubranych po cywilnemu. W domu był mój półtoraroczny synek, była moja żona. To był dla nas szok.

Co było dalej?

Przeszukali mi mieszkanie, nie znaleźli nic. Zjechaliśmy do garażu podziemnego, gdzie mam samochód. Przeszukali mój samochód, nie znaleźli nic. Pojechaliśmy do mojej firmy, bo prowadzę firmę odzieżową „Ciemna Strefa”. Nie znaleźli tam nic. Obok mam studio nagrań. Też je przeszukali i znowu nic. Później zawieźli mnie do prokuratury, gdzie usłyszałem zarzuty.

Czego u ciebie szukali?

Narkotyków, bo postawiono mi zarzut handlu narkotykami. Miałem kupić 26 kg marihuany i 450 g kokainy.

Usłyszałeś zarzuty i wróciłeś do domu?

Nie, już później był dołek. Potem od razu dostałem areszt. Najpierw na trzy miesiące, a później był jeszcze dwa razy przedłużany. W sumie przesiedziałem w areszcie 9 miesięcy.

Byłeś kiedykolwiek karany?

Nie, nigdy, dlatego było ciężko. Mam syna. Jak do mnie przychodził na widzenia, to było bardzo trudno. Dzieciak przyklejał mi się do szyi, płakał. A tu stoi nad tobą jakiś facet w mundurze i pokrzykuje: no już koniec, koniec, koniec. I weź powiedz to dzieciakowi, który nie może się od ciebie odczepić, że już musisz iść. Przecież ja wracałem pod celę i mi serce pękało. Z aresztem oswoiłem się dopiero po trzech miesiącach. Nie jestem typem człowieka, który ma wszystko w dupie. Jestem artystą, prowadzę firmę, gram koncerty, nagrywam muzykę, teledyski. I nagle zamykają mnie z jakimiś gośćmi, którzy wiadomo, że są różni. I jak mnie denerwują, to nie mogę iść do swojego pokoju, tylko muszę ich znosić. Nic nie widzę przez okno, cały czas kraty. Te dzwonki rano, apele. Takie karaluchy mi zapierdzielały pod nogami. Niejednego musiałem z poduszki zrzucić.

Siedziałeś w Warszawie?

Tak, na początku na Rakowieckiej, później przenieśli mnie na Służewiec. Jedna toaleta, siedem osób w celi. Były kąpiele w misce, bo łaźnie masz tylko dwa razy w tygodniu po 7 minut. Prać musisz w misce. Dwa tygodnie walczyłem o długopis. Nie miałem nawet czym się podpisać. Poszedłem na celę grypsującą. Po co mam siedzieć z jakimiś zboczeńcami, pedofilami? Tacy nie mogą grypsować. Przecież ja to wiem, bo niejeden mój kolega siedział. Wiedziałem, że trzeba trzymać z grypsującymi, bo tam są zasady. Tam się ludzie myją, sprzątają po sobie, jest czysto.

Mówiłeś, że nie znasz żadnego ze świadków, którzy obciążali cię zeznaniami, a prokurator w mowie końcowej stwierdził, że dużo o nich wiedziałeś.

To nieprawda. Ja poznawałem świadków koronnych, którzy zeznawali przeciwko mnie z opowieści innych oskarżonych. Przecież ja nie byłem jedynym oskarżonym, tylko razem ze mną podobne zarzuty postawiono jeszcze 12 innym osobom. My kilka dni po kilka godzin siedzieliśmy razem w prokuraturze w jednym pomieszczeniu i czytaliśmy akta. Rozmawialiśmy, bo łączył nas jeden problem. Nie będziemy się przecież odwracać do siebie plecami i udawać, że się nie znamy, skoro wszyscy jesteśmy pomówieni przez jakiegoś świadka. Dwóch chłopaków znało go od wielu lat.

Co o nim opowiadali?

Kiedy poszedł w status małego świadka koronnego, to zdał cztery sztuki broni. Miał taki mały arsenał na balkonie. Przyznaje się do porwań, recydywista, krzywdziciel z więzienia, co kanapki z gównem kazał jeść słabszym od siebie. On był jednym z grypsujących i za to poszedł do wora, czyli na frajernię. Ci, co grypsują nie mogą dojeżdżać słabszych, a on to robił i robił to w sposób brutalny. Nawet kiedy miał już status „60” to złapali go w Trójmieście z bronią palną. I nie miał żadnego pistoleciku, tylko półautomat, Skorpion.

Prokurator cytował twój kawałek „60”, który nagrałeś. Rapujesz: „Kapuś, kapuś, inaczej sześćdziesiątka. Bez skrupułów sprzeda najlepszego ziomka”

Prokurator wnikliwie przejrzał moją twórczość i znalazł utwór „60”. Rzeczywiście nagrałem taki kawałek na małych świadków koronnych, bo ten problem nie pojawił się dzisiaj. Ale przecież ten numer nagrałem jeszcze przed tym jak zatrzymała mnie policja, zanim miałem postawione zarzuty, zanim trafiłem do aresztu. Jaki więc to ma związek ze sprawą?

O kim jest ten tekst?

To był kawałek nagrany na świadka koronnego Marka H., ps. Hanior. Zarzucił on Staruchowi (nieformalny lider kibiców Legii Warszawa – red.) handel narkotykami. Przesiedział przez niego miesiące w areszcie. Ostatecznie sąd okręgowy zmiażdżył zeznania świadka koronnego, bo mylił się co do miejsca, czasu i osób. Staruch został oczyszczony z zarzutów i prawomocnie uniewinniony, ale sprawa trwała przecież 5 lat. To mnie denerwuje. Że jeden człowiek, który jest zwykłym bandytą, chodzi sobie uśmiechnięty na wolności tylko dlatego, że poszedł na współpracę z policją i im pompuje statystyki. Bo ciągle wymyśla nowe zeznania, a pomówieni przez niego ludzie cierpią z całymi rodzinami.

Czytaj także:
Znany polski raper skazany na pięć lat więzienia. Jego teksty posłużyły za „dowód”

Okładka tygodnika WPROST: 31/2018
Cały wywiad dostępny jest w 31/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1