Kulisy pracy kaskadera. „W piątek zadziałało, w sobotę dachowaliśmy”

Kulisy pracy kaskadera. „W piątek zadziałało, w sobotę dachowaliśmy”

Tomasz Lewandowski, kaskader
Tomasz Lewandowski, kaskader Źródło: Momenty-rozmowy
Auto pędzi ponad 100 km/h, tłok podbija karoserię, a kamera czeka na idealny obrót. W tle napięte terminy, dyskusja z reżyserem i zespół, który w nocy dopina system, by o świcie zrobić w Polsce coś, czego nikt wcześniej nie zrobił. Tak brzmi historia najodważniejszego numeru kaskaderskiego Tomasza Lewandowskiego – kaskadera, koordynatora i reżysera scen akcji, założyciela Stunt Service.

Kaskader i reżyser scen akcji, Tomasz Lewandowski opowiedział o kulisach pracy kaskadera w rozmowie na kanale YouTube „Momenty”. W rozmowie wspomniał o jednej z najśmielszych scen kaskaderskich. Założenie: zdalnie sterowane auto, prędkość „ponad stówę”, do tego tłok, który ma wybić pojazd i wymusić dachowanie. Przez wiele dni nic nie chce „zaskoczyć”. Aż do piątku wieczorem.

„Wymyśliliśmy z kumplami, żeby zrobić zdalnie sterowany samochód i… nikt tego w Polsce nie miał. Może technologia była, ale nikt tego nie zmontował do kupy. Założenie: rozpędzić auto ponad stówę, dołożyć tłok, który je podbije, i wydachować. Wszystko zaczęło działać w piątek wieczorem, a w sobotę rano to robiliśmy. Patryk mówił: ‘Może ten tłok to za dużo. Wjedź w pole i będzie’. A ja: ‘Nie, spokojnie, damy radę’. Jak samochód się wydachował, spadł kamień z serca. Kupa roboty i energii mnóstwa zdolnych osób”.

Ta scena pokazuje jak wygląda współczesna kaskaderka: projektowania rozwiązań, odpowiedzialności za bezpieczeństwo i determinacji, by dowieźć efekt w kadrze. – Zaufanie jest bardzo istotne w filmach – podkreśla Lewandowski, opisując relację między koordynatorem a reżyserem.

Cała rozmowa:

Bójka nie rodzi się na planie. „Przychodzimy po odrobionej lekcji”

Zanim padnie pierwszy klaps, powstaje previs: nagrane i zmontowane próby z jasno rozpisanym rytmem ujęć. Dzięki temu ekipa kręci tylko to, co trafi do filmu – zamiast „torturować” ludzi 30 powtórkami całej bitwy.

– Przed taką bójką mamy previs: przegadane, nagrane, zmontowane. Wiemy, że zaczynamy szeroko, potem dobijamy do bohatera, a na końcu znów szeroko. Nie gramy całej bitwy od deski do deski – to strata energii. Od zera do bójki na planie? Miesiąc – minimum. Scenariusz, szkice, próby na lokacji, montaż prób, a potem aktorzy: ‘tu doniczka, tam stół, tu się przewracam o dywan – mówi Lewandowski.

Ten system pracy minimalizuje liczbę dubli i ogranicza ryzyko kontuzji – rzecz kluczowa, bo każde niefortunne potknięcie głównego aktora potrafi zatrzymać produkcję na tygodnie.

„W twarz nikt nikogo nie bije”. Iluzja, która „ratuje” zęby

Kino akcji wygląda brutalnie, ale fizyczny kontakt w ciosach to wyjątek. Prawdziwe są grawitacja, upadki i zjazdy; reszta to praca kamery i reakcji.

– Czy w scenach bujek aktorzy się uderzają? Zawsze – nie. Oszukujemy kątem kamery i reakcją. Inaczej po pięciu sierpowych ktoś miałby fiolet i po scenie. Z konia spadasz naprawdę. Po ochraniaczach można kopać, ale twarzy nie ruszamy – zęby są drogie – podkreśla kaskader.

Takie podejście to nie „oszustwo”, tylko rzemiosło. Świadome budowanie złudzenia, które chroni zdrowie ludzi i terminy produkcji.

Gdy potrzeba spektakularnego, a zarazem bezpiecznego efektu, w ruch idzie klasyczna sztuczka łącząca choreografię, prowadzenie kamery i montaż.

– Texas Switch: widzimy aktora, dostaje w szczękę i spada ze schodów – ale to już kaskader. Kamera tak prowadzi przejście, by na dole znów był aktor. To wymagające ujęcia, ale efekt ciągłości jest niesamowity – mówi Lewandowski.

Hollywood to inna skala. Kompetencje te same

Lewandowski pracował jako rigger przy hollywoodzkiej produkcji „Uncharted” na planie filmowym pod Berlinem. Różnice? Budżet i liczebność ekip, nie umiejętności – w riggingu bywało 30–40 osób dziennie. Treningi sprawiały, że część elementów wykonywał sam Tom Holland.

– Przez trzy miesiące w ekipie riggowania było 30–40 osób dziennie, rotacje między głównym planem, drugim unitem i próbami. W Polsce to niemożliwe. Różnica? Budżet. Umiejętności mamy. Tom Holland po treningach część elementów robił sam – zauważa polski kaskader.

To matematyka planu. Więcej rąk i czasu na przygotowanie przekłada się na odważniejsze ujęcia – standard pracy i myślenie o bezpieczeństwie pozostają jednak wspólne.

W końcu Oscar dla kaskaderów

Akademia Filmowa ogłosiła, że od 2027 roku będzie przyznawać nagrodę za kaskaderkę. Dla Lewandowskiego to spóźnione, ale sprawiedliwe uznanie roli zespołów, które „współtworzą historię i emocje” filmu. – Kaskaderzy współtworzą historię i emocje. Zostawiamy na planie kawał życia i… parę siniaków. Oscar to fajne uhonorowanie członków ekipy i współtwórców dzieła – zauważa.

To także szansa na standardyzację prepu i bezpieczeństwa – gdy branża widzi, że za dobrą kaskaderkę nagradza się tak samo jak za montaż czy dźwięk, łatwiej inwestuje się w czas, ludzi i procedury.