Czy prezydent Komorowski potrzebuje historyka?

Czy prezydent Komorowski potrzebuje historyka?

Dodano:   /  Zmieniono: 243
Prof. Tomasz Nałęcz (fot. FORUM)
- Za dużo jest u nas historyzmu. Polska bierze udział w wielkim wyścigu o przyszłość. Nie wygra wyścigu biegacz, który porusza się do przodu z głową odchyloną do tyłu – uważa były marszałek Senatu Longin Pastusiak, z wykształcenia historyk. Z kolei inny historyk, a zarazem eurodeputowany PiS Paweł Kowal podkreśla, że polityka historyczna powinna odgrywać dużą rolę w budowaniu wspólnoty narodowej. Obaj politycy w rozmowie z Wprost24 odnoszą się do nominacji prof. Tomasza Nałęcza na stanowisko doradcy prezydenta Bronisława Komorowskiego do spraw historii i dziedzictwa narodowego.
Profesor Tomasz Nałęcz przyjął propozycję Pałacu Prezydenckiego. Prof. Tomasz Nałęcz, były szef sztabu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza i były lider Unii Pracy ma zostać doradcą Komorowskiego. Czy prezydent, z wykształcenia historyk, powinien zatrudniać doradcę do spraw historii? - W sensie formalnym to trafiona nominacja - uważa Kowal. - Jestem przekonany, że Nałęcz będzie mądrze doradzał prezydentowi - zgadza się ze zdaniem polityka PiS prof. Pastusiak.

Eurodeputowany PiS prowadzenie polityki historycznej uważa za konieczność. - Dwaj poprzedni prezydenci mieli doradców do tych spraw. Tu nie chodzi tylko o historię, poprzez politykę historyczną można wpływać na relacje międzynarodowe - podkreśla. - Historia uchodzi za królową nauk, to wszechstronna dyscyplina. Może ułatwiać prowadzenie polityki, o ile polityk potrafi wyciągać z nauk historii właściwe wnioski. Nie rozpamiętuje jej, nie wykorzystuje dla doraźnych celów politycznych czy partyjnych, jak robi to Jarosław Kaczyński – uważa z kolei były marszałek Senatu. Zdaniem Longina Pastusiaka obecność Nałęcza wśród doradców Komorowskiego ułatwi umiejętne i zdroworozsądkowe łączenie polityki i historii oraz właściwe rozłożenie akcentów w tym zakresie. Tego optymizmu nie podziela europoseł PiS. - Obawiam się, że w wymiarze wewnętrznym sprawa polityki historycznej nie będzie uważana za tak ważną. A w edukacji, w budowaniu wspólnoty politycznej i narodowej te sprawy mogłyby odgrywać dużo większą rolę - ubolewa. Longin Pastusiak ma inny pogląd na tę sprawę. - Za dużo jest u nas historyzmu. Polska bierze udział w wielkim wyścigu o przyszłość. Nie wygra wyścigu biegacz, który porusza się do przodu z głową odchyloną do tyłu - ocenia.

Czy Tomasz Nałęcz będzie miał szansę wywierania realnego wpływu na decyzje prezydenta? Zarówno Pastusiak, jak i Komorowski wierzą, że tak właśnie będzie. - Kompetencje Nałęcza sprawiają, że ma szanse coś w polityce pałacu prezydenckiego kształtować - uważa Paweł Kowal. - Prof. Nałęcz jest uznanym specjalistą od okresu międzywojennego. Ten okres historii Polski leży również w sferze zainteresowań prezydenta Komorowskiego jako historyka, co z pewnością ułatwi współpracę profesora z prezydentem - dodaje Pastusiak.

Kowal obawia się jedynie, że prezydent prowadzący politykę ogólnonarodowej zgody będzie, m.in. z udziałem prof. Nałęcza, kontynuował linię polityki historycznej zaproponowaną przez Aleksandra Kwaśniewskiego. - Ta polityka w pewnym sensie polegała na zacieraniu istotnych różnic. Próbowano budować sztuczną zgodę, łącząc m.in. tradycje Armii Krajowej z tradycjami komunistycznych organizacji wojskowych - przypomina europoseł PiS. Kowal zaznacza, że od Komorowskiego oczekiwano kontynuacji polityki historycznej prezentowanej przez partie prawicowe - kultywowania pamięci o powstaniu warszawskim, kładzenia nacisku na historię Solidarności i przypominania jej bohaterów. Niestety, zdaniem europosła, zapowiedź udziału Komorowskiego w nieudanym ostatecznie odsłonięciu pomnika upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej w podwarszawskim Ossowie burzą ten obraz. - Obawiam się, że w relacjach zewnętrznych będziemy mieli do czynienia z instrumentalnym traktowaniem historii i wykorzystywaniem rocznic. Może się w tym gubić realna prawda historyczna. Upamiętnienie żołnierzy bolszewickich w 90 rocznicę cudu nad Wisłą to paradoks. Czy to początek nowej linii czy po prostu lapsus? – zastanawia się Kowal. Zdaniem europosla PiS z chęci pokazania się jako siła, która ze wszystkimi ma dobre relacje, pałac prezydencki "złoży na ołtarzu poprawności politycznej istotne elementy pamięci historycznej". - To może być np. wykorzystywane przez stronę rosyjską do kwestionowania naszej wiedzy o przebiegu wojny polsko-bolszewickiej - ostrzega.

Odmiennego zdania jest Longin Pastusiak. Jego zdaniem Komorowski wraz z prof. Tomasz Nałęczem będą w stanie zachować "umiarkowaną ocenę historii Polski". - Nawet jeśli nastąpi jakaś zmiana w polityce historycznej, to z pewnością nie będzie tak radykalna, jak ta, którą zaprezentował nam Jarosław Kaczyński w czasie i po kampanii wyborczej – zauważa z przekąsem Pastusiak. - Ważne, żeby w swoim gronie doradców prezydent Komorowski odpowiednio szeroko korzystał ze spektrum politycznego. Mam nadzieję, że Nałęcz nie będzie jedynym lewicowym rodzynkiem w prezydenckim cieście – dodaje były marszałek Senatu.

 243

Czytaj także