Awantura o ACTA. Czyli o co?

Awantura o ACTA. Czyli o co?

Dodano:   /  Zmieniono: 
O co chodzi w awanturze o ACTA? 
O co chodzi w awanturze o ACTA? O wolność? Uniemożliwienie kradzieży? A może po prostu o próbę sił między dwoma wzorcami prowadzenia biznesu? Dwoma biznesowymi światami?
Prace nad ACTA rozpoczęły się osiem lat temu. Ich inicjatorem były nie USA, lecz – jak twierdzą dziennikarze BBC – wielkie wytwórnie Hollywood i firmy fonograficzne. Miały dość tego, że pirackie kopie filmów i płyt jeszcze przed premierą pojawiają się w internetowych serwisach służących do wymiany plików – takich jak Torrenty.org czy polski Chomikuj.pl. Do lobby przemysłu rozrywkowego szybko dołączyły firmy produkujące ubrania, obuwie i kosmetyki znanych marek, producenci elektroniki i giganci rynku oprogramowania. Mają o co walczyć. Piractwo w sieci kwitnie, a zyski tzw. przemysłu kultury z roku na rok spadają. W 1999 r. na świecie sprzedano płyty za mniej więcej 32 mld dolarów. W zeszłym roku już tylko za połowę tej sumy.

– Powinniśmy przyjąć tę umowę, żeby pokazać na forum światowym, że nie jesteśmy krajem popierającym piractwo. Chcemy, żeby nielegalne działania nie miały miejsca – deklaruje Anna Biernacka, radca prawny Stowarzyszenia Autorów ZAIKS.

Z kolei Bartłomiej Witucki, koordynator Business Software Alliance w Polsce, organizacji producentów oprogramowania, zapewnia, że w polskim prawie nie zmieni się nic lub zmieni się niewiele, bo jest ono dostosowane do wysokich standardów ochrony własności intelektualnej. – To bardziej narządzie skierowane na zewnątrz, do krajów, w których dotychczas nie przestrzegało się tych zasad – zapewnia.

 

O tym kto naprawdę zyska, a kto straci na wejściu w życie umowy ACTA i dlaczego dokument ten wzbudza tak wiele emocji przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika "Wprost".