Sędziowie decydowali, kiedy skończą się czary Widzewa?

Sędziowie decydowali, kiedy skończą się czary Widzewa?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Lyczmański popełnił dwa błędy w spotkaniu Pogoń Szczecin - Wisła Kraków (fot. PAP/Marcin Bielecki) 
W Ekstraklasie znowu dużo emocji - tym razem jednak przede wszystkim z powodu pomyłek sędziowskich, które w dużej mierze zadecydowały o układzie tabeli po czwartej kolejce T-Mobile Ekstraklasy. Ponadto na fali wznoszącej wciąż jest Widzew, któremu - na szczęście dla łódzkiej drużyny - sędziowie nie przeszkadzają. Zespół, który miał walczyć o utrzymanie, wciąż jest liderem.
Najgorętszy temat weekendu w polskiej piłce to oczywiście błędy sędziów - Adama Lyczmańskiego i Roberta Małka. W zasadzie trudno powiedzieć który bardziej zawalił swój mecz - Lyczmański podarował trzy punkty w spotkaniu z Wisłą Kraków Pogoni Szczecin, a Małek ukradł Polonii Warszawa zwycięstwo w meczu z Jagiellonią Białystok. Poszkodowana może czuć się szczególnie Wisła, która nie zdobyła nawet punktu. Krakowski zespół nie grał co prawda pierwszorzędnych zawodów, ale został okrutnie oszukany przez sędziego. Lyczmański najpierw niesłusznie podyktował rzut karny dla Pogoni, a później uznał jej drugiego gola ze spalonego. Błędy to zresztą nie pierwszyzna dla tego sędziego. Lyczmański już w zeszłym roku został zawieszony za błędy na ponad miesiąc - co ciekawe, również w meczu Wisły.

Nie lepiej zaprezentował się Robert Małek, który szczęśliwie doprowadził Jagiellonię do remisu z Polonią. Małek miał aż trzy okazje do odgwizdania rzutu karnego w tym meczu dla warszawskiej drużyny - po zagraniach ręką w szesnastce Pejovicia i Pazdana oraz po faulu Skowrona. Małkowi ręka jednak nie zadrżała i ani razu nie sięgnął po gwizdek. Na zachowanie sędziów nie pozostało głuche Kolegium Sędziów PZPN. Arbitrzy odpoczną od Ekstraklasy - zostali odsunięci od prowadzenia meczów do 19 października.

Oprócz sędziów wciąż błyszczy - i to w pozytywnym sensie - Widzew Łódź. Klub, który walczy z ciągłym brakiem pieniędzy i podczas przerwy letniej musiał złożyć drużynę w partyzanckich warunkach wciąż jest liderem Ekstraklasy. Po czterech kolejkach łódzki zespół jako jedyny ma komplet punktów. W efekcie Widzew ma już dwanaście oczek, a rok temu do utrzymania w lidze wystarczyłoby zdobyć ich... dwadzieścia pięć. Zgodnie z logiką polskiej ligi Łodzianom wkrótce powinna się jednak przydarzyć wpadka - w Ekstraklasie efektowne serie kilkunastu meczów bez porażki po prostu się nie zdarzają.

Trzeba oczywiście przyznać, że klubowi z alei Piłsudskiego pomaga terminarz - po trzech meczach na własnym stadionie w czwartej kolejce Widzew w końcu z Łodzi wyjechał, ale do Lubina na mecz ze słabym Zagłębiem. Kibice czterokrotnego mistrza Polski na pewno zauważą, że ich drużyna w międzyczasie zdążyła ograć Śląsk Wrocław, ale nie oszukujmy się - wygrać z mistrzem Polski może w tym sezonie jak na razie każdy. W tej kolejce Wrocławianie nie byli w stanie ograć Podbeskidzia Bielsko-Biała i zremisowali 1:1.

Widzew jest samodzielnym liderem Ekstraklasy głównie dzięki niefrasobliwości warszawskiej Legii. Drużyna Jana Urbana błyszczała przez pierwsze trzy kolejki - wygrywała w przekonujący sposób, zdobyła dziewięć bramek, a straciła tylko jedną. Legioniści w Zabrzu grali jednak tak, jakby za wszelką cenę chcieli wygrać z Górnikiem tylko jedną bramką. W efekcie Zabrzanie przez większość meczu przegrywali, ale w doliczonym czasie gry zdobyli drugą bramkę i doprowadzili do wyrównania.

Błędy Warszawian skrupulatnie wykorzystał Lech Poznań, który wczoraj w ostatnim meczu kolejki pokonał na wyjeździe 1:0 GKS Bełchatów. Lechici powoli stają się mistrzami wyciskania ze swoich meczów wszystkiego co się da - choć nie byli wcale drużyną lepszą od gospodarzy, to przeprowadzili jedną składną akcję i zdobyli gola. Bełchatowianie z kolei wciąż grają nieźle, składnie konstruują akcje, nie wyglądają jak drużyna, która ma spaść z ligi, ale... mają zero punktów i utknęli na dnie tabeli na dobre.