Polityk partii Julii Tymoszenko: nie ręczymy za demonstrantów, jeśli winni pobić nie zostaną ukarani

Polityk partii Julii Tymoszenko: nie ręczymy za demonstrantów, jeśli winni pobić nie zostaną ukarani

Dodano:   /  Zmieniono: 
Tłum na kijowskim Majdanie (fot.TVN24/X-news)
-W Kijowie pojawiły się grupy prowokatorów z Rosji - powiedział w rozmowie z Wprost Mykoła Kniażycki, deputowany ukraińskiej opozycyjnej partii Batkwiszczyzna. Według jego informacji to ludzie w maskach rzucali w kierunku budynku administracji prezydenta race. - Od razu po tym zdarzeniu Władimir Putin powiedział, że w Kijowie odbywają się rozruchy - mówił Kniażycki. - My mamy pokojową demonstrację inteligentnych ludzi - dodał polityk.
Przypomnijmy, że tłumy oburzonych decyzją ukraińskiego rządu o pozostawieniu na funkcji premiera Mykoły Azarowa i jego rządu, zablokowały budynek administracji prezydenta. - Wszystkie wyjścia i wejścia są zablokowane przez pikietujących, którzy nie odstąpią dopóki Janukowycz nie rozwiąże rządu. Jako prezydent ma wszystkie polityczne i prawne narzędzia - mówił Kniażycki.

Milicja i wojsko są z narodem

Według opozycjonisty, w Kijowie panuje pokojowa atmosfera. - Jest tu dużo milicjantów, ale dziewczyny częstują ich ciastkami i herbatą. A oni po-cichu dziękują i mówią, że są tak naprawdę z nami. Milicjanci i wojskowi też są Ukraińcami, którzy chcą zmian. Wiemy, że mogą dostać polecenie rozpędzić protestujących. Ale jest mało realne, żeby wojsko obróciło się przeciw obywatelom - podkreślił polityk.

Na pytanie Wprost, co opozycja zrobi w wypadku, gdy rząd nie podejmie wymaganych kroków Kniażycki odpowiedział, że nie ręczy za demonstrantów. - Przecież my tylko chcemy, żeby Ukraina normalnie rozwijała się. Mamy tu dziesiątki tysięcy osób. - podkreślił deputowany.  - Jeśli winni za pobicie pokojowych demonstrantów nie będą ukarani, to obawiamy się, że nie będziemy w stanie kontrolować tej ogromnej masy ludzi - zaznaczył.

Ukraina protestuje, premier zostaje

Na Ukrainie protesty zwolenników integracji z Unią Europejską trwają od nocy z 21 na 22 listopada, po tym jak rząd Ukrainy zdecydował o wstrzymaniu prac przygotowujących podpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z unią Europejską. Pierwsze demonstracje miały miejsce na Majdanie Niepodległości w Kijowie. Wyjaśniając swoją decyzję, prezydent Janukowycz podkreślił, że nigdy nie zrobi niczego przeciwko własnemu narodowi.

Jak powiedział w rozmowie z Angelą Merkel, decyzja była podyktowana presją Rosji oraz faktem, że "został z nią sam na sam” . Odnosząc się do wstrzymania stowarzyszenia UE z Ukrainą premier podkreślił, ze „odpowiedzią na taką sytuację musi być dialog, trzeba być cierpliwym”.

3 grudnia parlament Ukrainy odrzucił wniosek opozycji o wotum nieufności wobec rządu premier Mykoły Azarowa. Za odwołaniem rządu głosowało 186 posłów, podczas gdy aby skutecznie usunąć rząd konieczne było poparcie przynajmniej 226 członków Rady Najwyższej. Jedynie trzech posłów było przeciwnych odwołaniu rządu, pozostali się wstrzymali od głosu

 0

Czytaj także