Kto przeszedł przez partię Korwin-Mikkego? Graś, Pitera, Grabarczyk, Nitras...

Kto przeszedł przez partię Korwin-Mikkego? Graś, Pitera, Grabarczyk, Nitras...

Dodano:   /  Zmieniono: 24
Janusz Korwin-Mikke (fot. JAKUB NICIEJA / Newspix.pl ) / Źródło: Newspix.pl
Z Januszem Korwin-Mikkem jest tak jak z nieudanym małżeństwem: najpierw fascynacja, potem zdziwienie, a na końcu porzucenie.
Cezary Grabarczyk, Paweł Graś, Julia Pitera, Tomasz Tomczykiewicz czy Sławomir Nitras – lista osób, które w swoim politycznym życiu przeszli przez partię Janusza Korwin-Mikkego, jest długa. Dziś większość niechętnie wraca do dawnej fascynacji najbardziej kontrowersyjnym polskim politykiem. Bo przecież trochę wstyd, że szło się ramię w ramię z kimś, kto chce pozbawić praw wyborczych kobiety, wyśmiewa się z niepełnosprawnych, a o gejach mówi „homosie”. Dziś Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego regularnie przekracza pięcioprocentowy próg wyborczy i jako jedyny z politycznego planktonu ma szanse wprowadzić swoich polityków do parlamentu. Ma tylko jeden problem: oprócz lidera nie ma wśród swoich członków praktycznie żadnych rozpoznawalnych twarzy.

Pszczyna. Rok 1990. Trzydziestoletni Tomasz Tomczykiewicz, obecny wiceminister gospodarki, a wtedy gminny radny, zaczytuje się „Najwyższym Czasem”. Powstała kilka miesięcy wcześniej gazeta łączy skrajny liberalizm gospodarczy z groteskowym wręcz konserwatyzmem obyczajowym. Politycy tytułowani są „wielce czcigodny”, w tekstach używane są tytuły szlacheckie, niekiedy pojawia się archaiczna, przedwojenna ortografia. Tomczykiewicza najbardziej jednak fascynuje twórca i właściciel pisma: Janusz Korwin-Mikke. – Potrafił uwodzić. Pociągały mnie zarówno jego zawiązana pod brodą burżuazyjna muszka, jak i poglądy na gospodarkę. Powtarzał na przykład, że nie należy ratować upadających państwowych firm, bo tak jak w przyrodzie, jak się wytnie jakieś drzewo, to na jego miejsce wyrasta następne – opowiada Tomczykiewicz. Zapisuje się więc do UPR i postanawia zaprosić Korwin-Mikkego do Pszczyny. Polityk przyjeżdża. Sala pęka w szwach, wszyscy czują, że na ich oczach dzieje się właśnie wielka historia.

W tym samym roku do partii Korwin-Mikkego zapisuje się Cezary Grabarczyk. Obecny wicemarszałek Sejmu i były minister infrastruktury jest wtedy pracownikiem uniwersytetu. – W Łodzi środowisko liberalne nie było tak silne jak na Wybrzeżu. Postanowiliśmy spróbować zbudować coś z Januszem – mówi Grabarczyk. Siedemnastoletni Sławomir Nitras, dziś europoseł PO, chodzi wtedy do liceum w Szczecinie. Dużo czyta. Chce być do szpiku prawicowy i liberalny. Trafia na teksty lidera UPR – już wie, że to będzie jego polityczny idol. Jak tylko kończy 18 lat, zapisuje się do UPR i zaczyna organizować w swoim rodzinnym mieście wizyty swojego guru. – Dawał najprostsze odpowiedzi. Do tego ten barwny język. Zero dylematów, zero rozterek. Zielone – dobre, czerwone – niedobre – opowiada Nitras.

Julia Pitera, dziś posłanka PO, dołączy do nich trzy lata później. W roku 1993 pracuje w Urzędzie Rady Ministrów, razem z Michałem Kuleszą przygotowuje reformę administracji publicznej. W październiku wyjeżdża na staż do Francji, przerywa go, gdy się okazuje, że w kraju doszli do władzy postkomuniści.

Paweł Graś, obecny minister w KPRM i były rzecznik rządu, na początku lat 90. trafił do UPR prosto z Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie studiował prawo i politologię oraz działał w NZS. Swoje zaangażowanie w ugrupowanie Korwin-Mikkego kwituje dziś krótko: – A któż z nas nie przeżywał w młodości zainteresowania liberalizmem w korwinowskim wydaniu? Z tego się szybko wyrasta. To ostatnie zdanie potwierdzają wszyscy nasi rozmówcy.

Rozczarowanie

Restauracja w Pszczynie, początek lat 90. Po spotkaniu z mieszkańcami Korwin-Mikke w towarzystwie lokalnych działaczy pojawia się na obiedzie. Tomasz Tomczykiewicz długo się zastanawia, jaki alkohol zamówić do posiłku. W końcu gościem jest szarmancki inteligent o przedwojennych manierach, który ciągle podkreśla przywiązanie do tradycji. Wybiera wino. Gdy trunek pojawia się na stole, prezes sięga po butelkę i zaczyna pić z gwinta. Na sali konsternacja. – Mało eleganckie jak na konserwatystę – opowiada Tomczykiewicz.

Sławomira Nitrasa niepokoiło z kolei to, że Korwin-Mikke unika płacenia za siebie rachunków. I że nigdy nie martwi się o to, kto pokryje koszty spotkań w różnych rejonach Polski. – Na spotkaniach powtarzał, że liberałowie płacą za siebie, a potem szedł do knajpy i zapominał o tym, co mówił przed kilkoma minutami – mówi Sławomir Nitras, który z każdym spotkaniem ze swoim mistrzem tracił swój początkowy entuzjazm. – Jest gwiazdą, solistą. Nie szuka partnerów. Ludzi traktuje instrumentalnie – mówi dziś.

Więcej o Januszu Korwin-Mikkem przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" jest   także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchani a 


+
 24

Czytaj także