Robert i Monika Janowscy: Media nas zlinczowały

Robert i Monika Janowscy: Media nas zlinczowały

Michal Piesciuk / Newspix.pl / Źródło: Newspix.pl
- „Afera futrzana” to wymysł chorej wyobraźni pseudodziennikarzy. Nigdy nie było żadnych futer. Monika nie mogła być oskarżona o kradzież czegoś, czego w tym sklepie nigdy nie było – mówi w wywiadzie dla WPROST Robert Janowski. Prowadzący program „Jaka to melodia?” i jego żona, Monika, po raz pierwszy publicznie rozmawiają o tym, jak z ich perspektywy wyglądała tzw. „afera futrzana”.
Paulina Socha-Jakubowska: Lubi pani futra?
Monika Janowska : Lubię, ale wyłącznie na grzbietach żywych zwierząt.

Pytam, bo sprawa „kradzieży futer”, której – jak opisywały tabloidy – miała się pani dopuścić, była chyba największą aferą w polskim show-biznesie w ostatnich miesiącach. 
Robert Janowski : „Afera futrzana” to wymysł chorej wyobraźni pseudodziennikarzy. Nigdy nie było żadnych futer. 
To co, razem z żoną ministra Drzewieckiego, robiła pani w sklepie na Florydzie?
M.J. : Jak to co robiłam w sklepie? Proszę mi wybaczyć, ale potraktuję to pytanie jako żart.
Byłyście na babskich zakupach.
M.J.: Tak.
Tyle, że przez ostatnie miesiące czytałam, że zostałyście przyłapane na gorącym uczynku. Że w waszych torbach znaleziono ubrania, za które, że użyję eufemizmu – nie zapłaciłyście. 
M.J. : Czytała pani kłamstwa! Prawda natomiast jest taka, jakie są fakty. A fakty przedstawił prokurator stanowy w uzasadnieniu odrzucenia zarzutów i porzucenia oskarżenia: wideo i protokół z inwentaryzacji wykazał, że zakwestionowanych towarów nigdy, powtarzam: nigdy nie było w sprzedaży tego sklepu. 
R.J. : Zresztą „dziennikarze” z bulwarówek świetnie wiedzą, jak się sprawa toczyła i jak zakończyła, bo monitorowali ją przez cały czas. Ale napisanie prawdy okazało się dla nich zbyt dużym wyzwaniem i nie mogło im przejść przez pióro.
Nie czytałam prokuratorskiego uzasadnienia. Macie dokument, którym możecie udowodnić pani niewinność?
M.J. Proszę pani, niewinności się nie udowadnia! Można próbować udowodnić winę, a my winne nie jesteśmy. Mamy orzeczenie sądu o porzuceniu wszelkich zarzutów i oświadczenie prokuratora stanowego o bezpodstawnym oskarżeniu. (Monika Janowska pokazuje pismo z sądu poświadczające jej słowa – przyp. red.)
Jak to się stało, że wycofano oskarżenie? Czy pojawili się nowi świadkowie, a może nowe dowody? 
M.J. : Po raz kolejny pani powiem, że do procesu w ogóle nie doszło, więc nie mogło być mowy o „nowych świadkach”. Nie było też ani „starych”, ani „nowych” dowodów. Był tylko protokół z inwentaryzacji, na który czekaliśmy 10 miesięcy i który wyjaśniał sprawę. 
R.J. : Mówiąc wprost – nie można wszcząć procesu o kradzież np. roweru, jeżeli oskarżający nigdy roweru nie posiadał.  Monika nie mogła być oskarżona o kradzież czegoś, czego w tym sklepie nigdy nie było.
Rzeczywiście o sprawie dowiedział się pan z mediów? 
R.J. : Przede wszystkim nie zgadzam się na nazywanie „mediami” brukowych, nieuczciwych, fałszujących fakty tabloidów. 
Dobrze. Czy zatem o sprawie dowiedział się pan z tabloidów?
R.J. : To kłamstwo, takie jak 99 proc. innych rewelacji publikowanych na tych łamach. O zatrzymaniu mojej żony w sklepie dowiedziałem się od niej tego samego dnia, w którym doszło do zatrzymania. 
Czyli zadzwoniła żona, jeszcze wtedy narzeczona, i oznajmiła, że jest w rękach policji. Spadł pan z krzesła?
R.J. : Wtedy myślałem tylko o tym, jak traumatycznego przeżycia doświadcza Monika. Nie zastanawiałem się, jak to wszystko się skończy, bo od początku byłem pewien, że wszystko pozytywnie się wyjaśni. 
Naprawdę od początku wierzył pan w wersję żony? Nie zawahał się pan ani na moment?
R.J. : Wierzyłem nie w „wersję żony”, tylko w prawdę. Byłem pewny, że nie popełniła żadnego czynu niezgodnego z prawem.
Chyba czegoś nie rozumiem. To po co w takim razie wydał pan oświadczenie, w którym starał się pan od sprawy odciąć?
R.J. : Nigdy nie próbowałem się odciąć od sprawy, ani tym bardziej od mojej żony. 
Więc rozstanie było chwytem PR-owym? 
R.J. : To nie był żaden chwyt. Faktycznie rozstaliśmy się na jakiś czas. Ale tylko dlatego, że byliśmy w tym czasie w trakcie sprawy sądowej o zmianę miejsca zamieszkania moich córek. To był też dla nich bardzo trudny czas. Mieliśmy nadzieję, że  trochę uciszymy plotkarzy i oszczędzimy cierpienia dziewczynkom. 
M.J. : Dobro dzieci jest dla nas najważniejsze, w takich chwilach nie ma mowy o żadnym PR- owym zagraniu. 

Cały wywiad czytaj w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost".
Najnowszy "Wprost", który będzie dostępny w niedzielę od 20:00 w formacie   e-wydania     .    
Najnowszy "Wprost" także jest dostępny na Facebooku     Facebooku     .     
"Wprost" jest dostępny również w wersji do   słuchania     .

Czytaj także

 16
  • Róża od wiatrów IP
    Za 2 lata będzie kandydowała do europarlamentu z list PO jako poszkodowana przez system.
    • Rajmund IP
      Powszechnie sie mowi o zenujacym poziomie polskich politykow.Slusznie sie mowi i sadzi bowiem jest to poziom zenujacy.Natomiast nie mowi sie o przrazajacym poziomie tabloidow w Polsce.To jest totalny upadek dziennikarstwa.To jest wstyd i skandal.W ciagu kilku sekund sa w stanie zniszczyc kadzego czlowieka.
      • Fred. IP
        Za dwa lata okaże się, że nigdy nie była w USA, a za kolejne dwa, że nie zna żony Drzewieckiego.
        • ZALET IP
          Żałosna para. Najpierw oświadczenie że z tą panią nie chce mieć nic wspólnego .A teraz raptem nie winna ,wredne oszczerstwa ,winni dziennikarze i krasnoludki. Facet jeśli masz resztki godności kończ wstydu oszczędź. Zdegenerowane towarzystwo pseudo celebrytów.
          • KAROL IP
            przeciec p.monika nie byla tam sam wiemy kto podsypnal groszem za uniwinnienie,to dlaczego pan j. najpierw sie od niej odwrocil?? czemu od razu nie powiedzial to nieprawda,KTO MA KASE I ZNAJOMKOW WYGRYWA W KAZDYM SADZIE

            Czytaj także