Pomyłka armii odbije się na Przesmyku Suwalskim? Ekspert przewiduje poważne konsekwencje

Pomyłka armii odbije się na Przesmyku Suwalskim? Ekspert przewiduje poważne konsekwencje

Dron
Dron Źródło: Unsplash / Harrison Kugler
Były operator dronów MQ-9A Reaper skrytykował Polskę za niewłaściwe użycie maszyn za rządów PiS. Ekspert uważa, że wpłynęło to negatywnie na bezpieczeństwo Przesmyku Suwalskiego.

Samuel Nahins odpowiadał w przeszłości za obsługę dronów zakupionych w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Ekspert nie zostawia suchej nitki na urzędnikach ówczesnego rządu. Na sam początek zwraca uwagę, że ta inwestycja nie pokrywała się z potrzebnymi realiami militarnymi Europy. Poza tym drony typu MQ-9 znajdują optymalne zastosowanie w specyficznym klimacie Bliskiego Wschodu, co niekoniecznie oddawało potrzeby obronne dla Przesmyku Suwalskiego.

Przesmyk Suwalski zagrożony? Obecne środki mogą nie wystarczyć

Co więcej, ten model drona najlepsze zastosowanie znajduje w sytuacji zdecydowanej dominacji powietrznej nad wrogiem. A to nie wszystko, bo procedura weryfikacji operatorów jest wyjątkowo skomplikowana. To wszystko sprawia, że Polska miała nie podjąć właściwej decyzji w sprawie tej inwestycji. Tak przynajmniej uważa ekspert, który nie kryje swojego rozczarowania w związku z zapewnieniem bezpieczeństwa dla Przesmyku Suwalskiego.

— Polska to nie Afganistan. Przesmyk suwalski to nie Kandahar. Środowisko zagrożeń, z jakim ma do czynienia Polska, sprawia, że model operacyjny "Reaperów" staje się w dużej mierze bezprzedmiotowy. Trzy samoloty, które nie mogą latać w polskiej zimie, nie są w stanie przetrwać w spornej przestrzeni powietrznej i wymagają osiemnastu miesięcy na wyszkolenie załogi, nie stanowią środka odstraszającego. Stanowią zobowiązanie finansowe rzędu dziewięciu cyfr twierdzi ekspert cytowany przez Onet.pl.

Polska jak Ukraina. Ekspert nie ma wątpliwości

Nahin nie ukrywał też swojego optymizmu wobec Ukrainy i i jej zaangażowania w defensywę przeciw Rosji, która udowadnia, jak duże wpływ mają tanie w produkcji, masowo produkowane drony, których operatorzy są gotowi do obsługi zaledwie w kilkanaście miesięcy. Jak twierdzi specjalista, to powinien być kierunek inwestycji obronnych dla Polski i krajów wschodniej flanki NATO.

— Polska wydała 310 mln dol. na trzy samoloty, naziemne stacje kontroli oraz wynagrodzenia dla instruktorów lotniczych. Ta sama kwota, przeznaczona na skalowalną, rodzimą i szybką produkcję dronów we współpracy z ukraińskim przemysłem obronnym, pozwoliłaby na wprowadzenie do służby tysięcy systemów bojowych, przeszkolenie setek operatorów oraz stworzenie bazy produkcyjnej zdolnej do szybkiego zwiększenia mocy produkcyjnych w sytuacji kryzysowej — ocenia ekspert dronowy i dodaje, że Polska jest ostatnim państwem z tej części świata, które musi zainwestować w tego typu drony.

Czytaj też:
Rykoszet strategii Trumpa. „W kwietniu paliwowa posucha dotrze do Europy”
Czytaj też:
Arcybiskup nie owija w bawełnę. „Kościół szykuje się na wojnę”

Źródło: The Modern War Institute