Jest reakcja na bulwersujące nadużycia w Renicach. Ośrodek wychowawczy do zamknięcia

Jest reakcja na bulwersujące nadużycia w Renicach. Ośrodek wychowawczy do zamknięcia

Młody mężczyzna, zdjęcie ilustracyjne
Młody mężczyzna, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Shutterstock
Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy w Renicach zostanie zamknięty. To reportażu Anny Śmigulec, opublikowanego na łamach Wirtualnej Polski. Dziennikarka przedstawiła w nim szereg wstrząsających historii, ujawniających zdeprawowanie pracowników placówki.

Informację o zamknięciu MOW w Renicach potwierdził Onetowi wicekurator oświaty w Szczecinie Jerzy Sołtysiak. Ośrodek Rozwoju Edukacji przenosi obecnie wychowanków z Renic do innych miejsc w Polsce. Po dokończeniu tego procesu, nastąpi likwidacja kontrowersyjnej placówki.

Rzecznik Kuratorium Oświaty w Szczecinie Małgorzata Duras na łamach tego samego portalu tłumaczyła powody takiej decyzji. – Wyczerpaliśmy wszystkie narzędzia, które posiadał kurator wspierający ten ośrodek, w tym te związane z zaleceniami pokontrolnymi. Ośrodek jest kontrolowany i monitorowany już od długiego czasu – mówiła.

Sołtysiak dodawał, że naprawa MOW nie była możliwa ze względu na zmowę milczenia. – Prawda jest taka, że ci wychowankowie, nawet gdyby nasi wizytatorzy próbowali bezpośrednio ich pytać o to, czy są bici, to niestety, oni by się nie otworzyli. Tam panował pewien system polegający m.in. właśnie na zmowie milczenia, zastraszaniu, który powodował, że trudno nam było dogłębnie to sprawdzić – wyjaśniał.

Horror w Renicach

Przypalanie ciała, bicie po jądrach, twarzy; pięściami, pałką teleskopową, metalową latarką; przez wychowanków i opiekunów – to rzeczywistość Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Renicach pod Szczecinem, opisana w poruszającym reportażu Magazynu WP. Autorka materiału Anna Śmigulec całą historię rozpoczyna od przypadku Adriana, który podczas próby ucieczki z tego miejsca złamał kręgosłup. Jak dowiadujemy się dalej, wielu z podopiecznych tej placówki wspomina ją gorzej niż pobyt w poprawczaku i innych zakładach zamkniętych.

Nastoletni podopieczni ośrodka w Renicach mają prosty wybór: albo zostaną „kiepami”, czyli odpowiednikiem więziennych „frajerów”, albo dołączą do grupy „utrzymującej porządek” i bijącej innych na polecenie wychowawców. Zamiast resocjalizacji dostają więc przedsmak życia za kratami, przechodzą proces odwrotny niż powinni. Uczeni są czegoś na kształt wojskowej fali, a przy tym przez cały czas bici i zastraszani. Mimo licznych zgłoszeń do odpowiednich urzędów, wciąż nie mogą liczyć na pomoc.

MOW w Renicach to „złamane życiorysy”

Według autorki reportażu, w ostatnim roku w tym miejscu zarejestrowano osiem postępowań karnych, trzy zakończono aktem oskarżenia, dwa trwają. W ostatniej dekadzie aktem oskarżenia zakończyło się łącznie 21 z 54 postępowań dotyczących tego miejsca. Mimo licznych skarg i kontroli ośrodek jednak cały czas działa. Kuratorium Oświaty w Szczecinie jest świadome patologii w MOW, jednak system pozostaje niezachwiany. – Ta kadra jest spójna, pożera i wypluwa każdą osobę z zewnątrz, która się tam pojawi – mówiła WP psychoterapeutka Joanna Strzelecka.

– To są złamane życiorysy – dodawała kobieta. – To są zmienione historie rodzin. Wielu z tych chłopców ma objawy zespołu stresu pourazowego, jak żołnierze wracający z Afganistanu. Oni najpierw potrzebują pomocy psychologicznej i leczenia, a dopiero później można myśleć o resocjalizacji – podkreślała. – Mamy 2021 r., walczymy o prawa karpia kupowanego w markecie. Tymczasem w ośrodku w Renicach nasze dzieci są poddawane torturom. I nie mają znikąd pomocy – komentował rodzic jednej z ofiar MOW.

Czytaj też:
„Nasz nowy dom”. Uciekły od tyrana. Ekipa wyremontowała ich dom. Są zdjęcia „przed i po”

Źródło: Onet.pl / WP
 2

Czytaj także