Polak złowił gigantycznego suma. Opłaciło mu się go uwolnić

Polak złowił gigantycznego suma. Opłaciło mu się go uwolnić

Gigantyczny sum, zdjęcie ilustracyjne
Gigantyczny sum, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / Fabien Monteil
Choć to o szczupaku mówi się, że jest królem polskich wód, to niejeden wędkarz mógłby się z tym kłócić. Tym bardziej z uznaniem można patrzeć na ten wielki wyczyn.

Od lat polscy wędkarze chwalą się swoimi zdobyczami przesyłając ich zdjęcia wraz z opisami przygód do „Wiadomości Wędkarskich” PZW. Dla tych wędkarzy, którzy wypuszczają swoje ryby z powrotem do wody, przygotowana została specjalna kategoria „Uwalniam okazy”. Nie inaczej było i tym razem, kiedy to pan Łukasz przesłał do redakcji zdjęcie złowionego przez siebie suma.

Wielki połów pana Łukasza miał miejsce pod koniec października ub.r. Data ta nie jest, jak się zdaje, przypadkowa. Zaznaczył to sam wędkarz. „Po wielu latach wędkowania wiem jedno – październik to czas, kiedy warto być nad wodą” – napisał w wiadomości do redakcji.

Sum gigant wyciągnięty z rzeki. Pomógł niski poziom wody

Jak opisuje wędkarz, w tamtym czasie od kilku dni na odcinku rzeki, który planował ze znajomymi spenetrować, „poziom wody był lekko obniżony, ale ustabilizowany”. „Uznaliśmy więc z kolegą, że warto spróbować” – wspomina mężczyzna.

„Na wodę wypłynęliśmy około południa, była to nasza druga wyprawa po powodzi. Na samym początku wyprawy miałem pierwsze branie. Przynęta skusiła dorodnego szczupaka, którego ocenialiśmy na ponad 80 cm. Drapieżnik jednak wywinął ponad powierzchnią wody widowiskową święcę i spiął się” – pisze „Wiadomościom Wędkarskim”.

Wraz z południem na rzece pojawił się delikatny wiatr, który spowodował lekkie fale. Wtedy też mężczyzna zdecydował się zmienić przynętę. To był przełomowy moment. „W pewnym momencie postanowiliśmy odbić po skosie w stronę rzecznej burty, gdzie pokazało nam się ciekawie ukształtowane dno. Rozmowę z kolegą przerwało atomowe branie i gwizd hamulca” – opisuje wędkarz.

„Potężną ryba zaczęła uciekać pod prąd. Zaczęliśmy manewrować pontonem, by dogonić uciekającą rybę i skrócić do niej dystans. Hol przebiegał spokojnie, ale ciągle miałem wrażenie, że to ryba nas holuje, a nie ja ją. Minęło kolejnych kilka minut i w końcu, po puszczenie kilku bąbli, sum po raz pierwszy ukazał się pod powierzchnią” – czytamy.

Wędkarz uwolnił gigantycznego suma. Opłaciło się

Pan Łukasz nie kryje, że był to wspaniały widok. „Ryba była naprawdę ogromna” – opisuje. To nie był jednak koniec holu. „Dopiero po kilku kolejnych odjazdach oceniłem, że sum był już gotowy do zakończenia holu. Chwyciłem za przypon i wciągnąłem go na specjalnie przygotowane nosze, które kolega zdążył rozłożyć na pontonie” – wspomina wędkarz.

Dopiero po dopłynięciu na brzeg okazało się, jak wielki okaz udało się złowić. „Sum miał 222 cm. Co za kaban!” – czytamy.

Mężczyzna zrobił kilka zdjęć, po czym zdecydował się uwolnić złowioną przez sobie rybę. I to niewątpliwie mu się opłaciło. W ramach akcji „Uwalniam okazy” Komisja Rekordowych Połowów przyznała mu nagrodę w postaci kołowrotka i żyłki. „Jestem zadowolony i szczęśliwy, lepszego zakończenia sezonu sumowego nie mogłem sobie wymarzyć” – stwierdził wędkarz.

Czytaj też:
Złowił tę samą rekordową rybę dwa razy. Teraz dzieli się radami dla wędkarzy
Czytaj też:
To dobry moment, by złowić leszcza. Ryby te ważą nawet 7 kg

Źródło: Wiadomości Wędkarskie