O „wyczynie” kolekcjonera jadowitych węży napisała redakcja australijskiego czasopisma popularnonaukowego „Cosmos Magazine”. Pasjonat początkowo wstrzykiwał sobie rozcieńczony jad węży, co robił w konkretnym celu – chciał na wszelki wypadek uodpornić się na produkowane przez organizmy gadów trucizny, gdyby kiedyś został przez jednego z nich ukąszony. W innym przypadku ewentualne wprowadzenie jadu pod skórę mogłoby skończyć się dla niego śmiercią.
„W ciągu ostatnich dwudziestu lat przyjął ponad 700 dawek jadu węża, z których każda była nieco silniejsza od poprzedniej, aby wzmocnić swoją odporność. Wciąż żyje pomimo 856 zastrzyków i ponad 200 ukąszeń!” – wskazuje redakcja magazynu „CM”.
Niewiarygodny wyczyn herpetologa. Przyjął jad od wschodnich węży brunatnych, tajpanów śródlądowych i węży tygrysich
Wśród węży, którym pasjonat dał się pokąsać, są wschodnie, brunatne, czyli (Pseudonaja textilis), tajpany pustynne (Oxyuranus microlepidotus) czy tygrysie (Notechis scutatus).
Czy oprócz ochrony swojego zdrowia i życia działania Friede'a przyczynią się jakoś dla dobra reszty ludzkości? Jak najbardziej. Naukowcy z Centivax (amerykańska firma biotechnologiczna) uważają, że krew herpetologa-samouka i wytworzone przez jego organizm przeciwciała prawdopodobnie będą mogły zostać użyte, by uratować czyjeś życie.
„Dawca, przez okres prawie 18 lat, podjął setki ukąszeń i autoszczepionek z eskalującymi dawkami 16 gatunków bardzo śmiercionośnych węży, które normalnie zabiłyby konia. (...) To, co było ekscytujące w przypadku dawcy, to jego unikalna w skali życia historia immunologiczna. (...) Nie tylko potencjalnie wytworzył te szeroko neutralizujące przeciwciała, ale w tym przypadku może to dać początek uniwersalnemu antytivenom [antytoksyna – red.] o szerokim spektrum działania” – twierdzi doktor Jacob Glanville, biotechnolog, cytowany przez „Cosmos Magazine”.
Czytaj też:
Spacerujesz po łąkach lub w lasach? Możesz natknąć się na jadowitą żmijęCzytaj też:
Zachowały się przez 2000 lat. Co naprawdę wiemy o relikwiach Chrystusa?
