Jak dotąd nikomu jeszcze nie udało się jednoznacznie udowodnić istnienia „UFO” (unidentified flying object – niezidentyfikowany obiekt latający). Jednak teorie spiskowe, poparte rzekomymi „dowodami”, są niezwykle powszechne – nie tylko w USA, ale także w Polsce. Sęk w tym, że część z nich mogła zostać sfingowana – i to nie przez byle kogo.
To najnowsze ustalenia redakcji amerykańskiego dziennika „The Wall Street Journal”. Twierdzą oni, że siły powietrzne Stanów Zjednoczonych umyślnie „fabrykowały” materiały dowodowe, przedstawiające rzekomo nieznaną nikomu, zaawansowaną technologię, pochodzącą nie z tej ziemi. W Pentagonie (siedziba Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych w Wirginii) znajduje się specjalne biuro, które bada teorie spiskowe – (co najmniej) jedna z nich została prawdopodobnie wykorzystana przez urzędników, by ludzie o niej rozmawiali.
„WSJ” opisuje śledztwo Pentagonu ws. teorii spiskowych o UFO. Wykazało ono, że nawet amerykański rząd brał udział w dezinformacji, której przyświecał ważny cel – ochrona tajnych programów wojskowych w okresie zimnej wojny (trwał on od 1947 do 1991 roku; to moment w historii, gdy świat podzielony został na dwie części, przedzielone „żelazną kurtyną”: blok komunistyczny i demokratyczny – Związek Radziecki i Stany Zjednoczone rywalizowały wówczas ze sobą poprzez rozwój militarny, ale bez bezpośredniego starcia czy wyścig kosmiczny, który ostatecznie wygrany został przez Amerykę).
Urzędnicy Pentagonu chcieli by ludzie wierzyli w UFO?
Dziennik opisuje śledztwo naukowca – doktora fizyki Seana Kirkpatricka. Za pośrednictwem All-domain Anomaly Resolution Office, na życzenie Kongresu USA, badał on przypadki zgłoszeń ws. UFO. Postępowanie ujawniło, że w latach 80. XX wieku jeden z pułkowników dostarczał zdjęcia rzekomych „latających spodków”, które spostrzeżono nieopodal baru, blisko tak zwanej „Strefy 51”. Zostały sfingowane. Jaki w tym wszystkim cel miał oficer? Chciał chronić informacje o myśliwcach stealth ("skradać się"). Maszyny te konstruowano w takich sposób, by ich wykrycie okiem, uchem, radarem i innymi znanymi ludzkości metodami było utrudnione lub niemożliwe. Uznano, że lepiej, aby lokalna społeczność uwierzyła w teorie spiskowe o kosmitach niż interesowała się programami wojskowymi.
Kolejny przykład? Przez dekady dowódcom sił powietrznych prezentowano sfałszowane dowody na istnienie niezidentyfikowanych obiektów latających i nakazywano podpisywać umowy o zachowaniu poufności. Mówiono im, że dołączają do programu „Yankee Blue”. Część wojskowych uwierzyła, że UFO to poważna sprawa.
Ustalenia dziennikarzy rzucają nowe światło na UFO. Okazuje się, że gdy zwolennicy teorii spiskowych zarzucali (i zarzucają) rządowi milczenie, twierdzili, że Amerykanie „znają prawdę”, ale „nabierają wody w usta” – mogli się bardzo pomylić. Prawdopodobnie było odwrotnie: to sam Pentagon wprowadzał do obiegu lub podsycał plotki o UFO, by chronić swoje tajne programy wojskowe. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, w jaki dokładnie sposób fałszywe informacje trafiały do opinii publicznej i czy działo się to jedynie na małym obszarze i kierowane było jedynie do lokalnej społeczności, czy może było to większe przedsięwzięcie.
Czytaj też:
Miał zbierać podpisy na Trzaskowskiego. Porucznik usłyszał zarzutyCzytaj też:
W KK dojdzie do przełomu? Tak było od 1700 lat, papież jest gotowy na zmianę
