Piotr Grześ – leśnik, certyfikowany klasyfikator grzybów i autor bloga „Grzybów znawca” w rozmowie z dziennikarzami „Głosu Wielkopolskiego” opisuje swoją przygodę z lasem, wracając wspomnieniami do rodzinnych opowieści sprzed dziesięcioleci. Jego babcia, córka leśnika zesłanego na Sybir, zbierała grzyby już jako kilkuletnie dziecko, by wspierać rodzinę w trudnym czasie.
Ta historia była w jego domu żywa przez całe pokolenia. Również rodzice Piotra chodzili do lasu. To oni zabierali go na pierwsze wyprawy, pachnące ściółką i poranną mgłą, ucząc go szacunku do natury.
Dziś Piotr podkreśla, że z biegiem lat to nie pełny koszyk stał się sensem jego wypraw, ale obserwacja. Może wrócić z lasu bez jednego grzyba i nadal czuć satysfakcję. Dla niego bowiem wartością samą w sobie jest spacerowanie po lesie i przebywanie wśród natury.
Gdzie szuka grzybów w Wielkopolsce? Trasy, które zna jak własną kieszeń
Choć odwiedził lasy od Cypru i Kostaryki po Kaukaz, jego serce pozostaje wierne lokalnym terenom. Najczęściej zagląda do Parku Krajobrazowego Promno, Puszczy Zielonki, okolic ścieżki rowerowej Kostrzyn-Poznań oraz lasów Antoninka i doliny Cybiny.
Piotr przyznaje, że niezwykłe znaleziska potrafią trafić się… po drodze do pracy. – Paradoks polega na tym, że gdy nie mam koszyka, trafiam na wysypy. A gdy przygotuję się idealnie, nieraz muszę się nachodzić – śmieje się.
Ponieważ ma zapasy suszonych i mrożonych grzybów „na trzy lata”, często zabiera tylko aparat. Woli patrzeć, niż zbierać. Największą przyjemność daje mu cisza lasu – ta głęboka, nieruchoma, pełna tajemnic.
Grzybowe ekspedycje. Od Promna po Karaiby
Autor profilu „Grzybów znawca” od zawsze marzył o znalezieniu dwóch legendarnych gatunków: muchomora cesarskiego i borowika królewskiego. Dziś może powiedzieć, że osiągnął oba cele – i to w wyjątkowych okolicznościach. Jego wyprawy wyglądały jak scenariusz filmu przygodowego. W przypadku muchomora cesarskiego najpierw analizował mapy, sprawdzał wysokości, prognozy opadów, a potem poleciał na miejsce, wynajął samochód i ruszył w las.
Kilka kroków i okazało się, że jego marzenie rośnie tuż przed nim. Udało się!
Lista jego trofeów jest imponująca. Szukał już boczniaka mikołajkowego na Cyprze, szczudłówki piaskowej na Wyspach Kanaryjskich czy kielonek błyszczących na Kaukazie oraz rzadkiej czerwonej kurki na Karaibach. To nie są zwykłe wypady, to naukowe, przemyślane ekspedycje.
Dlaczego wciąż wraca do lasu? Odpowiedź jest jednocześnie prosta i skomplikowana
Ten zapalony grzybiarz powtarza, że „nie da się znaleźć wszystkich grzybów świata”. Każdy sezon jest inny, klimat się zmienia. Wchodząc do lasu, nigdy nie wie, co go spotka. Jego zdaniem poszukiwanie grzybów to proces, pełen pytań i nieoczekiwanych odkryć.
Bywa, że jeden drobny gatunek jest nagrodą za całą wyprawę.
Ta nieprzewidywalność sprawia, że las nie jest dla niego ucieczką, lecz przestrzenią, w której życie nabiera sensu i właściwego tempa.
Czytaj też:
Grzybiarze nie odpuszczają mimo mrozów. Oto lista gatunków, które nie boją się zimyCzytaj też:
Ten grzyb to „fabryka atramentu”. Sam się rozpuszcza. „Tysiące zarodników”
