Mowa o komarze tygrysim (Aedes albopictus), który dotąd widywany był co najwyżej w rejonie portów w Australii, dotarł niedawno w głąb lądu – podał American Broadcasting Company.
Oficjalnie stwierdzono obecność sześciu osobników w rejonie Bamaga (Queensland). Nieoficjalnie w mediach społecznościowych mieszkańcy kontynentu piszą, że ponć spotkali już na swojej drodze zwierzę, które pochodzi z Azji.
Liczba komarów zbyt mała. Władze jeszcze nie biją na alarm
Komary tygrysie widywane były kilkadziesiąt lat temu w rejonie Cieśniny Torresa. A. albopictus nie zapuszczał się jednak w głąb kontynentu.
Czy to powód, by ogłosić alarm? David Kempton – poseł do Zgromadzenia Ustawodawczego Queensland – uważa, że jest na to zdecydowanie zbyt wcześnie. – Jeśli znajdziemy ich dużo na otwartym terenie, to wtedy będziemy mieli problem – wyjaśnił (cytat za ABC News).
Nie wiadomo, dlaczego występowanie komarów odnotowano w Queensland. Kempton wskazał, że być może ma to związek z nielegalnym procederem, do którego dochodzi na australijskich wodach. Chodzi o rybaków z Indonezji (m.in. z okolic Flores, Rote czy Kupang), którzy łowią w rejonie Cieśniny Torresa. Możliwe, że nieświadomie, przy okazji, pomagają oni przedostawać się A. albopictus do miejsc, gdzie te normalnie nie występują.
Owad przenosi wirusa, który wywołuje dengę
Torres and Cape Hospital and Health Service wydała oświadczenie. Instytucja postanowiła uspokoić obywateli, przekonując ich, że w tym momencie nie istnieje zagrożenie dla ich zdrowia lub życia.
Jedno jest pewne – mieszkańcy Azji, skąd pochodzi owad, zwykle wolą zrezygnować z przebywania na świeżym powietrzu, dlatego też potocznie (i żartobliwie) nadali mu miano „niszczyciela grilla”. Jego ukąszenie jest naprawdę bolesne i trudne do złagodzenia.
Warto bowiem wiedzieć, że A. albopictus mogą przenosić groźne wirusy – Dengue virus i Japanese encephalitis virus. Pierwszy może wywołać chorobę o nazwie denga (objawy to: wysoka gorączka, silny ból mięśni i stawów, głowy i wysypka; nie istnieje lekarstwo – stosuje się leczenie objawowe), natomiast drugi – japońskie zapalenie mózgu (symptomy – mowa o ciężkich przypadkach: zapalenie mózgu, drgawki, porażenia i trwałe uszkodzenia neurologiczne; nie ma leczenia, ale jest szczepionka).
Czytaj też:
Ponad 1700 osób zamkniętych na wycieczkowcu. Dziesiątki pasażerów z objawamiCzytaj też:
Ten podróżniczy trend bije rekordy popularności wśród Polaków. „Absolutna rewolucja”
