W Toruniu o pruskim drylu

W Toruniu o pruskim drylu

Brutalny system kar dyscyplinarnych stosowany w wojsku dawnych Prus będzie tematem przewodnim nocnego zwiedzania Fortu IV w Toruniu. Nocne wędrówki podziemiami twierdzy poprowadzą przewodnicy w mundurach z dawnych epok.
- Goście Fortu IV przekonają się o sile toruńskiego garnizonu i  geniuszu konstrukcyjnym XIX-wiecznych inżynierów. Ujawnimy, ile prochu mogła pomieścić forteczna prochownia i  dlaczego jedna z latryn nazywana jest "szczęśliwą" - wyjaśnił Paweł Bukowski, toruński przewodnik specjalizujący się w zabytkach architektury militarnej. W ramach zwiedzania przewidziano także "egzamin" dla rekrutów: obracanie 200-kilogramowej kopuły pancernej, której unikalny mechanizm jest nadal w pełni sprawny.

- Tematem przewodnim naszych wędrówek, które będą rozpoczynać się w  poniedziałek i wtorek o zmroku, będą tym razem kary, jakie stosowano niegdyś wobec żołnierzy armii pruskiej. System dyscyplinarny był bardzo rozbudowany, bezwzględny i budzący do dziś grozę swym okrucieństwem - podkreślił Bukowski. Podstawowym założeniem, jakie stawiali sobie za cel twórcy dyscypliny wojskowej, zwanej do dziś "pruskim drylem", było to, by  żołnierz bardziej bał się swego oficera niż wroga. Tego wymagała ówczesna taktyka, opierająca się na  precyzyjnych manewrach zwartych oddziałów piechoty, a także fakt, że  znaczną część rekrutów - m.in. więźniów i jeńców pokonanych armii - wcielano pod przymusem. Najokrutniej postępowano z szeregowymi żołnierzami i  podoficerami. Kary dla najniższych szarż ogólnie dzielono na lekkie (nieraniące) i ciężkie (raniące). Za próbę dezercji wymierzano najwyższy wymiar kary dyscyplinarnej - bicie kijami skazańca biegnącego w szpalerze żołnierzy -  zwykle, przez kilka dni z rzędu i do śmierci skazanego. W pruskim wojskowym systemie dyscyplinarnym kara "zwykłego" rozstrzelania za to przewinienie, była uważana za "akt łaski".

PAP, arb

Czytaj także

 0