W Polsce panuje powszechne przekonanie, że to, co część społeczeństwa uważa za normę moralną, musi być narzucone reszcie obywateli jako norma prawna. Tymczasem prawo polskie, zgodne z ustawą zasadniczą, stoi na straży praw obywatelskich. Mam nadzieję, że tak będzie również w przypadku obywatelskiego projektu Fundacji „PRO-Prawo do życia” o całkowitym zakazie aborcji.
Projekt, pilotowany przez Mariusza Dzierżawskiego i środowiska zbliżone do "Frondy" zakłada zmianę ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w kierunku maksymalnie restrykcyjnym. Dziś aborcja, według tej ustawy niesłusznie nazywanej "kompromisem aborcyjnym", jest możliwa w trzech przypadkach - zagrożenia życia lub zdrowia matki, ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, lub gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa gwałtu, czy kazirodztwa. Gdyby projekt Fundacji „PRO-Prawo do życia" został uchwalony aborcja zostałaby praktycznie zakazana.
Projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej to klasyczna próba zaciemnienia obrazu sytuacji kobiet w imię interesu określonej grupy, działającej z pobudek ideologicznych. Jacek Żakowski słusznie zauważył, że u podstaw tej propozycji nie stoi wcale dbałość o dobro człowieka, kobiety i nienarodzonego dziecka, ale o oczyszczenie sumienia "obrońców życia poczętego", którzy doprowadzając do faktycznej delegalizacji aborcji, zepchnęli dziesiątki tysięcy kobiet do podziemia aborcyjnego. Tymczasem brak mechanizmów opieki nad kobietami i nad nowonarodzonymi, niechcianymi przez rodziców dziećmi, obnaża hipokryzję tych środowisk. Rozwiązanie, które promuje fundacja „PRO-Prawo do życia", to nic innego jak zgoda i ciche przyzwolenie na funkcjonowanie aborcyjnego podziemia. Gdyby środowiska pro-life rzeczywiście chciały walczyć z aborcją i jej skutkami społecznymi, to wspierałaby wszelkie dostępne projekty dotyczące świadomego macierzyństwa, programy pomocy samotnym matkom, a przede wszystkim programy edukacji seksualnej. Łatwiej jest jednak zamknąć oczy i usta innym, niż zająć się sprawą w imię interesu społecznego. Łatwiej bezwzględnie zakazać aborcji niż zwalczać powody, dla których kobiety decydują się na taki dramatyczny krok.
Poparcie tego projektu, przez dużą cześć posłów - także rządzącej Platformy Obywatelskiej - jest grą polityczną. Posłowie którzy zdecydowali o tym, że projekt nie został odrzucony, powinni zdawać sobie sprawę ze szkodliwości proponowanej regulacji. Jeżeli uważają, że aborcja jest zbrodnią, to powinni dołożyć wszelkich starań, aby prawo działało w interesie kobiet. Tymczasem trzyletnie procedowanie nad regulacjami dotyczącymi in vitro, pokazuje że PO nie potrafi dać sobie rady z trudnymi tematami społecznymi.
Gra polityczna aborcją rozkręca się na dobre - SLD składa własny wniosek ustawy o "o świadomym rodzicielstwie", a środowiska pro-life postanowiły "lustrować" przyszłych posłów pod kątem ich opinii na temat aborcji i wystawiać im certyfikaty "moralności". W tym samym czasie dziesiątki tysięcy ciężarnych kobiet jest pozostawionych samym sobie, a domy dziecka i podziemie aborcyjne pozostają poza nawiasem politycznej dyskusji.
Projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej to klasyczna próba zaciemnienia obrazu sytuacji kobiet w imię interesu określonej grupy, działającej z pobudek ideologicznych. Jacek Żakowski słusznie zauważył, że u podstaw tej propozycji nie stoi wcale dbałość o dobro człowieka, kobiety i nienarodzonego dziecka, ale o oczyszczenie sumienia "obrońców życia poczętego", którzy doprowadzając do faktycznej delegalizacji aborcji, zepchnęli dziesiątki tysięcy kobiet do podziemia aborcyjnego. Tymczasem brak mechanizmów opieki nad kobietami i nad nowonarodzonymi, niechcianymi przez rodziców dziećmi, obnaża hipokryzję tych środowisk. Rozwiązanie, które promuje fundacja „PRO-Prawo do życia", to nic innego jak zgoda i ciche przyzwolenie na funkcjonowanie aborcyjnego podziemia. Gdyby środowiska pro-life rzeczywiście chciały walczyć z aborcją i jej skutkami społecznymi, to wspierałaby wszelkie dostępne projekty dotyczące świadomego macierzyństwa, programy pomocy samotnym matkom, a przede wszystkim programy edukacji seksualnej. Łatwiej jest jednak zamknąć oczy i usta innym, niż zająć się sprawą w imię interesu społecznego. Łatwiej bezwzględnie zakazać aborcji niż zwalczać powody, dla których kobiety decydują się na taki dramatyczny krok.
Poparcie tego projektu, przez dużą cześć posłów - także rządzącej Platformy Obywatelskiej - jest grą polityczną. Posłowie którzy zdecydowali o tym, że projekt nie został odrzucony, powinni zdawać sobie sprawę ze szkodliwości proponowanej regulacji. Jeżeli uważają, że aborcja jest zbrodnią, to powinni dołożyć wszelkich starań, aby prawo działało w interesie kobiet. Tymczasem trzyletnie procedowanie nad regulacjami dotyczącymi in vitro, pokazuje że PO nie potrafi dać sobie rady z trudnymi tematami społecznymi.
Gra polityczna aborcją rozkręca się na dobre - SLD składa własny wniosek ustawy o "o świadomym rodzicielstwie", a środowiska pro-life postanowiły "lustrować" przyszłych posłów pod kątem ich opinii na temat aborcji i wystawiać im certyfikaty "moralności". W tym samym czasie dziesiątki tysięcy ciężarnych kobiet jest pozostawionych samym sobie, a domy dziecka i podziemie aborcyjne pozostają poza nawiasem politycznej dyskusji.