Polak bez winy i wstydu

Polak bez winy i wstydu

Wielu Polakom wpaja się od dziecka, że seks, który nie służy prokreacji, to grzech. Znam sporo kobiet, które dopiero po trzydziestce odkrywają, czym jest orgazm – mówi Małgorzata Ohme, psycholog rodzinna.

1. CZY UMIEMY ROZMAWIAĆ O SEKSIE?

Współczesny Polak dużo wie o seksie?

Więcej niż poprzednie pokolenia. Choć oczywiście nadal jesteśmy pod dużym wpływem konserwatyzmu, dziś być może większym niż w ostatnich latach. Ale w dzisiejszych czasach dostęp do informacji jest powszechny, choćby w internecie.

I to nas otwiera na seks?


Współczesna wizja człowieka to budowanie samoświadomości, rozpoznawanie potrzeb, afirmacja życia. Także w sferze płciowości. Powoli wychodzimy z wdrukowywanych nam od dziecka zakazów i nakazów w tej sferze. Hasła „to wolno,

1. CZY UMIEMY ROZMAWIAĆ O SEKSIE?

a tego nie” albo „kobiecie nie przystoi” przestają być aktualne. Cenimy sobie wolność, a wolność oznacza wybór i brak przymusu. Także w seksie. Z drugiej strony, trudno powiedzieć, czy Polaka w łóżku bardziej dziś blokuje konserwatywne wychowanie, czy kształtowana przez media społeczna presja seksualnego sukcesu.

To znaczy?

W kulturze masowej dominuje wizja, w której seks jest miarą naszej wartości, kobiecości lub męskości. Nie masz dobrego seksu – nie masz sukcesu, jesteś niepełnowartościowy. Seks staje się obowiązkiem. Zawieszamy sobie niezwykle wysoko poprzeczkę odnośnie tego, jak mamy wyglądać, jakie techniki seksualne stosować, w jakim czasie osiągać orgazm. Większość spraw, które powinny pozostać w sferze spontaniczności i być wynikiem intymności, relacji i wzajemnego zaufania, staje się częścią elementarza społecznego. Do tego dochodzi presja ze strony polityków i Kościoła.

Negatywna?

Na ogół niestety tak. Wielu dorosłych, którzy cierpią z powodu nieudanego życia seksualnego, ma wpojone od dziecka, że seksualność ludzka jest nieczysta, a seks, który nie służy prokreacji, to grzech. A skoro grzeszą, mają poczucie winy i wstydu. To ich później blokuje, hamuje i niszczy.

Seksualność nie powinna być tabu?

Nie powinna. Nie chodzi o to, by dorośli uprawiali przy dziecku seks. Ale jeśli wzrastamy w liberalnym domu, gdzie mama i tata są otwarci, nie wstydzą się nagości i mówią otwarcie o seksie, to w naszym późniejszym życiu seks jest znacznie mniej negatywnie obciążony.

2. SEKS TYLKO W MAŁŻEŃSTWIE?

Kto jest w Polsce bardziej otwarty na sprawy seksu: kobiety czy mężczyźni?

Kobiety emancypują się w różnych dziedzinach życia, a więc siłą rzeczy także w sferze seksualnej. Szukają, chcą się rozwijać, rozmawiać. Wiedzą, że mają coraz więcej praw, zdają sobie sprawę z tego, że dziś mogą się już cieszyć seksem bez małżeństwa, że mają prawo się rozwieść, zmienić partnera, mieć życie seksualne, będąc rozwódką bądź wdową, masturbować się, fantazjować. Powoli znikają też z języka stygmatyzujące określenia, takie jak: stara panna, panna z dzieckiem, łatwa, puszczalska.

A więc: „Polka – kobieta wyzwolona”?

Nie wiem, czy już zaryzykowałabym takie stwierdzenie. Raczej „wyzwalająca się”, bo nasza kultura nadal jest wobec kobiet opresyjna. Sporo rzeczy już deklarujemy, mniej z nich wprowadzamy w życie. Ale próbujemy. Znam całą masę kobiet, które dopiero po trzydziestce odkrywają, czym jest orgazm. I gdy któraś z nich w trzeciej dekadzie życia dowiaduje się, że u większości kobiet to łechtaczka właśnie jest niezbędna do przeżycia orgazmu, pojawia się wielkie zdziwienie. Jak to? To dlatego to nie działało przez tyle lat?! Brak orgazmu to nie była moja wina! Tu są spore różnice generacyjne. W pokoleniu moim, czyli trzydziesto-, czterdziestolatek, nadal żyjemy w podziemiu własnej seksualności, z zachwytem patrząc na młodsze, odważniejsze, które nie mają problemu ze wskazaniem własnej łechtaczki i uczeniem się jej stymulacji.

Ale według dużej części społeczeństwa przyjemność seksualna jest grzeszna.

Mit grzechu jest bardzo zakorzeniony środowiskowo. I znowu – zależy od wychowania. Gdy wychowujesz się w rodzinie, gdzie seks jest traktowany jako coś bardzo wstydliwego, trudno mówić o jakimkolwiek poczuciu wolności, swobody, spontaniczności. Są dzieci, które wychodząz domów, gdzie nigdy nie widziały rodzica nago. Gdzie nie rozmawia się o dojrzewaniu, ciele. Nie rozumieją potrzeb ani języka własnego ciała, i to ciało staje się nośnikiem zła i wstydu. Sprawia tylko problemy, chce czegoś, nie daje spokoju. Stąd tylko krok do zaburzeń, autodestrukcji, a także traktowania ciała jako czegoś obcego, używania go w sposób instrumentalny. I potem słychać zdziwienie rodziców: jak to? Przecież my go tak porządnie wychowaliśmy!

3. KOŚCIÓŁ A NASZE MYŚLENIE O SEKSIE I RODZINIE

Kościół i konserwatyści podkreślają często, że rodzina jest w kryzysie i potrzebuje obrony…

To prawda, rodziny często dziś się rozpadają, małżeństwa rozstają. Ale tym bardziej ludzie potrzebują wsparcia, a nie opresji czy demagogii. Pomocy, a nie ideologii. Empatycznego podejścia, a nie autorytarnych haseł i z góry narzuconych ram, jak żyć, żeby nie popełnić grzechu.

Co zatem zrobić, by odczarować tę sferę życia?

Przede wszystkim dopuścić do głosu specjalistów, a nie ideologów. Wprowadzić porządną edukację seksualną, dzięki której nauczymy się otwarcie rozmawiać o ludzkiej płciowości, także o swoich potrzebach. Przestać postrzegać tę edukację jako drogę do rozbudzenia seksualnego albo relatywizmu moralnego. To dotyczy zwłaszcza kobiet, które – jeśli zmieniają partnerów – ciągle uważane są za puszczalskie. Cenzurowana jest wiedza o różnych orientacjach seksualnych. To krok wstecz.

4. WYCHOWANIE DZIECI

Edukacja seksualna to jeden z bardziej kontrowersyjnych tematów. Powstają nawet szkoły „wolne od gender”, gdzie programowo nie wprowadza się edukatorów seksualnych.

Widziałam nawet młodych ludzi, którzy manifestowali z transparentem „Seksdeprawatorze, odejdź w pokorze!”. Tyle że w ten sposób się uwsteczniamy, grzebiąc całe lata dorobku nauki o ludzkiej seksualności!

Pytanie, kto powinien tę edukację prowadzić.

Odpowiedź jest prosta: fachowcy. Tak jak seksuolodzy nie powinni wpływać na decyzje polityków, tak politycy powinni zostawić edukację seksualną specjalistom.

A nie, jak chcą konserwatyści, rodzicom?

Praca edukatorów seksualnych jest często niezastąpiona. Świetną robotę w tych sprawach robią projekty typu Ponton albo Strefa Młodzieży SWPS, której program napisaliśmy parę lat temu z Michałem Pozdałem. Dzięki takim inicjatywom jest możliwość docierania do młodych ludzi w całej Polsce, którzy tego bardzo potrzebują. O czym świadczy obecność 300 młodych osób na sali wykładowej, które z wrażenia nie wydają prawie żadnych dźwięków i słuchają uważnie przez trzy godziny, co edukator ma im do powiedzenia? A potem morze pytań, długa kolejka do indywidualnej konsultacji i cała masa listów. Młodzi potrzebują, aby ich rozproszoną, chaotyczną wiedzę zamknąć w jakąś całość.

Mówimy o wychowaniu seksualnym poza rodziną. Może zostawić to rodzicom? Co jest złego w wychowywaniu dzieci w wartościach ważnych dla rodziców?

Niby nic. Ale to tak zwane porządne wychowanie powinno zawierać także podstawową wiedzę o świecie, biologii, a więc i własnym ciele. A ten temat najczęściej się omija, bagatelizuje albo gorzej – piętnuje. Ciało jest naszym pięknym tymczasowym bytem. Niekochane żyje oddzielnie, buntuje się lub umiera.

Niedawno założyła pani portal Oh!me, gdzie bynajmniej nie unika się tematów o seksie i seksualności. Czy w czasie, gdy zabrania się edukatorom seksualnym wizyt w szkołach, to właśnie z takich portali Polacy będą czerpać wiedzę o seksie?

Zainteresowanie seksualnością było i jest ogromne. My, jako jedyni w blogosferze, publikujemy regularnie blogi erotyczne, które opisują w sposób subtelny, intymny seksualność kobiet i mężczyzn. Obserwujemy wielką aktywność czytelniczą tych treści, ale jednocześnie rzadko kto ma odwagę taki tekst polubić, czyli zalajkować, albo opublikować na swojej ściance Facebooka. Z jednej strony ludzie chcą czytać i czytają, a z drugiej strony myślą – co to zainteresowanie o mnie mówi? Co inni o mnie powiedzą? Jestem jakimś erotomanem, a może to oznacza, że nie mam własnego życia seksualnego? Tu także widać pokłosie wciąż pokutującego w naszym społeczeństwie pytania – co ludzie powiedzą?

To dziwne. Przecież wszystkie kolorowe magazyny piszą o seksie…

Ale wiele z tych artykułów to treści poradnicze z epoki kamienia łupanego, jakby nikt nie zauważył potężnego rozwoju świadomości, edukacji, głównie zresztą właśnie kobiet. Czas z tym skończyć. To wszystko nie oznacza, że mamy uciekać od sfery wartości. Temat seksu powinien się spotykać i uzupełniać z miłością, odpowiedzialnością, ale też namiętnością. Trzeba mówić: „Tak, fajnie jest mieć rodzinę, dzieci, ale sam seks też jest fajny, pod warunkiem że nikogo nie krzywdzi, spełnia potrzeby i nie łamie granic”. ■

©℗ Wszelkie prAWA ZASTrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 3/2016
Więcej możesz przeczytać w 3/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0