44-letni Nowozelandczyk przyjechał do Jekaterynburga 3 stycznia na zaproszenie agencji matrymonialnej. Po kilku dniach cudzoziemiec zaczął gorączkować, lecz nie zwrócił się do lekarza. W poniedziałek zmarł.
Rosyjska Państwowa Służba Sanitarno-Epidemiologiczna, która wykluczyła we wtorek, że przyczyną śmierci Nowozelandczyka mógł być SARS, przekonywała, że podczas ubiegłorocznej epidemii tej choroby nie odnotowano w Nowej Zelandii ani jednego przypadku. Podkreślono też, że położony na Uralu Jekaterynburg nie należy do tzw. strefy ryzyka, do której są zaliczane tereny graniczące z Chinami, gdzie powstało ognisko SARS. Rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia powiedział jednak, że eksperci w dalszym ciągu sprawdzają, czy zmarły - poza obustronnym zapaleniem płuc - nie cierpiał na inne schorzenia, które mogły stać się przyczyną śmierci.
Tymczasem w Australii podejrzewa się o zachorowanie na tę chorobę dwie stewardesy, które we wtorek przyleciały z Chin. Trafiły one do szpitala w Sydney z takim podejrzeniem - poinformowały australijskie władze sanitarne.
Ostatnio w Chinach potwierdzono dwa przypadki nietypowego zapalenia płuc (SARS), po półrocznej przerwie od czasu epidemii z 2003 r.
SARS pojawił się w Chinach w końcu 2002 roku - następnie, w zeszłym roku, na chorobę tę zapadło w 30 krajach na świecie ponad osiem tysięcy osób; ok. 800 zmarło, w tym 350 w Chinach. Chińskie władze poważnie obawiają się powrotu epidemii.
em, pap