Koniec papierowych książek i gazet zapowiadano już wiele razy. Internet miał być zabójczy dla gazet, a w futurystycznych wizjach, uczniowie mieli korzystać w szkole jedynie z laptopów a nie z podręczników. Tymczasem papierowe media szybko opanowały nowy rynek. Internet i komputer pomagają w dotarciu do nowych odbiorców, a nie ograniczają ich liczbę.
Książka zaprezentowana na konferencji w San Francisco, stanowi na pewno ciekawostkę, ale nie rewolucję. Już dzisiaj wydawcy podręczników dołączają do swoich produktów płyty DVD (kiedyś kasety wideo). Na stronach internetowych można też znaleźć wszelkie uaktualnienia. Nowość wynalazku wydawnictwa Fiz Chemie Berlin polega na tym, że wyszukiwanie dzieje się automatycznie. Czy jest to jednak aż takie potrzebne? Poza tym, żeby korzystać z dobrodziejstw multimedialnej książki, trzeba zaopatrzyć się w dodatkowy sprzęt - laserowy czytnik. Nie znaczy to jednak, że multimedialna książka jest tylko sztuką dla sztuki. To trochę jak z pokazywaniem studyjnych modeli samochodów. Wiadomo, że nie będą w produkcji, ale miło na nie popatrzyć.
W pełni multimedialne książki i gazety pojawią się na rynku dopiero wtedy, gdy pojawią się na nim także cienkie i tanie jak papier wyświetlacze. Powinny być elastyczne i mieć duży kontrast (żeby dało się je czytać w promieniach słonecznych). Wyświetlacz powinien być także wyposażony w stosunkowo pojemną pamięć. Wtedy jadąc do pracy autobusem czy metrem w odpowiednim punkcie będzie można "załadować" ulubione gazety, albo "zabrać" z domu nieprzeczytane jeszcze rozdziały książki. Nawet wtedy nie obawiałbym się jednak zagrożenia dla pozycji papierowej książki czy gazety.
W pełni multimedialne książki i gazety pojawią się na rynku dopiero wtedy, gdy pojawią się na nim także cienkie i tanie jak papier wyświetlacze. Powinny być elastyczne i mieć duży kontrast (żeby dało się je czytać w promieniach słonecznych). Wyświetlacz powinien być także wyposażony w stosunkowo pojemną pamięć. Wtedy jadąc do pracy autobusem czy metrem w odpowiednim punkcie będzie można "załadować" ulubione gazety, albo "zabrać" z domu nieprzeczytane jeszcze rozdziały książki. Nawet wtedy nie obawiałbym się jednak zagrożenia dla pozycji papierowej książki czy gazety.