Sąd ustalił, że SB zarejestrowała w 1987 r.
Handzlika - wówczas 21-letniego studenta teologii z KUL - jako tajnego
współpracownika o pseudonimie "Piotr", mimo że sam Handzlik podczas rozmowy
werbunkowej odmówił współpracy. Według sądu
oficer SB Krzysztof Oremus, który w 1987 r. zarejestrował Handzlika, w rzeczywistości fałszował akta. Robił to tak skutecznie, by nawet kontrola przełożonych nie wykazała, iż taki agent nie pracuje dla SB.
Niezłomny minister
REKLAMA
Prokurator IPN Jarosław Srok tłumaczył, że SB traktowała Handzlika "perspektywicznie" - funkcjonariusze liczyli, że w przyszłości nakłonią go do współpracy. To się jednak nie udało i Handzlik został wyrejestrowany w styczniu 1989 roku. Zarówno prokurator IPN, jak i obrońca Handzlika,
wnieśli o stwierdzenie, że Handzlik nie był
agentem SB. Tej treści oświadczenie lustracyjne złożył też sam zainteresowany i w czwartek sąd to
zaakceptował.
"Mówiłem prawdę"
- Jestem szczęśliwy po tym, co powiedział
sąd - mówił Handzlik po wyjściu z sali. Przyznał,
że proces był dla niego ciężkim doświadczeniem. - Pan prezydent Lech Kaczyński od
początku udzielał mi wsparcia i wyrażał przekonanie, że prawda musi być powiedziana
publicznie - za co mu bardzo dziękuję. Cieszę się, że sąd potwierdził, że mówiłem
prawdę - dodał prezydencki minister, który wystąpił o autolustrację po tym jak media doniosły, że jego nazwisko figuruje w katalogach IPN.
PAP, arb