Zanim został ministrem transportu, Sławomir Nowak dzień
zaczynał zwykle
od joggingu o 7 rano w warszawskich Łazienkach. Kondycję ma dobrą, więc
bez wysiłku robił kolejne okrążenia. Strój – najnowszy sprzęt sportowy,
na bogato – jak podsumowuje jeden z obserwatorów wysiłków ministra. W
uszach słuchawki mp3, a w nich? Nowak podkreśla, że na szczycie jego
playlisty jest zawsze kapela U2. Na pewno zdarzało się mu więc często
nucić nieco mniej znany kawałek: „Rise up" (wznosić się, unosić do
góry).
Od tego czasu sporo się zmieniło. Teraz częściej zaczyna dzień
od
trzaśnięcia drzwiami czarnego bmw 7 i kieruje się do okrąglaka, jak
nazywany jest budynek resortu transportu. Samochód minister dostał pod
koniec stycznia z BOR – wynika z naszych informacji. Po zakończonej
prezydencji Biuro przekazało dwa takie auta z kolumny reprezentacyjnej
do dyspozycji centrum obsługującego rząd. Z prośbą o użyczenie zgłosił
się resort transportu.
Minister w swoim fotelu czuje
się coraz pewniej.
Jedno z ostatnich posiedzeń Sejmu. Na sali plenarnej spotyka swojego
poprzednika Cezarego Grabarczyka. – Zwolniłeś już wszystkich moich
ludzi! Tylko jeden jeszcze został – atakuje go Grabarczyk i nie szczędzi
pretensji. – Tak, a który? Daj to nazwisko – odparowuje Nowak z
ironicznym uśmiechem. Świadkami rozmowy jest przynajmniej kilkunastu
posłów Platformy zasiadających w pierwszych rzędach.
Wojna z Grabarczykiem
Nowak faktycznie przystąpił energicznie do wielkiej wymiany kadr swojego
poprzednika. Po kolei precyzyjnie odsuwa ludzi Grabarczyka. Niedawno
powołał na nowego prezesa PKP Jakuba Karnowskiego, menedżera z
finansjery. Media właśnie doniosły, że przekonał go m.in. kontraktem
menedżerskim na ponad 60 tys. zł brutto miesięcznie. Karnowski ma kolej
zrewolucjonizować, co oczywiście pójdzie na konto Nowaka. Minister liczy
na szybkie efekty.
– Nowak stawia na tych, do których ma
zaufanie i co
do których wie, że będzie mógł sobie przypisać efekty ich pracy –
przyznaje jeden z wpływowych polityków PO. Taką grupą, z której wywodzi
się też Karnowski, są dawni młodzi współpracownicy Leszka Balcerowicza z
czasów, gdy był ministrem finansów w rządzie AWS-UW. Nowak ich dobrze
zna, bo pracował jako asystent Janusza Onyszkiewicza, ministra obrony w
tym samym rządzie.
Janusz Piechociński z PSL, który bacznie
obserwuje
Nowaka w resorcie, uważa, że jego ostatnie ruchy kadrowe to dopiero
początek. – Po Euro będzie kolejna fala, na pierwszy rzut pójdą Porty
Lotnicze – przewiduje. Przyznaje, że wymiana ludzi Grabarczyka może
Nowakowi wyjść tylko na dobre, bo ekipa poprzednika nie była najlepiej
oceniana.
Już dotychczasowe zmiany wystarczyły, żeby rozpętać
wojnę ze
środowiskiem Grabarczyka w PO, czyli ze spółdzielnią. Frakcja jest mocno
poobijana po kiepskim wyniku wyborczym, a Nowak swoimi działaniami i
podważaniem dokonań poprzednika dodatkowo ją osłabia. Dlatego w rewanżu
spółdzielnia próbuje przejąć młodzieżówkę Platformy – dotąd absolutną
strefę wpływów Nowaka. Minister sam wywodzi się z Młodych Demokratów,
był ich szefem i promotorem. Jednak przed sobotnimi wyborami nowych
władz poinformował, że na zjazd się nie wybiera.
Plecy zamiast zaplecza
Jednak w
przeciwieństwie do Grabarczyka i jego spółdzielni Nowak nie ma
szans na zbudowanie własnego zaplecza w partii. W klubie go nie lubią –
to zresztą jedno z delikatniejszych stwierdzeń, jakie można usłyszeć.
Arogancki, bucowaty, zarozumiały – takie sformułowania padają w PO
zdecydowanie częściej. – Cyniczny młody wilk – dodaje jeden z
naszych
rozmówców. Do tego bardzo wrażliwy na swoim punkcie. Polityk bliżej
związany z Nowakiem przyznaje: – On ma wielu wrogów i ma tego
świadomość. Bez Tuska by go nie było. A teka ministra i czarne bmw 7
jeszcze bardziej drażnią partyjnych kolegów.
Ale właśnie dzięki
tej tece
Nowak coraz bardziej usamodzielnia się politycznie. Nawet jego wrogowie
przyznają, że jest skuteczniejszy, niż się spodziewali. To w dużej
mierze zasługa świetnego public relations, z którego Nowak słynie.
Dotąd
był wyłącznie współpracownikiem premiera, według Janusza Palikota wręcz
„wydmuszką". Jego pozycja zależała tylko od Donalda Tuska, który
jednym
skinieniem palca mógł go strącić w polityczny niebyt. Zrobił to zresztą
po aferze hazardowej, kiedy z funkcji szefa gabinetu politycznego i
ministra w kancelarii premiera zesłał Nowaka do Sejmu. To był brutalny
cios, bo Nowakowi wydawało się, że gra szczególną rolę przy szefie
rządu. Wyciągnął wnioski. „Stal hartuje się w ogniu. Trzeba być twardym,
a nie miętkim” – mówił wiele miesięcy później w wywiadzie dla
„Polski
The Times”. Ale wtedy był już ministrem w Pałacu Prezydenckim. To
doświadczenie było kolejnym krokiem ku samodzielności politycznej.
Jakie są dzisiejsze notowania Nowaka u Tuska? Coraz lepsze. Nowak robi
bowiem wszystko, żeby się wykazać jako minister, czym zyskuje punkty u
szefa. – On bardzo szybko uczy się nowego poletka. Ma plan i go
realizuje. Wreszcie może się wykazać – opowiada jeden z polityków PO,
który dobrze życzy Nowakowi. Jego zdaniem sukces w resorcie może
ministrowi otworzyć drogę do ścisłej politycznej czołówki. – To dla
Sławka najpoważniejszy test w życiu. Widać w nim determinację. Jeśli
osiągnie sukces, to na pewno przesądzi to w dużym stopniu o jego
przyszłości politycznej – przyznaje Tadeusz Aziewicz z PO.
Z
drugiej
strony sam Tusk jest coraz słabszy i potrzebuje politycznego wsparcia. A
na to ze strony Nowaka może zawsze liczyć, co było widać choćby
podczas ostatniej sejmowej awantury wokół Smoleńska. Nikt tak nie bronił
z sejmowej trybuny wystąpienia Tuska jak Nowak. Potem zaś ruszył w rajd
po mediach, gdzie dzień po dniu zabierał głos w sprawie wystąpienia
prezesa PiS, mocno je krytykując. – Politycy jak Jarosław Kaczyński,
Antoni Macierewicz wygadują bzdury i sączą ten jad Polakom do głów –
oświadczył kilka dni temu w Radiu RMF FM. I to był znak, że po
tygodniach spędzonych raczej w okopach swojego okrąglaka (niektórzy
mówili wręcz o syndromie oblężonej twierdzy) wraca na pierwszą linię
frontu.
Pomorski baron
O tym, że
Nowak cieszy się wciąż szczególnymi względami u Tuska,
świadczy jeszcze jedna sprawa. W poprzedniej kadencji władze Platformy
podjęły decyzję, że żaden minister nie może być jednocześnie szefem
regionu w partii. To był poważny cios w partyjnych baronów, mocno
osłabiał wówczas Schetynę, Grabarczyka i Ewę Kopacz – wszyscy musieli
oddać fotele szefów regionów, żeby zachować teki ministrów. W
tej kadencji w takiej sytuacji jest tylko Nowak. Czy decyzja władz
przestała obowiązywać? Zapytaliśmy o to kilkoro polityków z kierownictwa
partii. Wszyscy kręcili głowami z wymownym wyrazem twarzy. – U nas w
regionie nie ma potrzeby zmian. Taka dyskusja w ogóle się nie toczy –
podkreśla pomorski poseł PO Sławomir Neumann.
Bo pomorska
Platforma to
matecznik Nowaka, tam minister dzieli i rządzi. Rozdaje zresztą karty
nie tylko w lokalnych strukturach partyjnych. Zdaniem wielu naszych
rozmówców sprytnie i bardzo ostrożnie buduje też wpływy w spółkach. –
Widać, że gdański baron chce mieć wpływ na skarb – uważa Janusz
Piechociński z PSL.
Politycy Platformy z Pomorza opowiadają na
przykład
o konflikcie między lokalnymi działaczami kojarzonymi z Nowakiem a
prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem wokół Portu Gdańskiego.
Adamowicz, choć zasiada we władzach portu, jako prezydent podniósł mu
wysokość opłaty za wieczyste użytkowanie i wywołał tym wielką awanturę.
Ale najwięcej emocji wśród polityków w regionie budzą trwające właśnie
konkursy na fotele prezesów najważniejszych pomorskich spółek, czyli
Lotosu i Energii. – Nowak jest niezwykle ostrożny. Ale próbował zagrać
przeciw obecnemu prezesowi Lotosu Pawłowi Olechnowiczowi – mówi jeden z
najważniejszych polityków w regionie. Miał się tym narazić pomorskiej
wierchuszce – od Bogdana Borusewicza po tzw. starych liberałów z
Januszem Lewandowskim na czele. Podobna sytuacja ma miejsce w Enerdze, w
której prezesem jest Mirosław Bieliński. – A Nowak kibicuje Wojciechowi
Topolnickiemu, byłemu wiceprezesowi PGE – twierdzą politycy Platformy z
otoczenia starych liberałów.
Sam Nowak pytany o spółki zawsze
kategorycznie odcina się od jakichkolwiek wpływów. Na Pomorzu coraz
wyraźniej tli się jednak podział: młode wilki Nowaka kontra starzy
liberałowie z KLD. Nowak miał przy okazji nadepnąć na odcisk nawet
Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu. Tym bardziej że traktuje go jako pomału
schodzącą gwiazdę – mówi jeden z pomorskich działaczy PO, dobrze
rozeznany w ich relacjach. Ale oficjalnie Nowak bardzo dba o kontakty z
Bieleckim. Radził się byłego premiera w sprawie przejścia do Pałacu
Prezydenckiego. Teraz, jako minister transportu, konsultuje z nim też
wszystkie strategiczne posunięcia. Ostatnio podczas obiadu, który
politycy zjedli wspólnie dwa tygodnie temu.
Sojusz z Budzanowskim
Nowak ma za to coraz lepsze relacje z ministrem skarbu Mikołajem
Budzanowskim. Na posiedzeniu rządu siedzą obok siebie. Dużo rozmawiają.
Znajomość ta zaczęła się zresztą jeszcze długo przed tym, zanim pojawiły
się propozycje tek. Wcześniej znał też Annę Budzanowską, żonę ministra
skarbu. Pracował z nią w Pałacu Prezydenckim (kiedy on był ministrem w
kancelarii, a ona dyrektorem, ściągniętym tam z resortu sportu po
dymisji Mirosława Drzewieckiego).
Minister transportu miał zresztą
pomysł, żeby zatrudnić Budzanowską w swoim resorcie. Ale Budzanowska
nadal pracuje w Kancelarii Prezydenta, bo Nowak miał w ostatniej chwili
zmienić zdanie. Dlaczego? Politycy raczej mało przychylni Nowakowi
twierdzą, że przestraszył się możliwych komentarzy w mediach i
ewentualnego niezadowolenia Tuska. Ci bliżej związani z Nowakiem kreślą
jednak inną wersję. – To był tylko wstępny pomysł – twierdzi jeden
z
naszych rozmówców. Nie wiadomo, czy ta sytuacja wpłynie na relacje obu
ministrów. Samemu Budzanowskiemu przydałby się polityczny sojusznik z
dobrym dojściem do premiera. Dlatego wielu w PO jako gest ministra
skarbu wobec Nowaka odczytało też ostatnią nominację w resorcie.
Zastępcą Budzanowskiego został Tomasz Lenkiewicz – rówieśnik i znajomy
Nowaka z Gdańska.
Pole minowe
Jeśli Nowak myśli o przyszłości w ścisłej politycznej czołówce, to
umiejętność budowania sojuszy będzie mu coraz bardziej potrzebna. Bez
nich nie poradzi sobie ani w walce o własną pozycję, ani z minami we
własnym resorcie. Te dotyczą zwłaszcza budowy dróg, które Nowak,
stawiając na kolej, traktuje po macoszemu. Problemy jednak się piętrzą,
kolejni wykonawcy protestują, inwestycje okazują się klapą, a drogi na
Euro mogą nawet nie być przejezdne (sygnały o poważnych kłopotach
docierają z budów kolejnych odcinków). – Nowak stara się mówić otwarcie,
jak jest. Nie ściemnia, że drogi będą, jeśli nie będzie – ujmuje
strategię ministra polityk PO. Choć Nowak od dawna przygotowuje grunt,
żeby wyłączną odpowiedzialnością za to obarczyć poprzednika, to dobrze
wie, że problemy z autostradami są tykającą bombą. Szybko powinno się
więc okazać: saper czy snajper?
PS Mimo kilku próśb nie udało nam
się
porozmawiać ze Sławomirem Nowakiem na potrzeby tego artykułu.