Bezmiar skandalicznego partactwa

Bezmiar skandalicznego partactwa

Jarosław Kaczyński w głębi duszy nie znosi narodowców. Nie rozumiem, dlaczego sprawę relacji polsko-żydowskich oddał gówniarzom – mówi Piotr Wierzbicki, publicysta, pisarz, w latach 1993-2005 redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.

Kiedy wchodzimy do mieszkania Piotra Wierzbickiego na rozmowę, telewizor jest już włączony. Właśnie się zaczyna konferencja prasowa Andrzeja Dudy, na której ma ogłosić swoją decyzję w sprawie ustawy o IPN. Jeden z najtrudniejszych momentów prezydentury. Piotr Wierzbicki przez lata był najważniejszym intelektualnym mentorem prawicy. Od lat 70. współpracował z podziemnymi wydawnictwami, autor głośnego „Traktatu o gnidach” opisującego konformistyczne postawy polskiej inteligencji wobec PRL. Internowany w stanie wojennym, w latach 90. twórca i pierwszy redaktor naczelny „Gazety Polskiej”. Wspierał rząd Jana Olszewskiego oraz lustrację w wykonaniu Antoniego Macierewicza. W 1992 r. opublikował słynną listę Macierewicza. W 2005 r. stracił funkcję redaktora naczelnego „GP” na rzecz Tomasza Sakiewicza. Od tej pory jest na uboczu, ale nadal bacznie obserwuje scenę polityczną. Jak dawniej, ostry, ale też niebanalny i niezależny w sądach. Gdy wyraźnie zestresowany prezydent drżącym głosem ogłasza, że podpisuje nowelizację ustawy o IPN, i wysyła ją w trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego, Piotr Wierzbicki kręci głową.

PIOTR WIERZBICKI: Nie miał wyjścia. Inaczej zostałby zadziobany przez własny obóz. Nie wytrzymałby tego, za duży był nacisk. Wyobraźcie sobie, co w przypadku weta wyrabiałaby „Gazeta Polska” i Sakiewicz, jakie padłyby oskarżenia… Zostałby pewnie „agentem Mosadu”.

Okładka tygodnika WPROST: 7/2018
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 7/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także