Kampania Wałęsów

Kampania Wałęsów

Jarosław Wałęsa, Lech Wałęsa
Jarosław Wałęsa, Lech Wałęsa / Źródło: Newspix.pl / Michal Fludra
Lech Wałęsa, były prezydent i legenda Solidarności, wraca na scenę polityczną. Chce nie tylko zjednoczyć opozycję, ale też wesprzeć syna w wyścigu o prezydenturę Gdańska.

Gdy Platforma Obywatelska ogłosiła pod koniec czerwca, że jej kandydatem na prezydenta Gdańska jest Jarosław Wałęsa, który stanie w szranki z Pawłem Adamowiczem, obecnym włodarzem miasta, nikt nie miał wątpliwości, iż będzie to oznaczało zaangażowanie w kampanię jego ojca Lecha. Ale słowa byłego prezydenta o reaktywowaniu słynnego Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, który został założony w grudniu 1988 r. na obrady okrągłego stołu, a później przemówienie na wiecu pod Sądem Najwyższym – były nieco zaskakujące. Czyżby pierwszy przywódca Solidarności postanowił znowu obalać władzę?

Legenda 30 lat później

Lech Wałęsa na przestrzeni ostatnich 23 lat, czyli od przegranych wyborów prezydenckich w 1995 r., kilkakrotnie ogłaszał swój wielki powrót do polityki i nigdy mu się to nie powiodło. W tym wypadku jednak reaktywacja Komitetu Obywatelskiego nie była jego pomysłem. Namówiła go do tego część PO, rozmawiał z nim na temat reaktywacji komitetu Donald Tusk. Jerzy Borowczak, poseł PO: – Była taka potrzeba opozycji sierpniowej, by Lech Wałęsa zaangażował się aktywnie w politykę. Wielu moich kolegów, którzy w latach 70. walczyli o demokrację, jest zaniepokojonych obecnym stanem państwa. Na mównicę w Sejmie PiS nam zabrania wchodzić. Nie mieliśmy innej możliwości, żeby coś zrobić, jak powołać Komitet Obywatelski z Lechem Wałęsą na czele. Sam zainteresowany podczas inauguracji nowego Komitetu Obywatelskiego – na widowni byli m.in. Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer, Andrzej Rzepliński – powiedział, że w 100 proc. oddaje się sprawie. Ale zarazem prosi, żeby to inni uczestnicy tym razem więcej popracowali. – Musicie pamiętać, że mam już 75 lat, życie sfatygowane, rozebrano moje zaplecze, stocznię, Solidarność, a nawet na żonę nie mogę liczyć, bo usamodzielniła się dość daleko i robi swoje – mówił były prezydent. Po tych słowach pomysłodawcy powinni odetchnąć z ulgą, że były prezydent oddaje im swoje nazwisko i legendę, a działalność pozostawia innym. – Lech Wałęsa jest nieprzewidywalny i niesterowalny, nigdy nie wiadomo, co wyniknie z jego zaangażowania, czasami więcej szkody niż pożytku – mówi gdański polityk.

Pod rękę z Libertasem

Nieprzewidywalność Wałęsy dobrze poznała Platforma Obywatelska, która po dojściu do władzy PiS wzięła sobie byłego prezydenta na sztandary i używała jako oręża przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie było to trudne, bo wszyscy wiedzieli o starych animozjach między Wałęsą a braćmi Kaczyńskimi. Wszystko było dobrze, dopóki PO broniła Wałęsy przed zarzutami o współpracę z SB w czasach PRL i mogła kierować niechęć byłego prezydenta w stronę rządzącego Prawa i Sprawiedliwości.

Ale w 2009 r. Platforma miała się z pyszna, gdy okazało się, że Wałęsa przed wyborami do europarlamentu pojawił się na konwencji eurosceptycznej partii Libertas w Rzymie jako gość honorowy. Miał tam swoje wystąpienie, podczas którego oznajmił, że ta formacja ma kilka dobrych pomysłów, i życzył jej sukcesów. W Polsce wybuchła z tego powodu niezła awantura. Politycy Platformy nie wiedzieli, jak odpowiadać na pytania o to zdarzenie. Później wyszło na jaw, że Wałęsa ma w planach jeszcze inne spotkania z Libertasem, bo po prostu założyciel tej partii, irlandzki milioner Declan Ganley, wypłaca byłemu prezydentowi sowite honoraria. Szerokim echem odbiła się też wypowiedź Lecha Wałęsy z 2013 r. na temat mniejszości seksualnych. Otóż nasz noblista (Wałęsa jest laureatem pokojowej Nagrody Nobla) oznajmił w jednym z wywiadów, że osoby homoseksualne muszą pamiętać, że są mniejszościami i „muszą się do mniejszych rzeczy przystosować”.

– Ja sobie nie życzę, żeby ta mniejszość, z którą się nie zgadzam, wychodziła na ulice i moje dzieci, i moje wnuki bałamuciła jakimiś tam mniejszościami – perorował były prezydent. Dodał, że najbardziej sprawiedliwie byłoby, gdyby mniejszości manifestowały na peryferiach, a nie w centrum miasta. A w polskim Sejmie homoseksualiści powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej, a nie gdzieś na przodzie. – A nawet jeszcze za murem – powiedział Wałęsa. Jarosław Wałęsa, europoseł PO, który rok później zamierzał walczyć ponownie o mandat, musiał się mocno nagimnastykować, żeby wybrnąć z sytuacji, w jakiej postawił go ojciec. Stwierdził, że słowa Lecha Wałęsy o gejach są złe i szkodliwe, ale tłumaczył je wiekiem ojca. – Jest człowiekiem, który przeszedł długą i niezwykłą drogę. Ale też jest częścią Polski, częścią starszego pokolenia i, niestety, wygłosił pogląd charakterystyczny dla swojego pokolenia – mówił w TVN. Jeden z polityków PO przytacza jeszcze inne zdarzenie z udziałem Wałęsy – gdy byli prezydenci i premierzy postanowili napisać list w obronie Sądu Najwyższego, Wałęsa mówił, że go podpisze, ale w trakcie rozmów zaczął się sprzeczać z innymi sygnatariuszami, że on chce napisać własny list i nic nie będzie podpisywał. – Cały Wałęsa – mówi. – Wszyscy wiemy, że stwarza problemy.

Nazwisko i nic więcej

Jerzy Borowczak zapewnia, że Komitet Obywatelski nie powstał na potrzeby Gdańska ani wyborów syna Lecha, tylko na potrzeby całej Polski. – Mamy pomysł, żeby zrobić zjazd opozycji, tak jak w latach 80., z Lechem Wałęsą – przekonuje. – Były prośby od działaczy opozycji do Lecha, by spróbował tak jak w 1989 r. walczyć o demokrację. Jednak czas odpalenia tej inicjatywy, tuż przed kampanią samorządową, jest wyraźnym sygnałem, że ojciec będzie starał się pomóc synowi. – Nazwisko Wałęsa to dla Jarosława megaatut. Bo więcej ich Jarek nie ma. Może jeszcze jeden – zna biegle angielski w przeciwieństwie do Pawła Adamowicza – mówi gdański polityk PO. To surowa ocena, ale niestety dla Wałęsy juniora – podzielana również przez osoby z innych formacji. – Jarosław Wałęsa nie jest fighterem, brakuje mu merytorycznej wiedzy, trochę się ukrywa, źle wypada w debatach bezpośrednich i w starciu z dziennikarzami – ocenia Jolanta Banach z ruchu miejskiego „Lepszy Gdańsk”. Rzeczywiście w Radiu Gdańsk została niedawno wyemitowana rozmowa z europosłem, w której Jarosław wypadł blado, a nawet dosyć nieporadnie. – A przecież prędzej czy później będzie musiał stanąć do debaty, chociażby w drugiej turze – mówi Banach. Pytanie, czy zaangażowanie ojca rzeczywiście pomoże Jarosławowi. – Jeżeli Wałęsa wystąpi jako ojciec narodu i powściągnie niechęć do swoich przeciwników, to wtedy jego zaangażowanie byłoby bezcenne – mówi polityk lewicy. Za to nasz rozmówca z PO woli uprawiać czarnowidztwo. – Ojciec może być zagrożeniem dla syna – mówi. – Im bardziej będzie uderzał w PiS, tym większe problemy będzie miał Jarek, bo w drugiej turze trzeba będzie powalczyć o elektorat prawicowy. Wtedy przez Lecha Jarosław może przegrać. Jarosław Wałęsa na początku wydawał się lekko przerażony możliwą pomocą ojca. W jednym z wywiadów mówił, że jego sławny ojciec powinien przekazać pałeczkę młodemu pokoleniu. Jednak w rozmowie z „Wprost” przekonywał: – Skoro chce być aktywny w polityce, w mojej kampanii, to mogę się tylko cieszyć. Ale nie zamierzam go do niczego nakłaniać. Wszyscy wiedzą, że mój ojciec jest niesterowalny i mówi to, co chce. Poza tym niedługo kończy 75 lat, ma słabe serce. Uważam, że powinien więcej wypoczywać. Z perspektywy syna najważniejsze jest, żeby mój ojciec był zdrowy.

Urabianie Adamowicza

Nie byłoby tego ryzykownego planu z udziałem Wałęsy seniora, gdyby nie Paweł Adamowicz, obecny prezydent Gdańska, do niedawna działacz PO, który niespodziewanie i wbrew stanowisku kierownictwa partii postanowił walczyć po raz kolejny o reelekcję. Z naszych informacji wynika, że liderzy PO cały czas namawiają Adamowicza do rezygnacji z wyborów. Dlaczego to robią? Powody są dwa. Po pierwsze i najważniejsze młody Wałęsa może przegrać z urzędującym prezydentem i wtedy okaże się, że Grzegorz Schetyna, szef PO, postawił na złego konia.

– Przy średniej frekwencji wystarczy, że do wyborów pójdą pracownicy samorządowi, spółek zależnych, jednostek oświatowych i ich rodziny, by Adamowicz miał wygraną w kieszeni – mówi polityk opozycji. – W Gdańsku samorząd jest największym pracodawcą. Administracja jest już tak przerośnięta, że traci zdolności decyzyjne. Ale na wybory taki układ jest idealny. Co ciekawe, wygrana Adamowicza martwi też Donalda Tuska, który najwyraźniej nie przestał matkować albo ojcować Platformie. – Ludzie uważają Adamowicza za założyciela PO w Gdańsku, gdy wygra, odbierze elektorat PO, co Donaldowi się nie podoba – mówi polityk związany z szefem Rady Europejskiej. Druga przyczyna jest taka, że wojna z Wałęsą będzie oznaczała publiczne pranie brudów gdańskiej PO. – Już się to zresztą dzieje – opowiada nasz rozmówca z Gdańska. – Gdy Jarosław Wałęsa powiedział, że trzeba odebrać miasto deweloperom, to kandydatka ruchów miejskich na prezydenta spytała: „Gdzie pan był do tej pory, bo to przecież wasi radni dopuścili do panoszenia się deweloperów?”. Tego typu dyskusje nie są wygodne dla Platformy. Podobnie sytuację ocenia politolog Norbert Maliszewski. – Gdzie dwóch się bije, tam pojawiają się problemy. Walka między Adamowiczem a Wałęsą będzie okazją dla pozostałych kandydatów, by wyciągnąć trupy z szafy PO – przewiduje. Nie jest jednak wykluczone, że Adamowicz do tej pory po prostu nie otrzymał od Platformy odpowiednio atrakcyjnej oferty, żeby zrezygnował ze startu w Gdańsku. Na przykład pierwszego miejsca na tamtejszej liście kandydatów do europarlamentu, które obecnie zajmuje Janusz Lewandowski. – Jeżeli Platforma podwyższy stawkę, to Adamowicz może wycofać się z wyścigu i Wałęsa wygra wybory – mówi polityk lewicy. – Gdańsk to miasto, w którym nigdy nie wygra polityk PiS czy lewicy, co myśmy przerabiali na własnej skórze. Ale ludzie chcą zmian, dlatego chętnie zagłosowaliby na Wałęsę. Jeżeli jednak dojdzie do ostrej walki z Adamowiczem, to zniechęceni zwolennicy zmian zostaną w domu, a do urn pójdzie karna armia urzędników i poprze obecnego prezydenta. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 28/2018
Więcej możesz przeczytać w 28/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0