Donos Papkina

Donos Papkina

W grudniu 1977 r. Tomasz Dedek był studentem pierwszego roku Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Wracał ze studenckiej imprezy do domu pod Warszawą. Wsiadł do pociągu i zasnął. Gdy się obudził, stwierdził, że nie ma torby i dokumentów. Na drugi dzień zgłosił się do komendy MO w podwarszawskim Komorowie. Ten z pozoru banalny incydent zaważył na życiu aktora, dziś gwiazdy seriali „Rodzina zastępcza", „Kryminalni" czy „M jak miłość".
Dedek, tajny współpracownik SB o pseudonimie Papkin, został zarejestrowany pod numerem ewidencyjnym 22577. Jak wynika z dokumentów zgromadzonych w IPN, został pozyskany na zasadzie dobrowolności. Jego „opiekunem" nieprzerwanie do września 1989 r. był funkcjonariusz SB Zbigniew Grabowski.

Rozmowny z miłą powierzchownością
Już tydzień po tym jak Dedek w pociągu zgubił dokumenty, esbek przeprowadził z nim rozmowę. Dedek szczegółowo opowiedział o studiach. Mówił o roli, jaką na uczelni odgrywa organizacja partyjna i Socjalistyczny Związek Studentów Polskich, do którego należał. „Te [polityczne] sprawy wyjaśnia się podczas spotkań z rektorem Tadeuszem Łomnickim i innymi wykładowcami: Ryszardą Hanin, Wojciechem Siemionem oraz Jerzym Koenigiem – dziekanem wydziału aktorskiego. Wątpliwości rodzą się wśród słuchaczy pierwszych roczników, zwłaszcza gdy słyszy się o działalności Studenckiego Komitetu Solidarności przy Uniwersytecie Warszawskim, wspierającego działalność Komitetu Samoobrony Społecznej KOR" – opowiadał Dedek. W trakcie rozmowy podał przykłady ludzi, którzy nie zgadzali się z linią partii. Mówił, że należeli do nich Ryszard Peryt i Krzysztof Zaleski z wydziału reżyserii PWST.
Miesiąc później SB miała już szczegółową charakterystykę Dedka i zgodę przełożonych na pozyskanie go na tajnego współpracownika. Zanotowano, że kandydat na TW ma miłą powierzchowność, łatwo nawiązuje kontakty. „Nienaganna prezencja na pewno ułatwi mu nawiązanie kontaktów" – stwierdził w piśmie do przełożonych ppor. Grabowski.

Zmanipulowany z głupoty?
Tomasz Dedek z esbekiem spotykał się w warszawskich kawiarniach Nowy Świat i Zapiecek. W jednym z raportów, z listopada 1978 r., szczegółowo opisał swe kontakty z kolegą ze studiów Jerzym Gudejką, do którego zgłosił się związany z opozycją aktor Maciej Rayzacher. Gudejko kompletował zespół do „Misterium", które miało być wystawione w jednym z kościołów. „Gudejko zaproponował mi udział, ale odmówiłem. Próbowałem wysondować, jakiego rodzaju są to kontakty [chodzi o związki Gudejki z Rayzacherem], ale Gudejko był powściągliwy i nie chciał mnie wtajemniczyć" – relacjonował funkcjonariuszowi SB Dedek.
Gudejko, dziś znany aktor i właściciel Agencji Aktorskiej Gudejko, z którą od lat współpracuje Dedek, w rozmowie z „Wprost" twierdzi, że odnalezione w IPN dokumenty nie są dla niego zaskoczeniem. – Tomek o współpracy z SB powiedział mi na trzecim roku studiów. Wiedziały też o tym inne osoby. Nie spotkał go za to ostracyzm. Uznaliśmy, że dał się zmanipulować z głupoty – mówi Gudejko.W innym raporcie Dedek informował o bulwersującej, jego zdaniem, sprawie przyznania brązowych krzyży zasługi trzem absolwentom PWST. „Wśród odznaczonych znalazła się Katarzyna Hanuszkiewicz, córka dyrektora teatru, która w czerwcu wyjechała do Szwecji i odmówiła powrotu do kraju. Obecnie prawdopodobnie przebywa w Izraelu" – informował Dedek.
Z dokumentów wynika, że SB przekazała informacje o Katarzynie Hanuszkiewicz do dalszego rozpracowania.
Z okresowych ocen współpracy sporządzonych przez SB w maju 1985 r. i w czerwcu 1986 r. wynika, że w swoich raportach Papkin donosił też na Krzysztofa Kolbergera i Piotra Grabowskiego. Formalnie współpraca Tomasza Dedka z SB zakończyła się 6 września 1989 r.


Zrobiłem podłą rzecz

Rozmowa z Tomaszem Dedkiem

„Wprost": Z dokumentów IPN wynika, że był pan tajnym współpracownikiem SB.
Tomasz Dedek: Byłem. Miałem pseudonim Papkin.
– Jest pan pierwszą osobą, która w rozmowie z nami otwarcie przyznaje się do współpracy.
– Nie zamierzam walczyć z faktami. Zrobiłem podłą i nikczemną rzecz i nie będę szukał dla siebie usprawiedliwienia.
– Zgodził się pan na współpracę ze strachu?
– Pytanie, co to znaczy strach. Ludziom przykładano pistolety do głów, a oni mówili „nie". Ja bez pistoletu powiedziałem „tak". Nie da się tego nazwać inaczej niż nikczemnością i tchórzostwem.
– Jakimś sposobem jednak pana podeszli.
– Oni mnie nawet specjalnie nie zastraszali. Zaczęło się od tego, że jechałem pociągiem z imprezy i urwał mi się film. Zginęła mi torba z osobistymi dokumentami. Nie wiem, jak one trafiły w ręce SB. Sugerowali, że mogą zrobić z tymi papierami wszystko. Gdzieś je podrzucić, skręcić każdą intrygę, relegować mnie ze studiów.
– A więc jednak zastraszenie?
– Raczej perswazja połączona z delikatnym, ale konsekwentnie sączonym szantażem.
– A pieniądze? Na mikrofilmach zachowało się pokwitowanie przyjęcia od SB tysiąca złotych.
– To był przejaw jakiegoś cwaniactwa. Dziś uważam, że to najbardziej obrzydliwa rzecz, jaką zrobiłem.
– Został pan wyrejestrowany dopiero w 1989 r. Donosił pan ponad dwadzieścia lat?
– To akurat nieprawda. Z SB kontaktowałem się, z tego, co pamiętam, czterokrotnie i tylko w pierwszej połowie studiów – w latach 1977-1979. Później nikt mnie nie nękał, nawet gdy wyjeżdżałem ze szkołą do ZSRR. A rok 1989 wynika zapewne z tego, że SB wtedy hurtowo wyrejestrowywała współpracowników.
– Według dokumentów, donosił pan m.in. na Krzysztofa Zaleskiego, Jerzego Gudejkę, Macieja Rayzachera i Ryszarda Peryta. Więc to chyba nie były tylko niewinne rozmowy.
– O Jurka Gudejkę i Macieja Rayzachera rzeczywiście mnie pytali. Jurkowi o wszystkim opowiedziałem już na trzecim roku studiów. Wtedy przyjął to ze spokojem, a dziś jest moim agentem. Zawodowym, oczywiście.
– A pozostali?
– Nic nie mówiłem o Krzysiu Zaleskim, ani o Ryśku Perycie. Zresztą wtedy nie miałem nawet z nimi kontaktów. Peryta spotkałem dopiero przy dyplomie, a Zaleskiego w teatrze. Tyle że teraz trudno to udowodnić, ponieważ oficer SB Zbigniew Grabowski zmieniał mój źyciorys na własny użytek
– Co pan teraz zrobi?
– Na pewno nie będę się bać. Części kolegów z roku, a także przyjaciołom, rodzinie i pracodawcom, o wszystkim opowiedziałem. Chociaż przełamać wielki wstyd nie było łatwo.
– Rozumiemy, że w tej sytuacji dokumenty IPN nie mają dla pana większego znaczenia.
– Nie do końca. Jestem zaszokowany, że to wszystko zakreśliło tak szeroki krąg. Wiele nazwisk pojawiających się w raportach oficera SB jest dla mnie zaskoczeniem. Okazuje się, że nieświadomie zrobiłem krzywdę wielu osobom.
– Chce pan to jakoś odpokutować?
– Nie czuję potrzeby jakiejś totalnej ekspiacji. Życie ze świadomością własnej małości to moja dożywotnia pokuta.
– A konsekwencje zawodowe? Po ujawnieniu lustracyjnej przeszłości Maciej Damięcki dostaje teraz mniej propozycji.
– Jeśli się tak stanie, będzie to dla mnie dodatkowa kara. Mam tego świadomość.
– Nie spodziewał się pan, że to kiedyś nastąpi?
– Żyłem z tą świadomością przez lata. Żałuję tylko, że do otwarcia teczek nie doszło w 1989 r. Teraz mielibyśmy to już za sobą.

Rozmawiali
Dorota Kania i Rafał Pasztelański


Najważniejsze role Tomasza Dedka

2007: „Tajemnica twierdzy szyfrów" (Awram Zawieniagin)
2005-2007: „Egzamin z życia" (prawnik)
2004-2007: „Kryminalni" (Karol)
2002-2007: „Samo życie" (Henryk Rowicki)
2002: „Dzień świra" (polityk)
2002-2003: „Kasia i Tomek" (Jerzy)
2001: „Poranek kojota" (Mały)
2001: „Pieniądze to nie wszystko" (Dziobaty)
2000: „M jak miłość" (Robert Kozielski)
1999-2007: „Na dobre i na złe" (Marek, ojciec Rafała)
1999: „Pan Tadeusz" (domownik u sędziego)
1999-2007: „Rodzina zastępcza" (Jędrula, sąsiad Kwiatkowskich)
1998-2003: „Miodowe lata" (Krzysztof Borejsza)
1995: „Ekstradycja" (człowiek Sytego)
1995: „Pułkownik Kwiatkowski" (dowódca posterunku)
1993: „Lista Schindlera" (gestapowiec)
1992: „Psy" (Wawro)
1986: „Zmiennicy" (sutener Andrzej)




Okładka tygodnika WPROST: 45/2007
Więcej możesz przeczytać w 45/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także