Sprawa zaginięcia 33-letniej Jowity Zielińskiej od miesięcy pozostaje jedną z najbardziej zagadkowych polskich spraw. Przypomnijmy, że kobieta zniknęła 6 lipca 2024 roku, a do dziś nie odnaleziono ani jej, ani jednoznacznych dowodów pozwalających ustalić, co wydarzyło się w ostatnich minutach jej drogi do domu. Najważniejszym, a zarazem najbardziej niepokojącym śladem pozostaje rower, odnaleziony miesiąc po zaginięciu.
Początkowo wydawało się, że znalezienie roweru przybliży śledczych do rozwiązania tajemnicy. Obecnie coraz więcej wskazuje na to, że rower mógł zostać celowo pozostawiony w lesie, aby skierować dochodzenie na fałszywe tory.
Zniknięcie bez śladu. Co tak naprawdę wydarzyło się z Jowitą?
Od niemal dwóch lat kolejne hipotezy dotyczące zaginięcia Jowity Zielińskiej są systematycznie analizowane i wykluczane. Coraz częściej pojawia się przekonanie, że kobieta nie żyje. Śledczy zastanawiają się, czy był to tragiczny splot okoliczności, czy też czyjeś zaplanowane działanie.
Wieś Lisiny w gminie Rogowo, w województwie kujawsko-pomorskim, liczy zaledwie 57 mieszkańców. Tak niewielka społeczność rodzi pytania o to, czy wszyscy świadkowie mówią to, co wiedzą.
– Pomimo upływu czasu prowadzone analizy dają nadzieję na finał sprawy – mówią w rozmowie z dziennikarzami „Faktu” osoby zaangażowane w śledztwo.
Jowita Zielińska zaginęła w drodze z pracy do domu. Trasę między Rypinem, Rogowem i Lisinami znała doskonale. Pokonywała ją rowerem regularnie, a przejazd zajmował jej około 15 minut. W skali roku przejeżdżała nawet 850 kilometrów. Po drodze niemal codziennie zatrzymywała się na cmentarzu, gdzie spoczywał jej mąż.
Trudne życie Jowity Zielińskiej
Od 2017 roku życie Jowity skupiało się wokół pracy, domu i grobu ukochanego męża. Mężczyzna zmarł niespełna rok po ślubie, mając zaledwie 23 lata. Przyczyną był nowotwór, który zdiagnozowano zbyt późno – wcześniej leczono go na inne schorzenie.
Po jego śmierci Jowita nie zdecydowała się na powrót w rodzinne strony, do województwa lubelskiego. Jej dzieciństwo było trudne – ojciec zmagał się z alkoholizmem, a w domu brakowało stabilności i wsparcia. Brat kobiety przebywa obecnie w ośrodku pomocy społecznej. Nowe życie zbudowała dzięki mężowi, którego poznała przez internet.
Zgodnie z jego wolą, po śmierci mężczyzny Jowita zamieszkała z teściami, którzy prowadzą handel obwoźny. Po zaginięciu synowej stali się jednak bardzo ostrożni w kontaktach z mediami.
– Od początku zaginięcia ta sprawa jest tajemnicza – mówi „Faktowi” Małgorzata Zielińska, teściowa Jowity. Nie chciała powiedzieć nic więcej.
W przeszłości kobieta sugerowała możliwość uprowadzenia.
– Podejrzewam, że to jakieś uprowadzenie. Jowita na pewno sama, by nie opuściła tego miejsca. Było jej tutaj dobrze. Gdyby chciała uciec, to zrobiłaby to rano. Mogła wyjechać, zabrać swoje rzeczy, pieniądze. Po co miałaby siedzieć pół dnia w pracy, potem jechać prawie pod dom i nagle „aha, przypomniałam sobie, że może jednak ucieknę”. Bez sensu to jest. Rozmawiałyśmy jeszcze jeszcze o 7 rano i o 10. Wszystko było normalnie – mówiła przed dwoma laty w programie TVP „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.
Dziś teściowa Jowity unika spekulacji, wskazując na liczne nieprawdziwe informacje, które pojawiały się wokół sprawy.
Rower znaleziony po miesiącu. Przypadek czy celowe działanie?
Ustalono, że 6 lipca 2024 roku około godziny 5 rano Jowita wyjechała z Lisin do pracy w Rypinie, gdzie była ekspedientką w sklepie mięsnym. Około godziny 12.30 została podwieziona busem do Rogowa. Stamtąd kontynuowała drogę rowerem.
Między godziną 13 a 14 była widziana w Rojewie przez znajomego. Do domu brakowało jej wówczas około kilometra. To właśnie na tym krótkim odcinku mogło dojść do tragedii. Około godziny 15 teściowie próbowali się z nią skontaktować — bezskutecznie. Telefon był już nieaktywny. Rozpoczęto poszukiwania, które nie przyniosły rezultatu.
Miesiąc później grzybiarz natknął się na rower Jowity. Znajdował się on około czterech kilometrów od jej domu, w lesie, 50 metrów od asfaltowej ścieżki, oparty o drzewo. Dziś śledczy niemal nie mają wątpliwości, że jednoślad został tam pozostawiony celowo.
Prowadzono liczne akcje poszukiwawcze, również z udziałem biegłych i specjalistycznego sprzętu. Ostatnie działania objęły Jezioro Likieckie, jednak nie odnaleziono tam ciała.
Policja milczy, biegli analizują dane
Śledztwo koordynują funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy, wspierani przez służby kryminalne. W działania zaangażowany jest także zespół biegłego nurka Macieja Rokusa, który analizuje materiał dowodowy oraz prowadzi badania terenowe.
– W tej chwili głównie trwają czynności operacyjno-rozpoznawcze, szczegółów których nie mogę przekazać – mówiła dziennikarzom młodsza inspektorka Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. – Zapewniam, iż policjanci ciągle pracują nad tą sprawą. Niemniej, niestety nie odnaleziono zaginionej. Żadna z hipotez przyjętych w tej sprawie, dotyczących okoliczności zaginięcia, nie jest wiodąca i do tej pory jednoznacznie nie ustalono przyczyn, dla których Jowita Zielińska zaginęła, ani gdzie przebywa – podkreśliła policjantka.
– Zgromadzone dane połączone z wynikami badań geofizycznych i analizą czynników środowiskowych pozwoliły na sformułowanie wniosków o charakterze operacyjno-analitycznym. Materiał ten stanowi dziś cenną podstawę do dalszych kroków w śledztwie – dodaje biegły Maciej Rokus, nie zdradzając szczegółów ze względu na dobro postępowania.
