Przypomnijmy, 10 kwietnia na terenie jednego z osiedli na terenie miasta zginął 26-latek. Został śmiertelnie postrzelony przez Borysa B., instruktora strzelectwa. Mężczyzna został zatrzymany i nie przyznaje się do winy, uważa, że został zaatakowany i działał w obronie koniecznej. Decyzją Sądu Rejonowego w Kłodzku został tymczasowo aresztowany. Usłyszał też zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim.
Wiele osób wspiera Borysa B. i zgadza się z tym, że mógł działać we własnej obronie. W serwisie zrzutka.pl zorganizowano zbiórkę na pomoc prawną dla mężczyzny. W chwili publikacji tego artykułu kwota wynosi ponad 400 tys. zł. Mieszkańcy osiedla, na którym doszło do tragedii zwracali uwagę w rozmowie z reporterką „Super Expressu”, że nie czują się tam bezpiecznie – miało tam dochodzić do bójek czy kradzieży. Mężczyźni, z którymi skonfrontował się Borys B. także mieli stwarzać zagrożenie na osiedlu – mówiła w rozmowie z „Super Expressem” założycielka zrzutki, Marta Wiewióra.
Co wydarzyło się w Bystrzycy Kłodzkiej?
Jak wynika z relacji świadków, seria tragicznych wydarzeń rozpoczęła się późnym wieczorem, nieopodal miejscowego sklepu monopolowego. Według nieoficjalnych ustaleń „SE”, to tam „mężczyzna, który został zabity, miał ranić kogoś nożem”.
Następnie, jak przekazała prokuratura, na terenie osiedla między grupą trzech mężczyzn a Borysem B. miało dojść do kłótni. Mężczyzna był wówczas na spacerze z psem. Po zakończonej sprzeczce miał wrócić do domu, zostawić zwierzę, zabrać ze sobą karabinek automatyczny Fedarm AR-15 kal. 5, 56 mm NATO, a następnie skierować się na osiedle, gdzie ponownie spotkał tę sama grupę. Wówczas również doszło między nimi do kłótni. Na nagraniach z miejsca zdarzenia słychać, jak pada strzał, wówczas jeden z członków miał pobiec w kierunku Borysa B. Instruktor miał wtedy oddać pięć strzałów, z czego jeden trafił w 26-latka.
Prokurator Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy w rozmowie z “SE” przekazał, że po zdarzeniu Borys B. miał wrócić do domu i skontaktować się ze znajomym policjantem. – Gdy mundurowi szli do jego mieszkania, zatrzymała go na klatce schodowej. Miał przy sobie większą sumę pieniędzy i spakowane rzeczy osobiste oraz paszport – mówił prokurator.
Co wiadomo o Borysie B?
Marcin Przydacz, prezes stowarzyszenia strzelecko-kolekcjonerskiego Trzy Twierdze, który współpracował kilka lat z Borysem B., przyznał w rozmowie z dziennikiem, że nie ma pewności, czy mężczyzna wrócił do domu po broń.
– To człowiek, który budzi zaufanie. Został zweryfikowany przez naszych instruktorów. Dobre opinie o nim słyszeliśmy (...). Z tego, co wiem, był po pozytywnych egzaminach do szkoły oficerskiej. Chciał wrócić do wojska – mówił Przydacz. – Nie wiem, co musiałoby się zadziać w głowie Borysa, żeby on świadomie wrócił do domu, zabrał broń, poszedł i zastrzelił człowieka. To nie ten człowiek – dodał.
Natomiast jeden ze znajomych mężczyzny stwierdził w rozmowie z „Super Expressem”, że „Borys ma zostać przykładem, że my, obywatele, którzy legalnie posiadają broń palną w Polsce, nie mają się bronić”. Nie wierzy również, że w tak krótkim czasie zrobiono wszystkie niezbędne ekspertyzy i przeanalizowano nagrania.
Zdaniem mężczyzny, Borys nie korzystał z karabinu automatycznego. – Na pewno nie wyszedł z zamiarem zabicia kogoś. Wyszedł, bo może bał się tego, co stanie się dalej, dlatego może wrócił po broń. Ja tego nie wiem, nie widziałem też nagrań z monitoringu – dodał.
Mężczyzna twierdził również, że według nagrań, które pojawiły się w sieci, Borys oddał strzał ostrzegawczy. – Było słychać, że próbuje zaniechać ataku, mówił do nich, żeby się odsunęli. Jak było widać, po strzale ostrzegawczym nadal byli agresywni, jeden zmierzał w jego stronę i wtedy oddał pięć strzałów z broni samopowtarzalnej, nie automatycznej – stwierdził mężczyzna. Podkreślił, że jego zdaniem “ta sprawa ma być zamieciona pod dywan. Ktoś ma przykładnie dostać karę 25 lat”. – Jeśli Borys faktycznie wrócił po tę broń, miał do tego prawo, bo legalnie ja posiadał – dodał.
Czytaj też:
Strzały na środku osiedla. Tłum przed sądem bronił 27-latkaCzytaj też:
Pracował przy sprawie Iwony Wieczorek. Teraz ciążą na nim poważne oskarżenia
