W Polsce straszono Rosją w każdej kampanii, choć Kreml nie złożył nam żadnej realnej oferty. Czy to była analiza, czy polityczna histeria przykrywająca niewygodne fakty?
Tuż przed węgierskimi wyborami odbył się w Budapeszcie koncert – wiec, na którym tłumy młodych ludzi od czasu do czasu krzyczały: „Rosjanie, do domu!”. Polskie elity (?) polityczne i publicystyczne wspierane przez mocarzy Internetu nie raz i nie dwa raczyły nas podobną interpretacją. Szczególnie w chwilach kolejnych „wyborów o wszystko”. PiS i pisowscy prezydenci przedstawiani byli jako putinowcy. Ich pokonanie stanowiłoby cios w Moskwę, a głosowanie na PiS równoznaczne było ze wsparciem ruskiego chowu. Won do domu! (Dom gdzieś w tajdze rosyjskiej, ma się rozumieć).
Różnica między PiS a Orbanem
Źródło: Wprost
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
