Bombardowanie przerwało ich ślub. „Radosna chwila w morzu okrucieństwa”

Bombardowanie przerwało ich ślub. „Radosna chwila w morzu okrucieństwa”

Ślub podczas Powstania Warszawskiego
Ślub podczas Powstania Warszawskiego Źródło: Wikimedia Commons / Sylwester Braun
Miłość nie zniknęła nawet w czasie Powstania Warszawskiego. W ruinach miasta zakochani brali śluby, spotykali się między walkami i wierzyli, że doczekają wspólnej przyszłości.

Słysząc hasło „Powstanie Warszawskie” na myśl przychodzą nam głównie rzeczy trudne i smutne: walki zbrojne, śmierć, dramat mieszkańców, zniszczona stolica. Jednak nawet w mieście ogarniętym wojną ludzie nadal się zakochiwali, marzyli o przyszłości i szukali choć odrobiny normalności. Dla wielu młodych osób uczucie było jednym z niewielu elementów życia, którego nie udało się zniszczyć okupantowi.

Powstanie Warszawskie. Tak wyglądała miłość w czasie wojny

Wśród huku bomb, ostrzału i codziennego zagrożenia powstawały związki, a niektóre pary decydowały się na ślub. Nie dlatego, że warunki temu sprzyjały, ale właśnie dlatego, że każdy kolejny dzień mógł być „tym ostatnim”.

Według danych historyków, w czasie Powstania Warszawskiego zawarto ponad 250 małżeństw. Oznacza to, że w sierpniu i wrześniu 1944 roku w walczącej Warszawie odbywały się średnio około cztery ceremonie dziennie.

Zakochani tłumaczyli, że „ślub był próbą zatrzymania normalności w świecie, który przestał być normalny”. „Chcieli mieć blisko siebie kochaną osobę, aby nie być rozdzielonym w razie upadku powstania (choć to było złudne wyobrażenie), aby przypieczętować narodzoną miłość aktem, który pozostanie, nie zginie nawet wtedy gdy śmierć nadejdzie. W tych ślubach upatrywano także nadzieję na przeżycie, na wspólną przyszłość” – pisali Teresa Kowalik i Przemysław Słowiński w książce „Powstanie Warszawskie w 100 przedmiotach”.

Powstanie Warszawskie i miłość mimo wojny. Historie niezwykłych ślubów

Młode pary w czasie Powstania nie miały warunków do typowych spotkań. Nie było restauracji, kawiarni ani chociażby możliwości pójścia na zwykły, spokojny spacer ulicami miasta.

Spotkania odbywały się często między wykonywaniem innych obowiązków: podczas przerw w służbie, w piwnicach, szpitalach polowych, na podwórkach czy w miejscach, które jeszcze nie zostały zniszczone. Czasem „randka” oznaczała kilka minut rozmowy między jednym meldunkiem a drugim.

Dla powstańców każda chwila spędzona z ukochaną osobą miała wyjątkową wartość. Nie było pewności, czy następnego dnia będzie można się spotkać. Wielu młodych ludzi wiedziało, że idąc na akcję, mogą już nie wrócić.

Ślub zamiast czekania na koniec wojny

Część par decydowało się na małżeństwo, ponieważ nie chciały odkładać najważniejszych decyzji na niepewną przyszłość. Młodzi powstańcy nie wiedzieli, czy wojna zakończy się za kilka tygodni, czy będzie trwała jeszcze lata. Nie wiedzieli również, czy przeżyją kolejny dzień. Dla niektórych ślub był także symbolicznym zabezpieczeniem – chcieli, aby w razie śmierci ich związek został oficjalnie potwierdzony.

Powstańcze dowództwo musiało nawet uregulować kwestie zawierania małżeństw. Aby ślub mógł się odbyć, potrzebne były dokumenty od przełożonego oddziału oraz zgoda kapelana. Osoby niepełnoletnie musiały uzyskać pozwolenie rodziców.

Nie były to jednak uroczystości przypominające przedwojenne wesela. – Warszawa była głodna, zniszczona i ostrzeliwana. Przecież nie było co jeść, nie było co pić. Myśmy byli stale w walce – wspominał Jan Władysław Maciejewski ps. „Henryk”.

Obrączki z drutu i suknie z tego, co udało się znaleźć

Powstańcze śluby często odbywały się w niezwykle skromnych warunkach. Brakowało wszystkiego: jedzenia, ubrań, lekarstw, a nawet podstawowych przedmiotów potrzebnych podczas ceremonii.

Wiele par nie miało prawdziwych obrączek. Zastępowano je tym, co było dostępne: kawałkami drutu, nakrętkami, zawleczkami od puszek czy metalowymi elementami znalezionymi w ruinach.

Panny młode również musiały radzić sobie z rzeczywistością wojny. Niektóre szyły suknie z dostępnych materiałów, inne korzystały z pożyczonych ubrań. – Stroiłyśmy te dziewczyny w to, co kto mógł. Jakaś tam pani przyniosła bluzkę z domu, z mieszkania, białą. Spódniczkę jakąś tam ktoś jej pożyczył czy dał, żeby włożyła. Tu jakieś kwiatki – wspominała Maria Halina Kucenty ps. „Magda”.

Ślub przerwany przez bombardowanie

Jedna z najbardziej niezwykłych historii dotyczy ślubu Stanisława Jastrzębskiego ps. „Kopeć” i Haliny Czarnieckiej ps. „Karolina”.

Ceremonia miała rozpocząć się normalnie, jednak jej początek opóźnił niemiecki nalot. Kiedy w końcu udało się rozpocząć uroczystość, doszło do kolejnego dramatycznego wydarzenia – bomba uderzyła w budynek. Na szczęście eksplozja nie trafiła bezpośrednio w miejsce ceremonii, ale panna młoda po chwili nie przypominała już osoby idącej do ślubu.

„Biała bluzka panny młodej zrobiła się szara od pyłu i tynku. Przez chwilę dosłownie nie było nic widać. Gdy kurz opadł i nalot ustał, trzeba było nieco uprzątnąć mieszkanie” – opisywała Agnieszka Cubała w książce „Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości”:

Mimo bombardowania ceremonia się odbyła.

„Radosna chwila w morzu okrucieństwa”

Niektóre powstańcze śluby wyglądały nieco bardziej uroczyście. Jednym z nich był ślub Irki Kowalskiej ps. „Irka” i Jana Wuttke ps. „Czarny Jaś”.

Ceremonię zaplanowano w ambasadzie bułgarskiej, a jak na warunki powstania miała wyjątkową oprawę. Goście mogli liczyć nawet na poczęstunek: podano m.in. befsztyki z koniny, kanapki z konserwami i wino. – To była taka jasna i radosna chwila w tym całym morzu okrucieństwa, bólu i śmierci, który przepełniał Warszawę – opowiadał ks. Józef Warszawski, który udzielał ślubu.

Niezwykłe śluby podczas Powstania Warszawskiego.

Jednym z najbardziej znanych powstańczych małżeństw byli Jan Nowak-Jeziorański i Jadwiga Wolska ps. „Greta”. Ich ślub odbył się 7 września 1944 roku i trwał zaledwie siedem minut. Nie było wystawnego przyjęcia ani długiej uroczystości. Była za to decyzja, która przetrwała wojnę, ponieważ ich małżeństwo trwało 55 lat.

Jeszcze większą sławę zdobył ślub Bolesława Biegi ps. „Pałąk” i sanitariuszki Alicji Treutler ps. „Jarmuż”. Zdjęcia z ceremonii wykonał Eugeniusz Lokajski, a później pokazano je w kinie Palladium. Para wymieniła obrączki wykonane z mosiężnych kółek od zasłon. Na ramionach mieli biało-czerwone opaski powstańcze.

– Były sardynki francuskie, angielskie papierosy, były francuskie wina zdobyte od Niemców. Naturalnie była też wódka. Ale nas nic nie wzruszyło, byłem w bólu po całodziennych wysiłkach i pocieszaliśmy się przytulając, aż zasnęliśmy – wspominał po latach Bolesław Biega.

Opracowała:
Źródło: WPROST.pl