Przemysław Kamiński z Kostrzyna nad Odrą jest jedną z milionów osób, których dane mogły zostać przejęte w wyniku cyberataku na firmę MyDr. Mężczyzna wystąpił do spółki z żądaniem wypłaty 30 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia.
Jak relacjonuje „Fakt”, Kamiński korzystał z wielu świadczeń medycznych w związku z problemami z nadgarstkiem i kolanem. Informacje o możliwym wycieku jego danych otrzymał od kilku placówek ochrony zdrowia. Pierwsza wiadomość dotarła do niego 8 września z przychodni w Kostrzynie nad Odrą. Następne zawiadomienia dotyczyły placówek w Gorzowie Wielkopolskim i Pułtusku.
Mężczyzna obawia się, że przejęte informacje mogą posłużyć do kradzieży jego tożsamości, zaciągnięcia zobowiązań finansowych albo innych oszustw. – Z nerwów nie śpię po nocach, mam skurcze brzucha – powiedział „Faktowi”.
Żąda od MyDr 30 tys. zł
Kamiński zastrzegł swój numer PESEL, a 14 września wysłał do MyDr przedsądowe wezwanie do zapłaty. Domaga się 30 tys. zł za utratę kontroli nad informacjami oraz związane z tym poczucie zagrożenia. Firma otrzymała 14 dni na rozpatrzenie jego żądania.
Jeżeli spółka odmówi wypłaty pieniędzy, pacjent zapowiada skierowanie sprawy do sądu. Chce także uzyskać szczegółowe informacje o tym, które jego dane zostały przejęte i na jakim etapie znajduje się wyjaśnianie incydentu.
Wyciek mógł dotyczyć 18,8 mln osób
Cyberatak na systemy MyDr został oficjalnie potwierdzony w sierpniu. Z informacji Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że incydent mógł dotyczyć danych 18,8 mln osób oraz ponad 12 tys. placówek medycznych korzystających z usług spółki.
Przejęte informacje mogły obejmować nie tylko numery PESEL, lecz także dane o wizytach lekarskich, wystawianych receptach, przyjmowanych lekach oraz stanie zdrowia pacjentów. To informacje należące do szczególnie chronionej kategorii danych osobowych.
Resort cyfryzacji zapewniał, że atak nie wpłynął na bieżące funkcjonowanie placówek ani możliwość wystawiania recept. Wyjaśnianie sprawy odbywa się we współpracy m.in. z Ministerstwem Zdrowia, Urzędem Ochrony Danych Osobowych, Prokuraturą Krajową i Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości.
Do UODO wpłynęły tysiące zgłoszeń
Przypadek mieszkańca Kostrzyna nad Odrą może być jednym z wielu podobnych roszczeń. Jak ustalił „Dziennik Gazeta Prawna”, do 17 września obywatele skierowali do prezesa UODO ponad 50 skarg i sygnałów dotyczących wycieku.
Jednocześnie administratorzy danych, czyli przede wszystkim placówki medyczne korzystające z systemów MyDr, przekazali do urzędu ponad 2 tys. zgłoszeń naruszenia ochrony danych. Według DGP pacjenci coraz częściej wysyłają również przedsądowe wezwania do zapłaty.
UODO przypomina, że jeżeli naruszenie może powodować wysokie ryzyko dla praw lub wolności pacjentów, placówka powinna bez zbędnej zwłoki poinformować osoby, których dane zostały ujawnione. Poszkodowanym zaleca się przede wszystkim zastrzeżenie numeru PESEL oraz szczególną ostrożność podczas rozmów telefonicznych, odbierania wiadomości i podawania informacji w internecie.
Czytaj też:
Coraz więcej zachorowań na nowotwory głowy i szyi wśród młodych ludzi Czytaj też:
Wyciek danych klientów z Revolut – jest żądanie okupu. Nie było włamania!
