Miłość, która kaleczy. Wojny rodziców

Miłość, która kaleczy. Wojny rodziców

Dodano:   /  Zmieniono: 
(fot. Arobal) 
I jeden, i drugi rodzic absolutnie kocha dziecko. I „dla dobra dziecka” oboje rozjeżdżają jego psychikę walcem.
Wojtuś miał pięć lat, kiedy dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo. O pięcioletnim Piotrusiu cała Polska dowiedziała się dwa tygodnie temu z Radia Tok FM i gdańskiego wydania „Gazety Wyborczej", gdy ojciec z policją i kuratorami zabrał dziecko z domu swojej byłej żony. I przestał się odzywać. Czy nie naruszono procedur przy „odebraniu dziecka"? – pytał ministra sprawiedliwości rzecznik praw dziecka. Dziś w „sprawie Piotrusia” na forach internetowych można przeczytać tysiące komentarzy. Każdy ma swoje zdanie, każdy chętnie je wypowiada. I tylko eksperci ostrzegają: w takich sprawach nie ma łatwych rozstrzygnięć. Tu nic nie jest proste.

On – uznany profesor psychologii. Ona – psycholog pracująca z dziećmi, była doktorantka. Zakochali się, po roku zaszła w ciążę. Po półtora roku od urodzenia dziecka on mówi: – Wyprowadziła się. Ona: – Zostałam wyrzucona. Sąd obojgu zalecił terapię. Ona mówi, że on odmówił udziału jeszcze w terapii małżeńskiej, bo nie będzie chodził do durniów i swoich byłych studentów. On mówi, że kiedy sąd zalecił terapię, ona na nią nie przyszła. Ona: że nie stać jej na 150 zł za godzinę. Na darmową nie przyszedł on.

Ona mówi: jemu nie można wierzyć. On: jej nie można wierzyć. On przez kilka dni po odebraniu jej dziecka nie odbiera od niej telefonu. Ona ma pełne prawa rodzicielskie i nie musi pytać ani jego, ani sądu o zgodę na widzenie. Ale przecież nie wyłamie drzwi. Oboje mają pełnomocników. Ona kocha syna, bo jest matką. On kocha, bo jest ojcem. Oboje mówią, że chodzi im o dobro dziecka.

Jak wojny rodziców kaleczą psychikę dzieci? Alarmujący tekst Aleksandry Krzyżaniak-Gumowskiej w najnowszym "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku.