Kilkanaście tygodni temu parlament zadecydował, że będziemy mieli narodowy, bez udziału kapitału zagranicznego koncern "Polski Cukier". Teraz zapadła decyzja, że nie dopuścimy obcych do największego naszego banku detalicznego, czyli PKO BP. Byłyby to dobre wiadomości, gdyby decyzje prowadziły do ekonomicznego sukces i nie powodowały konieczności dodatkowego angażowania pieniędzy z budżetu.
Tak się jednak nie stanie. Zarówno narodowy cukier jak i narodowy bank wkrótce wyciągną ręce - po pieniądze do państwowej kasy. Polski prywatny biznes nie jest jeszcze wystarczająco bogaty, by walce konkurencyjnej z dużymi zagranicznymi korporacjami bankowymi. Pół biedy, jeśli kolejnym rządom przyjdzie ratować polski cukier. Kilkaset milionów złotych, choć kasa pustawa, jakoś się znajdzie. W przypadku banku sprawa jest jednak o wiele bardziej poważna - w grę będą wchodziły nie miliony, lecz miliardy złotych. Co będzie, jeśli eksperyment się nie uda i polski bank nie sprosta konkurencji? Bankrutujące cukrownie można będzie po prostu zamknąć. Z bankiem, który ma kilkanaście milionów klientów nie będzie to taka prosta sprawa. Polski nie stać na eksperyment, który ma, według szacunków analityków, tylko 50 proc. szans na powodzenie.
Mirosław Cielemęcki
Tak się jednak nie stanie. Zarówno narodowy cukier jak i narodowy bank wkrótce wyciągną ręce - po pieniądze do państwowej kasy. Polski prywatny biznes nie jest jeszcze wystarczająco bogaty, by walce konkurencyjnej z dużymi zagranicznymi korporacjami bankowymi. Pół biedy, jeśli kolejnym rządom przyjdzie ratować polski cukier. Kilkaset milionów złotych, choć kasa pustawa, jakoś się znajdzie. W przypadku banku sprawa jest jednak o wiele bardziej poważna - w grę będą wchodziły nie miliony, lecz miliardy złotych. Co będzie, jeśli eksperyment się nie uda i polski bank nie sprosta konkurencji? Bankrutujące cukrownie można będzie po prostu zamknąć. Z bankiem, który ma kilkanaście milionów klientów nie będzie to taka prosta sprawa. Polski nie stać na eksperyment, który ma, według szacunków analityków, tylko 50 proc. szans na powodzenie.
Mirosław Cielemęcki