Żądając od hierarchii katolickiej odstąpienia od polityki "uniactwa" Aleksij II chyba zapomniał spojrzeć na kalendarz, gdzie widnieje rok 2002 r., a jego doradcy chyba zapomnieli mu wspomnieć że ostatnia unia została podpisana kilkaset lat temu. Mówiąc o prozelityzmie patriarcha najwyraźniej zapomniał że od dziesięcioleci w Kościele katolickim toczy się dyskusja na tematy ekumeniczne (która przybrała na siłę po Soborze Watykańskim II a zwłaszcza za pontyfikatu Jana Pawła II), która za pewnik uznała, że prozelityzm jest szkodliwy.
Patriarcha żyje w swoim własnym wyimaginowanym świecie, a wyraźne sygnały ze świata realnego odbiera w sposób zniekształcony, ignoruje je zupełnie lub reaguje wybiórczo czasem drobnostki doprowadzając do rangi problemu egzystencjalnego. Najgorsze jednak to, że ta wirtualna (a może dawna, przedrewolucyjna?) rzeczywistość ta tak się podoba władzom cerkiewnym, że postanowili jej zasady w pełni przenieść na świat dzisiejszy. Np. w sprawie ewentualnego spotkania z papieżem patriarcha mówi: "Wizyta papieża na Ukrainie świadczy, że taki jej format nie tylko nie sprzyja konstruktywnemu rozwiązywaniu zaistniałych problemów, ale grozi jeszcze większym pogłębieniem społecznych podziałów."
Raz, że na Ukrainie nie było żadnych napięć na tle religijnym od czerwca ubiegłego roku. A dwa, w jaki sposób patriarcha chciałby podziały przezwyciężać nie chcąc się choćby spotkać z tą drugą stroną? Podobnymi sprzecznościami zresztą jest przepełniony cały ostatni wywiad. Ciekawym pomysłem jest np. sugestia zwrotu ukraińskich unitów cerkwi moskiewskiej. Jak to jest możliwe pokazał ponad 50 lat temu były uczeń prawosławnego seminarium Józef Dżugaszwili (do historii przeszedł jako Stalin), ale czasy wówczas były inne. Czyżby Aleksij II wciąż w nich tkwił?
Sergiej Greczuszkin
Patriarcha żyje w swoim własnym wyimaginowanym świecie, a wyraźne sygnały ze świata realnego odbiera w sposób zniekształcony, ignoruje je zupełnie lub reaguje wybiórczo czasem drobnostki doprowadzając do rangi problemu egzystencjalnego. Najgorsze jednak to, że ta wirtualna (a może dawna, przedrewolucyjna?) rzeczywistość ta tak się podoba władzom cerkiewnym, że postanowili jej zasady w pełni przenieść na świat dzisiejszy. Np. w sprawie ewentualnego spotkania z papieżem patriarcha mówi: "Wizyta papieża na Ukrainie świadczy, że taki jej format nie tylko nie sprzyja konstruktywnemu rozwiązywaniu zaistniałych problemów, ale grozi jeszcze większym pogłębieniem społecznych podziałów."
Raz, że na Ukrainie nie było żadnych napięć na tle religijnym od czerwca ubiegłego roku. A dwa, w jaki sposób patriarcha chciałby podziały przezwyciężać nie chcąc się choćby spotkać z tą drugą stroną? Podobnymi sprzecznościami zresztą jest przepełniony cały ostatni wywiad. Ciekawym pomysłem jest np. sugestia zwrotu ukraińskich unitów cerkwi moskiewskiej. Jak to jest możliwe pokazał ponad 50 lat temu były uczeń prawosławnego seminarium Józef Dżugaszwili (do historii przeszedł jako Stalin), ale czasy wówczas były inne. Czyżby Aleksij II wciąż w nich tkwił?
Sergiej Greczuszkin