Życie plemnika

Życie plemnika

Dodano:   /  Zmieniono: 6
Poseł Jacek Żalek, uznawany za bliskiego współpracownika ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, postanowił znaleźć sumienie u farmaceutów, i to za pomocą ustawy, która to sumienie uruchomi, gdy będzie ono poparte dokumentem wagi państwowej.
Wtedy i panu posłowi, i  aptekarzom będzie lżej podejmować decyzje, komu sprzedać, a komu nie  środki antykoncepcyjne zażywane przez nierozumiejące sytuacji w kraju kobiety pragnące seksu dla własnej przyjemności, a nie przyjemności Sejmu. I nic dziwnego, że pan Żalek wpadł na taki pomysł, bo pamiętam słowa posła Gowina, że „Ten mężczyzna, który oddaje nasienie do banku spermy, powinien płacić alimenty", a o in vitro, że „Czuje się jak opiekuńczy, przybrany ojczym zamrożonych embrionów”. Ciągnąc tę frazę, można powiedzieć, że plemnik duszony w prezerwatywie czuje się jak niewinny obywatel zamknięty za to, że bardzo cenił swobodę.

Dwa lata później. Ustawa weszła w życie, ale poszerzona o inne grupy zawodowe, które miały potrzebę odrębnych sumień przyznanych przez rząd. W pierwszy dzień po jej ukazaniu się poszedłem do sklepu ogrodniczego po siekierę, która mi była niezbędna do pracy. – Nie mogę jej panu sprzedać –  oznajmił facet. – Dlaczego? Przecież żeby ją posiadać, niepotrzebne jest pozwolenie na broń! – Tak. Ale kiedy patrzę na pana, sumienie mi nie  pozwala – i nie podając istotnych przyczyn, schował toporek pod ladę.

Po południu wybierałem się do przyjaciela na urodziny, a znając pojemność jego barku, postanowiłem wybrać się taksówką. Jedyny kierowca na postoju zareagował zamknięciem drzwi. – Testuję sumienie. Wygląda pan na  trzeźwego, a ja takich nie wożę. Poza tym jeżdżę tylko między ul. Zbrodniczej Katastrofy a pl. 330 Krzyży. – Rozumiem, jest pan taksówkarzem z uwolnionego zawodu – powiedziałem i wróciłem do domu ponury jak chmura gradowa, a do żony rzekłem: – Wygląda na to, że od  dzisiaj tylko ja nie mam sumienia.

To, co napisałem, jest moją wyobraźnią. A co się dzieje z aptekarzem, gdy je ma? Opowiadała mi jedna pani, że do apteki, w której pracuje, przyszedł mężczyzna pijący wszystko oprócz asfaltu i poprosił o lekarstwo z alkoholem. Ta, znając jego skłonności, powiedziała: – Mogę sprzedać, ale tylko w czopkach – i  usłyszała, jak ten idąc do drzwi, mruczy: – Czopki to se pani magister może w dupę wsadzić.

Być może nie pisałbym o pośle Żalku, gdyby nie  wiadomość, którą przeczytałem, a po której wychodzi on na liberała, a  nawet umiarkowanego socjalistę. Rada miejska miasta Wilmington przegłosowała uchwałę wzywającą władze stanu Delaware, innych stanów i  Kongresu, by uznały, że plemniki i jajeczka są osobami, i zapewniły im  ochronę prawną. Autorem rezolucji jest Loretta Walsh, radna walcząca o  zaostrzenie prawa aborcyjnego. Każda „osoba jajeczkowa" i „osoba spermowa” powinna być podmiotem tych samych praw i przepisów co każdy nieletni. Powinna być chroniona przed maltretowaniem, zaniedbaniem i  porzuceniem przez rodzica lub opiekuna. Prawo powinno bronić „osób”, zakazując każdemu mężczyźnie niszczenia swojego nasienia.

Kiedy to  przeczytałem, pomyślałem, że kolejne słowo ciałem się stało, bo nie sądziłem, że realnym może się okazać dowcip, jak to góral wrzuca nasienie do strumyka, a na pytanie cepra: – Co wy, baco, robicie? –  usłyszał: – Wysyłam dzieciska na kolonie nad morze.

Więcej możesz przeczytać w 18/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 6

Czytaj także