Czego żołnierzy nauczy "Anakonda"?

Czego żołnierzy nauczy "Anakonda"?

fot. sxc
Doświadczenia z ćwiczeń "Anakonda 12" zostaną wykorzystane przy reformie struktury dowódczej i w przyszłorocznych manewrach sił NATO - powiedział w środę dowódca operacyjny sił zbrojnych gen. Edward Gruszka, który jest kierownikiem ćwiczenia.

Generał przypomniał, że uczestniczy w nim blisko 9 tys. żołnierzy, a z kierownictwem ćwiczeń i personelem tzw. układu pozamilitarnego - administracji rządowej i samorządowej oraz pododdziałami zabezpieczenia - udział bierze ok. 11,5 tys. osób.

"Na czwartek planujemy zakończenie ćwiczenia, potem popracujemy parę tygodni, aby ocenić to ćwiczenie, zebrać doświadczenia. Przed nami poważne zmiany dotyczące reformowania systemu dowodzenia i kierowania w siłach zbrojnych; myślę, że część wniosków, które wypływają z tego ćwiczenia, będziemy przekazywali naszym przełożonym" - powiedział Gruszka na poligonie w Ustce - jednym z trzech, obok Drawska i Orzysza, na których odbywa się "Anakonda". Szef DO SZ dodał, że doświadczenia posłużą też przy budowaniu systemu obrony powietrznej.

Jak dodał, "Anakonda 12" to także przygrywka do przyszłorocznych ćwiczeń sił odpowiedzi NATO (NRF - NATO Response Force), które odbędą się w 2013 r. w Polsce i krajach bałtyckich. NRF będą przygotowywały się do objęcia dyżuru bojowego w NATO w roku 2014 r.

"Jak zwykle ćwiczymy w wymiarze połączonym - pod jednym dowództwem działają siły lądowe, powietrzne, morskie i specjalne. W tym roku udało nam się zachęcić do udziału naszych sojuszników. Ćwiczy z nami dowództwo Korpusu Północ-Wschód, w którym reprezentowanych jest 13 krajów z NATO i Partnerstwa dla Pokoju, oprócz tego ćwiczą dwa dowództwa brygad - amerykańskiej i kanadyjskiej, a także kompania piechoty Stanów Zjednoczonych" - przypomniał Gruszka.

Rzecznik DO SZ ppłk Mirosław Ochyra zaznaczył, że celem ćwiczenia jest sprawdzenie, "czy jesteśmy przygotowani do typowej operacji obrony terytorium własnego kraju".

Według tegorocznego scenariusza między sąsiadującymi państwami pojawiają się napięcia, których nie udaje się zażegnać dyplomatycznie. Pojawiają się roszczenia terytorialne, w ich wyniku jeden z krajów przekracza granice drugiego, a zaatakowany - "Wislandia" - przystępuje do obrony i kontrataku.

"Sytuacja na ćwiczeniach jest dynamiczna. To nie jest scenariusz, który wcześniej poznali żołnierze, decyzje spływają do ćwiczących tak, by odpowiadały realnym warunkom konfliktu. Tu nie liczy się kolor beretu, liczy się wspólne działanie" - podkreślił Ochyra.

Jak powiedział rzecznik Sił Powietrznych ppłk Artur Goławski, ten rodzaj sił zbrojnych wystawił do ćwiczenia żołnierzy z niemal wszystkich swoich związków taktycznych, w tym jednostek samolotów bojowych i transportowych, a także stacje radiolokacyjne.

"Tak duże przedsięwzięcie, jak organizowane co dwa lata ćwiczenie Anakonda, jest okazją, by sprawdzić organizację planowania i wykonania skomplikowanych, ale i prostych manewrów. Robi się tu wszystko, co na polu walki może spotkać żołnierza - od wart po prace sztabowe. Walor ćwiczenia to to, że jest to operacja połączona. Ciągle musimy się uczyć, że jesteśmy jedną drużyną" - powiedział Goławski. Dodał, że walorem jest już samo przemieszczenie jednostek na poligony, "trzeba to zrobić bezpiecznie i tak, żeby sprzęt był sprawny, jeśli zdarzy się usterka, trzeba ją szybko usunąć".

Ćwiczącym w Ustce przyglądał się doradca prezydenta Jan Lityński, który - co Gruszka przytoczył jako ciekawostkę - sam służył w wojskach przeciwlotniczych i porównywał to, co zaobserwował z własnymi doświadczeniami. "To było budujące i imponujące. Widać zmiany, które nastąpiły - profesjonalizację i sprawność. Rzuca się w oczy prężność tej armii w porównaniu do armii z lat 60. i motywacja tych żołnierzy, także dlatego, że inni są obecnie sojusznicy. Sojusznicy, którzy tutaj ćwiczą, są naprawdę naszymi sojusznikami; wtedy było z tym bardzo różnie" - powiedział Lityński.

W środę na ćwiczenia złożyły się m. in. strzelanie z rakiet przeciwlotniczych i artylerii, bombardowanie celu nawodnego, działania sił specjalnych operujących ze śmigłowców osłanianych przez myśliwce, a także obrona wybrzeża przed desantem. Ćwiczenia na plaży - obronę z użyciem czołgów i bojowych wozów piechoty oraz desant z okrętów, także z użyciem bojowych wozów piechoty, prowadzono na kilku wydzielonych trasach, uzgodnionych z Urzędem Morskim tak, aby nie niszczyć nadmorskiego ekosystemu.

eb, pap

Czytaj także

 0