Członek komisji Millera: zderzenie z brzozą jest oczywiste

Członek komisji Millera: zderzenie z brzozą jest oczywiste

Dodano:   /  Zmieniono: 21
Poszukiwanie rzeczy ofiar katastrofy smoleńskiej (fot. PAWEL CIECIERSKI / newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
- W ekspertyzie Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii nie stwierdzono żadnych śladów materiałów wybuchowych. Kolejnym dowodem (na to, że w Tu-154M nie doszło do wybuchu) była analiza czarnych skrzynek z kokpitu. Gdy otrzymaliśmy kopie ich zapisu, przesłuchaliśmy je, ale jednocześnie przekazaliśmy do ABW i policyjnego Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego, żeby zrobić dwie ekspertyzy - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Maciej Lasek z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, jeden z członków komisji Jerzego Millera.
Lasek ubolewa też nad tym, że komisja Millera nie umieściła zdjęć wraku Tu-154M w internecie, aby każdy na własne oczy mógł się przekonać, że na skrzydle Tu-154M nie ma "wywiniętych części wskazujących na eksplozję" (o takich częściach mówią eksperci parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza). - Dla nas zderzenie z brzozą było i jest całkowicie oczywiste, a dowody jednoznaczne - dodaje.

Członek PKBWL ocenia również, że pilot Tu-154M, który rozbił się w Smoleńsku, mjr Arkadiusz Protasiuk "nie miał ważnych uprawnień lotniczych, bo nie przechodził kontroli w wyznaczonym czasie". - A wojskowy regulamin lotów - wojskowa biblia latania - mówi wprost: niewykonanie kontroli techniki pilotażu w strefie skutkuje automatycznie zawieszeniem wszystkich uprawnień. Z całej załogi tupolewa 10 kwietnia 2010 r. tylko technik pokładowy miał prawidłowo nadane i ważne uprawnienia do wykonywania lotu. Z formalnego punktu widzenia reszta nie miała prawa polecieć do Smoleńska - podkreśla.

Wybuch? Lasek mówi, że tej teorii zaprzecza m.in. sekcja zwłok Zbigniewa Wassermanna. - Nie wykazała pęknięcia błony bębenkowej ucha, a musiałoby do tego dojść podczas eksplozji - przekonuje.

"Gazeta Wyborcza", arb

 21

Czytaj także