Dla USA jest to nie do pomyślenia. Najbliższe dni to kluczowy moment, by zdecydować: atakować czy nie. Amerykanie mają kilka istotnych powodów, by w jeszcze w tym tygodniu rozpocząć działania wojenne. Po pierwsze: pogoda. Jeśli działania zbrojne nie rozpoczną się do połowy lutego, to mogą się nie rozpocząć wcale. Zakładając, że operacja potrwa przynajmniej miesiąc musi się skończyć przed kwietniem. Wtedy bowiem temperatury w Iraku osiągają 40 stopni Celsjusza i wojnę prowadzić trudno. Po drugie Amerykanie i Brytyjczycy nie chcą przez całe lato utrzymywać w gotowości dużej ilości wojska. Po trzecie perspektywa wojny bardzo źle wpływa na amerykańską gospodarkę. Lepiej więc wojnę prowadzić szybko, nie zwlekając i nie ryzykując przedłużając zamęt na giełdzie.
Po czwarte z upływem czasu poparcie dla wojny będzie malało. W Europie jest już od dawna większość społeczeństwa jest przeciwko wojnie, w USA rośnie grono przeciwników. I wreszcie jeśli 60 dni inspekcji nie zrobiło nic, by przekonać sceptycznych sojuszników, to nie łudźmy się, że zrobią to kolejne dwa miesiące?
Grzegorz Sadowski