Czytam, więc jestem

Czytam, więc jestem

Nie czyta się nie dlatego, że się biednieje, lecz biednieje się dlatego, że się nie czyta
Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta" - twierdzi Stanisław Lem. Nieprawdziwa jest teza, że komputery i Internet zastępują książki i gazety. Internauci i użytkownicy komputerów są bowiem najaktywniejszymi czytelnikami na rynku książek i gazet. Nie czytamy głównie z lenistwa i braku takich nawyków. Na świecie nie ma mowy o końcu ery Gutenberga: sprzedaje się obecnie dwa razy więcej słowa drukowanego niż dwadzieścia lat temu, gdy komputery podbijały świat. Według prognoz American Literacy Society, w najbliższych pięciu latach globalne wydatki na książki wzrosną o 20 mld dolarów (w 2000 r. osiągnęły poziom 85 mld dolarów).
Kraje, w których czyta się najwięcej, to najczęściej państwa protestanckie (Szwecja, Norwegia, Wielka Brytania, Finlandia), gdzie zwyczaj powszechnego czytania gazet i książek istnieje od XIX wieku. Statystyki pokazują ewidentną zależność poziomu życia od poziomu czytelnictwa: w Szwecji po książkę sięga regularnie 71,8 proc. społeczeństwa, w Finlandii 66,2 proc., w Wielkiej Brytanii 63,2 proc. (dla porównania - w Portugalii 36,7 proc., a w Grecji 45,7 proc.). W Skandynawii po gazety 5-7 razy w tygodniu sięga aż 77,8 proc. społeczeństwa (dla porównania - 20 proc. Portugalczyków i 24 proc. Greków - i to najwyżej raz w tygodniu).

Czytający Ślązacy
W ubiegłym roku połowa Polaków nie przeczytała ani jednej książki, zaś 30 proc. przyznało, że sięga po nią sporadycznie. Dodajmy, że wśród tytułów wymienionych przez ankietowanych jedna trzecia to podręczniki i lektury szkolne. 63 proc. Polaków w ciągu 12 miesięcy nie splamiło się kupnem książki, po gazety sięga 15 proc. Z badań Instytutu Książki i Czytelnictwa wynika, że w 10 proc. gospodarstw domowych nie ma żadnej książki. - Część respondentów ze wstydu nie przyznaje się, że nie czyta, więc rzeczywistość jest jeszcze gorsza - mówi Andrzej Nowakowski, pełnomocnik ministra kultury ds. promocji czytelnictwa. Najgorzej czytelnictwo wygląda na wsi, na tzw. ścianie wschodniej oraz w Wielkopolsce. Najwięcej czyta się na Górnym Śląsku, bo to region najbardziej zurbanizowany. Tam tradycje czytelnictwa sięgają - podobnie jak w Niemczech czy Czechach - XIX wieku. Mitem jest przekonanie, że społeczeństwo nie czyta, bo biednieje. Jest odwrotnie: biednieje, bo nie czyta.
Lamentom nad poziomem czytelnictwa towarzyszy mit o PRL jako "kraju ludzi czytających". W PRL wydawanie książek traktowano jako działalność socjalną, przez co książki nie miały rynkowej ceny. W tamtych czasach nigdy nie było prawdziwej wiedzy o rynku: wszystko było państwowe, więc można było manipulować danymi. Prawda jest taka, że to w PRL utrwalił się zwyczaj nieczytania, co dzisiaj skutkuje cywilizacyjno-kulturowym zapóźnieniem Polaków.

Brytyjska lekcja
W Polsce jesteśmy obecnie świadkami tego samego procesu, który kraje rozwinięte przechodziły w latach 70. i 80. Gdy w Wielkiej Brytanii pojawił się problem wtórnego analfabetyzmu (po ujawnieniu, że ponad 20 proc. dorosłych ma problemy z poprawnym czytaniem i pisaniem), rząd natychmiast przystąpił do kontrakcji. Od pięciu lat nad Tamizą realizowany jest program National Literacy Strategy - NSL (Narodowa Strategia Czytelnictwa), adresowany przede wszystkim do dzieci i młodzieży. Wśród jedenastolatków wprowadzono testy na umiejętność czytania i pisania. Na podstawie ich wyników oceniano szkoły i nauczycieli.
Co istotne, państwo odegrało jedynie rolę inspiratora - realizację programu wzięły na siebie organizacje pozarządowe, fundacje, stowarzyszenia i komitety rodzicielskie. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Według najnowszych badań, uczniowie brytyjskich podstawówek zajmują trzecie miejsce na świecie pod względem płynności czytania i czytania ze zrozumieniem, a pierwsze wśród krajów anglojęzycznych. W Wielkiej Brytanii 80 proc. dorosłych kupuje przynajmniej jedną książkę rocznie.

Czytam, więc myślę
Zwyczaj czytania wspierają różne międzynarodowe i lokalne inicjatywy, na przykład Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich obchodzony 23 kwietnia - pod patronatem UNESCO. To data symboliczna w historii światowej literatury. Tego dnia urodzili się William Shakespeare i Vladimir Nabokov, umarł zaś Miguel de Cervantes. W Katalonii 23 kwietnia osobom bliskim wręcza się książkę i różę. Także w Polsce tego dnia odbywają się imprezy oraz konkursy promujące czytelnictwo: "Czytajmy razem", "Wakacje z książką", "Najpiękniejsze strony świata", "Wielkie czytanie na małym ekranie", "Cała Polska czyta dzieciom". Do tej ostatniej akcji, wzorowanej na amerykańskiej i przeniesionej do Polski przez Irenę Koźmińską, włączyło się już 150 miast. Popularyzacji literatury dla najmłodszych mają też służyć wydanie serii Kanon Książek dla Dzieci i Młodzieży oraz pomysł ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego, by przekształcić Pacanów w europejską stolicę baśni. W 70. urodziny Koziołka Matołka mają zjechać do tego miasteczka m.in. Rumcajs, Czerwony Kapturek, a nawet Dziewczynka z Zapałkami.
Według brytyjskich danych, intelektualny i emocjonalny rozwój dzieci, którym się czyta od najmłodszych lat, jest o 30 proc. szybszy od tego wśród ich nie czytających rówieśników. - Jeśli ktoś do 15. roku życia nie nabierze nawyku czytania, później ma problemy nawet ze zrozumieniem instrukcji obsługi odkurzacza. Człowiek nieczytający to przeważnie osoba aspołeczna. Nie ma demokracji tam, gdzie panuje analfabetyzm - podkreśla Andrzej Nowakowski. W krajach Unii Europejskiej czytelnictwo jest także uważane za niezbędny warunek rozwoju gospodarczego.

Reanimacja bibliotek
Program Czytelnictwa, proklamowany niedawno przez ministra Dąbrowskiego, przewiduje wspieranie bibliotek, które w zachodniej Europie pełnią funkcje centrów kultury - ich wyjątkowe znaczenie podkreśla nawet architektura. Obecnie działa w Polsce o 1200 mniej bibliotek niż za rządów premiera Tadeusza Mazowieckiego. Największym problemem bibliotek jest brak pieniędzy na kupno nowości (finanse samorządów są wypadkową sytuacji gospodarczej). - Ich zbiory to same starocie, co zniechęca ludzi, którzy chcieliby z nich korzystać - przyznaje Michał Jagiełło, dyrektor Biblioteki Narodowej. Norma brytyjska to 40 nowości kupowanych rocznie (na 100 tys. mieszkańców), w Polsce ten wskaźnik wynosi 5,4 książki na 100 tys. mieszkańców. Najgorzej jest w wiejskich bibliotekach: na jedną przypada średnio 1,70 zł rocznie na zakup książek! Michał Jagiełło ocenia, że potrzebny jest zastrzyk finansowy w wysokości 20 mln zł, by wyrwać biblioteki ze stanu śmierci klinicznej. Może należałoby przeznaczyć na ten cel dotacje dla nowych książek, których nie skąpi ministerstwo kultury?
Złośliwi twierdzą, że niski poziom czytelnictwa, szczególnie polskiej literatury współczesnej, to wina części krytyków. Kreują oni na zjawiska literackie dzieła skończonych grafomanów, co tylko zraża oszukanych czytelników.

Okładka tygodnika WPROST: 16/2003
Więcej możesz przeczytać w 16/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • Sylka IP
    A ja mam w domu tylko kilka książek, i ktoś mógłby powiedzieć, ze nie czytam jednak choćby w ubiegłym roku przeczytałam ich aż 58 ale tylko dlatego, ze istnieją genialne biblioteki. Ceny książek sa dla mnie zatrwarzajace jeśli miałabym ich kupić 60 w roku to wiem poprostu, ze tego nie zrobię.
    • Bezkatolenia IP
      Bzdury! Moja żona przepracowała całe źycie jako księgarz w Domu Książki i widzi zasadniczą róznicę w dostępie do dobrych książek. Nie chce się czytać to jedna sprawa, a cena zakupu, to druga. Choć należę do osob czytających, to z powodów oszczędnościowych nie kupuję gazet - mam internet. Takich motywacji widzę więcej i dlatego dużą popularnością cieszą się darmowe gazety.
      Kiedyś Wprost zachowywała obiektywizm w sądach, a teraz to tylko propaganda.

      Czytaj także