Szpitalny pasztet czyli czym karmią pacjentów

Szpitalny pasztet czyli czym karmią pacjentów

Dodano:   /  Zmieniono: 21
(fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Pasztety, mielonki, nieapetyczne kawałki parówek i serdelków. To króluje na talerzach pacjentów w polskich szpitalach.

Zdjęcie śniadania serwowanego na oddziale patologii ciąży w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku: na talerzu rozmazana pasztetowa, kawałek masła, kleks chrzanu, dwie kromki białego chleba. Fotografia została umieszczona na facebookowej stronie „Posiłki w szpitalach”. Na naszą prośbę o komentarz do zdjęcia dyrektorka szpitala Ewa Książek-Bator broni się, że przedstawia ono niepełne śniadanie z tamtego dnia. Pacjenci na podstawowej diecie dostawali jeszcze kaszę manną. Tymczasem przegląd zdjęć szpitalnych posiłków nie budzi wątpliwości – pomijając kwestie estetyczne, dietę serwowaną chorym po prostu trudno nazwać zdrową. Wspomniany profil lubi ponad 46 tysięcy użytkowników Facebooka. Założycielem strony jest 27-letni Tomasz Krzemiński, który obecnie przeprowadził się za pracą do Anglii. Impulsem do założenia strony były jego pobyty w szpitalu w ciągu ostatnich trzech lat. – Byłem hospitalizowany na dwóch oddziałach w Wojewódzkim Szpitalu w Tarnobrzegu – mówi. To, co jadł, opisuje krótko: na śniadanie parówki o smaku kartonu oraz herbata z kolorowym osadem. Na obiad ziemniaki ubite tłuczkiem może dwa razy, oczywiście zimne, do tego sos niby-grzybowy. – Posiłki były po prostu okropne. Wyglądały tak, jakby kucharz robił je za karę, a salowe podawały je na naczyniach rodem z epoki PRL-u. Nic dziwnego, że przyszpitalny bufet miał ruch jak w najlepszych restauracjach – opowiada.

Odzew na FB przerósł jego oczekiwania. Każdego dnia dostaje kilkadziesiąt nowych zdjęć. Nie potrafi wybrać jednego, najbardziej szokującego, bo, jak podkreśla, takie dostaje ciągle. – Najgorsze są dziwnie porcjowane posiłki, gdzie na talerzu jest pół bochenka chleba, kosteczka masła i dwa kolorowe ze starości plastry szynkopodobne. Ewentualnie przegotowane dwie ćwiartki parówki, w których skład wchodzą przecież znikome ilości mięsa, oraz najtańsze pasztety – mówi. Dwa przykłady z brzegu. Pierwszy: wyszczerbiony talerz, kromka chleba pływająca w miodzie, na którym leży kawałek margaryny. Jak informuje opis, zdjęcie zostało zrobione w Instytucie „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Międzylesiu. I drugi: kromka chleba, plaster mielonki i kilka rzuconych na ten sam talerz chrupków kukurydzianych. To szpital w Grójcu. Zdjęcia z parówkami, ćwiartkami serdelków, nieapetycznymi mielonkami trudno nawet zliczyć.

PACJENT SIĘ NIE ZNA

Szpitale się bronią. Joanna Komolka, rzecznik prasowy Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, kwituje krótko: – Trudno mi się odnieść do fotografii niewiadomego pochodzenia. Nie wiem, gdzie i kiedy została zrobiona – mówi. I wylicza, że posiłki układane są przez wysoko wykwalifikowanych i doświadczonych dietetyków, że są zróżnicowane i opracowywane w bezpośredniej konsultacji z lekarzem prowadzącym danego pacjenta. – Poza dietetykami zatrudnionymi bezpośrednio w dziale gastronomii każda klinika ma swojego specjalistę. Średni dzienny koszt wyżywienia jednego pacjenta z ostatniego półrocza to 6,14 zł – mówi.

Nic do zarzucenia nie ma też sobie szpital w Grójcu. – Zdjęcie zostało zrobione w celu wywołania sensacji przez osobę, która najprawdopodobniej nie jest świadoma wszystkich zasad prawidłowego żywienia stosowanych podczas komponowania przez nas jadłospisu. Życzę każdemu pacjentowi, aby mógł spożywać posiłki tak dobrej jakości oraz w tak schludnych warunkach, jak w Grójcu – mówi Wioletta Sowińska, kierownik szpitalnej kuchni. I precyzuje: – W chwili obecnej średnie wyżywienie pacjenta kosztuje około 18 zł dziennie. Pacjenci otrzymują dziennie od trzech do pięciu posiłków zawierających produkty z wszystkich podstawowych grup artykułów spożywczych. Wykorzystywane produkty są świeże i pochodzą od stałych zaufanych dostawców – mówi.

Tyle że złą jakość szpitalnych posiłków potwierdzają eksperci. Do jednej z kontroli doszło w Poznaniu. Pretekstem był właśnie film umieszczony przez pacjenta w sieci. Trzy twarde jak skała i przypalone placki. Do tego kawałek bułki. Ten posiłek zaserwowano pacjentowi tamtejszego Szpitala Uniwersyteckiego im. Przemienienia Pańskiego. „Co za wspaniałe danie! Pytanie, czy to frisbee? Ringo? Czy to jest obiad? Pytanie, co by zrobili więźniowie zakładu karnego? Pytanie, czy zakład karny jeszcze by stał?” – ironizuje w filmie pacjent, stukając sztywnymi plackami w talerz. Film został umieszczony w sieci półtora roku temu, stał się hitem. Dyrekcja szpitala przy ul. Długiej po incydencie biła się w piersi i zapowiadała poprawę. Wówczas posiłki wydawane w tym szpitalu wziął też pod lupę Instytut Żywności i Żywienia. Wyniki nie były korzystne dla szpitala: posiłki podawane w ciągu jednego tygodnia zawierały dużo tłuszczu, białka zwierzęcego, cukrów. W ocenie ekspertów zbyt mało było warzyw, owoców czy ryb.

Rafał Staszewski z poznańskiego szpitala nie kryje, że to, co się wtedy wydarzyło, było chrztem bojowym dla ich dietetyczek. – Pewnie teraz jesteśmy jednym z tych szpitali, który bardzo pilnuje prawidłowej realizacji umowy z firmą cateringową – mówi. – Oczywiście pracujemy nad dalszymi zmianami, nie jest tak idealnie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Marzyłoby nam się, by stawka żywieniowa była znacząco większa, ale to trudne zadanie. Za ostatnie lata mamy niezapłacone świadczenia ponadlimitowe z NFZ w kwocie ponad 30 mln zł, z czego znacząca część to onkologia. W takiej sytuacji każdą złotówkę przeznaczmy na podstawowe zaopatrzenie medyczne. Wiedząc, że posiłki to ważna rzecz w szpitalu, staramy się dziś zapewnić przynajmniej minimalny standard – wyjaśnia.

Dyrektorzy tłumaczą, że każda złotówka wydana na jedzenie to jednocześnie mniej pieniędzy na inne niezbędne w leczeniu pacjenta rzeczy. Ale jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, to szpital w ramach świadczonych usług musi zapewnić pacjentowi wyżywienie i zakwaterowanie. – Prawidłowe żywienie podczas hospitalizacji jest bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na efekty leczenia – zarówno zachowawczego, jak i operacyjnego. Jest również czynnikiem obniżającym koszty tego leczenia – mówi Wioleta Respondek z Instytutu Żywności i Żywienia. I dodaje, że niedożywienie hospitalizowanych pacjentów jest istotnym problemem klinicznym na całym świecie. – Szacuje się, że u 30 proc. chorych prawidłowo odżywionych niedożywienie rozwija się w ciągu dwóch tygodni po przyjęciu do szpitala, a u 70 proc. spośród niedożywionych przy przyjęciu niedożywienie pogłębia się w czasie hospitalizacji. W wielu badaniach wykazywano, że u osób niedożywionych śmiertelność wzrasta 2,5-krotnie, średni czas hospitalizacji wydłuża się o sześć–siedem dni. Częściej występują u nich takie powikłania, jak: stany septyczne, niewydolność oddechowa i krążenia oraz nagłe zatrzymanie krążenia – mówi.

PODWÓJNIE SOLONE

Cztery lata temu w ramach finansowanego przez ministra zdrowia programu zapobiegania nadwadze i otyłości zbadano zawartość soli w posiłkach obiadowych wydawanych w dwóch szpitalach warszawskich. – Obydwa szpitale korzystały z usług różnych firm cateringowych. W obu placówkach obiady dostarczały zbyt dużych ilości soli – od 6 do 10 g na porcję. Nie mieściło się to w żadnych normach, gdyż według zaleceń WHO dzienne spożycie soli nie powinno przekraczać 5 g – wyjaśnia Wioleta Respondek. Jej zdaniem wyniki świadczą po prostu o braku świadomości dotyczącej znaczenia prawidłowego żywienia w szpitalu. Lekarz pracujący w jednym z dużych szpitali w centralnej Polsce mówi wprost:

– Szpital to nie hotel pięciogwiazdkowy. Większość pacjentów w domach odżywia się fatalnie i nagle oczekują, że w szpitalu dostaną nie wiadomo co. Jeśli nawet przez dwa tygodnie będą jedli skromniej, to nic wielkiego się nie stanie – bagatelizuje. Podobne argumenty pojawiają się też od czasu do czasu na stronie Krzemińskiego. – Słyszę też często, że pacjenci powinni być dokarmiani przez rodzinę i przyjaciół. Gorzej, gdy ktoś jest daleko od rodziny lub po prostu jej nie ma – mówi.

STRZAŁ W KOLANO

Na stronie zdarzają się też pochwały. Głównie szpitali prywatnych albo zagranicznych. Wtedy na zdjęciach pojawiają się tace wypełnione owocami, różnymi rodzajami pieczywa, jogurtami, kolorowymi i apetycznymi obiadami. Wśród pozytywnych zdjęć znalazł się też jeden z polskich szpitali – Wojewódzki Szpital Specjalistyczny przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. Na fotografii m.in. ziemniaki z kurczakiem w potrawce i porcją buraczków. Wszystko podane na kolorowej tacy i kolorowych naczyniach. Jak się okazuje, nie jest to kwestia ceny, a przede wszystkim chęci i odpowiedniego nastawienia. Dzienna stawka żywieniowa przy Koszarowej wcale nie jest bowiem wysoka w porównaniu do innych szpitali i wynosi 13,70 zł na pacjenta. W czym tkwi sekret? – Nasz szpital jako jedyny we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku używa systemu tacowego. Czyli z kuchni nie wyjeżdża wózek z wielkim garem z jedzeniem, ale z 20 przykrytymi tacami, na których są gotowe posiłki. Są one przygotowywane pod nadzorem dietetyczek, które nie tylko doglądają posiłków pod względem zdrowotnym, lecz także pod względem estetycznym i smakowym. Posiłek musi zachęcać, być kolorowy, nie może być za słony, przypalony czy bez smaku – mówi Urszula Małecka ze szpitala.

Takie podejście to jednak wciąż wyjątek. Bo co innego szumne deklaracje szpitali, a co innego odczucia pacjentów. Nie bez powodu strona Krzemińskiego cieszy się tak dużym powodzeniem. – Jej założenie było strzałem w dziesiątkę – mówi. I gorzko dodaje: – I jednocześnie strzałem w kolano polskiej służbie zdrowia.

Artykuł ukazał się w numerze 30  /2014 tygodnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania.
Najnowszy "Wprost" jest  także dostępny na Facebooku.
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.

Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore  GooglePlay

 21

Czytaj także