Ale co mają akty, kupki i pies do jej uczuć religijnych, które rzekomo są obrażane? Nie każdy może obcować ze sztuką, bo nie każdy zna jej język, wymagający pewnej wiedzy i wrażliwości. Jedna radna nie może się ze sztuką dogadać, tylko dlaczego jej ułomność ma wpływać na kulturalne życie miasta? A skutki widać już teraz - Leon Tarasewicz, choć mieszka tuż obok, nie identyfikuje się ze stolicą Podlasia; po wystawie Korzenieckiej, która obraziła uczucia Antypiuk, miasto cofnęło Arsenałowi dotacje; po kolejnym "happeningu" radnej artyści wycofali prace i wystawy nie będzie. Podobnie w Ostrowie Wlkp. - mimo wcześniejszych zapewnień nie odbędzie się prezentacja prac Doroty Nieznalskiej, która również naraziła się szeregowcom LPR. Po co więc cokolwiek organizować, skoro scenariusz jest przewidywalny? A może to socjolodzy powinni zbadać masochistyczne ciągoty radnych LPR-u, którzy zamiast kontemplować "jedyne słuszne" malarstwo w świątyniach, biegają po wystawach sztuki współczesnej?
Marta Sawicka