Wojny wulkaniczne

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bonaparte stwierdził kiedyś, że wojna jest lepsza niż nietrwały pokój. W Azji nie ma ani jednego ani drugiego. Nie ma trwałego pokoju, ani stanu pernamentnej wojny. Są za to fale pretensji, które z racji swej nieprzewidywalności mogą kiedyś doprowadzić do wojny.
Ten scenariusz jest jednak na szczęście odległy. Korea Południowa i Japonia to stabilne demokracje w dodatku sojusznicy Stanów Zjednoczonych. To gwarancja, że zanim zacznie się posyłać fregaty, usiądzie się do stołu rozmów. Z drugiej Azjaci lubią wiedzieć, gdzie leży granica wytrzymałości swego adwersarza; dlatego dochodzi do podobnych incydentów. I Japończycy nie są tu wyjątkiem. Kilka miesięcy temu Japończycy odkryli chińską łódź podwodną na swoich wodach przybrzeżnych. Także niedawno Chińczycy ostrzelali wietnamskich rybaków, którzy zapuścili się trochę za daleko na północ.

O co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi? Są dwa powody tych incydentów. Po pierwsze w Azji toczy się regionalny wyścig zbrojeń. Jego głównym powodem jest zdobycie przewagi na morzu, bo to właśnie morska przewaga jest kluczem do panowania w Azji. Większość gospodarek tych krajów - i to jest drugi powód - jest uzależnionych od dostępu do portów. Prosta blokada portu w Szanghaju czy Tokio - np. za pomocą min magnetycznych - dałaby już wyraźną przewagę strategiczną ich rywalom. Dlatego lepiej zawczasu znać reakcję przeciwnika i pod nią dostosować swoje plany.

Inną sprawą jest to, że kraje Azji do tej pory nie rozliczyły się z przeszłością. Brak rachunku sumienia nie jest bowiem wyłączną domeną Europejczyków. Wzajemne pretensje - największe kierowane w stronę Japonii (za jej mocarstwową przeszłość) powodują, że kraje te nie mogą się od lat dogadać w sprawie granicy morskiej. Wulkaniczne niezamieszkane wyspy Tokto są tylko jednym z elementów regionalnych animozji. Do tego dochodzą Wyspy Kurylskie, Wyspy Paracelskie i Spartly na Morzu Południowochińskim (roszczenia Chin, Wietnamu i Filipin) czy spór o kawałek skały niedaleko Singapuru, do którego pretensje rości sobie Malezja. Dziś stoi tam latarnia morska w której mieszka jeden Singapurczyk. Nie ma potomstwa więc konflikt niedługo może wejść w nową fazę.

Grzegorz Sadowski