W tym spektaklu wszyscy odegrali swoje role zgodnie z wcześniej przewidzianym scenariuszem. I wszystko pozostało po staremu.
Najpierw była czwartkowa debata na Wiejskiej, podczas której nawet wnioskodawcy samorozwiązania Sejmu sami chyba nie liczyli na sukces. Wynik głosowania był bowiem z góry przesądzony. Aktorom spektaklu pozostało tylko odegrać swoje role na mównicy. I odegrali je trzeba przyznać nawet chwilami przekonywująco. Choć Donald Tusk przyznał głośno, że nie wierzy w skuteczność odwoływania się honoru i patriotyzmu posłów lewicy. I miał rację, posłowie SLD wspierani przez posłów dietetycznych i tym razem go nie zawiedli. Lewa strona sali sejmowej wykazała się nawet czarnym poczuciem humoru twierdząc, że rząd Leszka Millera był dobry. Zaś na zarzut któregoś z mówców, że przecież obecna ekipa obiecała wybory na wiosnę, ktoś stamtąd odkrzyknął: A kuku! Daliście się nabrać.
Druga - piątkowa - odsłona spektaklu również potoczyła się bez niespodzianek. Premier podał swój rząd do dymisji, a prezydent jej nie przyjął, oczywiście ubolewając nad czwartkową decyzją parlamentu. Oznajmił jednak, że w tej sytuacji a jakżeby inaczej, to najlepsza decyzja dla Polski.
Teraz pozostaje nam tylko się modlić, by klub SLD, zanim przejdzie - miejmy nadzieję - do historii, nie dopisał jeszcze kolejnego zapowiadanego aktu do tej tragifarsy, rozdając pieniądze z i tak już dziurawego budżetu.
Elżbieta Majewska