Leonardo z Gdańska

Leonardo z Gdańska

Twarze polskich polityków będą mieli apostołowie na malowanym obrazie "Ostatnia wieczerza" Macieja Świeszewskiego

Polską sztuką współczesną rządzą lewacy. To dlatego zamiast sztuki mamy performance, happeningi, instalacje czy tzw. wydarzenia. Mamy też rozbudowaną ideologię wokół tej sztuki, żeby zatrzeć wrażenie pustki samych dzieł. Ta ideologia jest pomieszaniem anarchizmu (jeszcze z czasów Bakunina i Kropotkina), marksizmu (najczęściej w wersji tzw. szkoły frankfurckiej), trockizmu (w wersji ze studenckiej wiosny 1968 r.), idei hipisowskich i antyglobalistycznych. Lewacka sztuka jest tak głośna, ma tylu wyznawców i jest tak bezczelna, że sprawia wrażenie jedynej. Tymczasem obok lewaków istnieje spora grupa artystów, dla których liczy się świetne rzemiosło. I wbrew opiniom postępowych krytyków ta warsztatowa, często realistyczna twórczość jest jedyną polską sztuką sprzedawaną w innych krajach. Takim właśnie twórcą jest Maciej Świeszewski. Funkcjonuje on prawie wyłącznie na rynku amerykańskim, niemieckim, japońskim i brytyjskim. Zapalonym kolekcjonerem obrazów Świeszewskiego był Robin Howard, uznawany za papieża nowoczesnego baletu.
Świeszewski kończy obecnie najważniejszy - jak sam mówi - obraz życia, czyli "Ostatnią wieczerzę". Płótno będzie wkrótce uroczyście zaprezentowane w Watykanie. Malarz nie zdążył skończyć obrazu przed śmiercią Jana Pawła II, a to on miał pierwszy obejrzeć "Ostatnią wieczerzę". Wielkie płótno budzi w Polsce wielkie kontrowersje, bo część apostołów ma twarze współczesnych polskich polityków. Najwięcej plotkuje się o tym, czyją twarz ma Judasz. Świeszewski nie chce ujawnić szczegółów, więc krążą plotki. I politycy, których wedle tych plotek nie ma na obrazie, naciskają na malarza, by się na nim znaleźli. Zawiedzionych Świeszewski uspokaja, że pojawią się na kolejnym wielkoformatowym płótnie - "Sądzie Ostatecznym". Malarz ujawnił nam tylko, że dwaj apostołowie mają twarze gdańskiego pisarza Pawła Huellego i profesora gdańskiej ASP Kiejstuta Bereźnickiego. Jedna z postaci ma rysy samego Macieja Świeszewskiego: łapie on symbolizującą ziemię bańkę mydlaną, w której odbija się fragment "Ostatniej wieczerzy" Leonarda da Vinci.

Polski Gauguin
Świeszewski postanowił zostać malarzem, gdy w szóstej klasie podstawówki wyjechał z rodzicami na Kubę. Urzekły go tamtejsze kolory, krajobrazy, sztuka ludowa i architektura Hawany. Świeszewski doznał więc podobnego olśnienia jak ponad 110 lat temu Paul Gauguin. Drugie urzeczenie nastąpiło w 1992 r., gdy wraz z przyjaciółmi odbył podróż dookoła świata.
Świeszewski studiował w gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych - malarstwa uczył się w pracowni Jacka Żuławskiego. Obecnie jest profesorem tej uczelni. Podczas studiów wyjechał do Nowego Jorku, gdzie przez rok prowadził prywatne studia nad współczesnym malarstwem. Gdy w 1982 r. wyjechał na stypendium do Londynu, poznał m.in. wybitnego malarza Francisa Bacona. Swój świetny warsztat Świeszewski zademonstrował w 1984 r. w Paryżu: w Luwrze konserwował obrazy mistrzów XIX-wiecznego malarstwa francuskiego.

Dialog z Rogierem van der Weydenem
Gdy w Waszyngtonie Świeszewski zobaczył "Ostatnią wieczerzę" Salvadora Dalego, postanowił namalować podobne płótno. Jego "Ostatnia wieczerza" powstaje w kościele greckokatolickim w Gdańsku, bo nie mieściła się gdzie indziej. Ukończony obraz wraz z ramą będzie miał wymiary 8 m x 5 m. Płótno pod obraz (w jednym kawałku) zostało utkane w warsztacie w Antwerpii. - Stosuję technologię malarską wymyśloną przez dawnych mistrzów pędzla, szczególnie Eugene'a Delacroix, którego konserwowałem w Luwrze - mówi "Wprost" Maciej Świeszewski.
"Ostatnia wieczerza" Świeszewskiego jest obrazem inspirowanym nie tylko Ewangelią, ale też matematyką, gnozą i kabałą. Świeszewski prowadzi malarski dialog z obrazem "Zdjęcie z krzyża" Rogiera van der Weydena (płótno ukończone w 1435 r. znajduje się w madryckim Prado). Oba płótna już na pierwszy rzut oka łączy wpisana w pentagram kompozycja. - Skupiłem się na poszukiwaniu wyobrażenia wizerunku Boga. Jest to jednocześnie nieosiągalne i niewyobrażalne. To problem podobny do zagadnienia kwadratury koła: im bardziej się w to zagłębiamy i mamy wrażenie, że już pojęliśmy istotę sprawy, tym bardziej okazuje się, że jesteśmy od tego dalecy - opowiada Maciej Świeszewski.

Teraz warsztat
Świeszewski opowiada, że pracując nad "Ostatnią wieczerzą", zaczął bardzo dotkliwie dostrzegać pustkę płynącą z pseudoawangardowej, lewackiej sztuki. Tej tendencji we współczesnej sztuce, która odstręcza widzów, przeciwstawiają się także Krzysztof Izdebski i Janusz Janowski. Izdebski jest autorem unikatowej metody odczytywania koloru z czarno-białych fotografii. Jest też mistrzem precyzyjnego malowania surrealnej rzeczywistości. Reprezentowana przez Świeszewskiego, Izdebskiego czy Janowskiego dobra sztuka warsztatowa znajduje coraz więcej zwolenników wśród studentów akademii. Na zajęcia w pracowni Macieja Świeszewskiego zapisało się 60 proc. studentów. Karl Popper, głośny XX-wieczny filozof, zauważył, że "ambicja stworzenia dzieła, które wyprzedzi naszą epokę, zaszokuje najwięcej odbiorców, a najlepiej, żeby się przy tym nie stało zbyt szybko zrozumiałe, nie ma nic wspólnego ze sztuką, nawet jeżeli wielu krytyków będzie uparcie nam to wmawiać. Na szczęście, polską sztukę współczesną tworzą jeszcze osoby - jak Świeszewski - które nie uległy dyktatowi lewaków.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2005
Więcej możesz przeczytać w 22/2005 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 6
  • glena@buziaczek.pl IP
    Wedle stereotypów twarz judasza powinna należeć do \"lewackiego\" Grzegorza Klamana. Swoją drogą warto się zastanowić co gorsze - sztuka lewacka czy elewacyjna...
    Nie miałam okazji widzieć obrazu w pełnej okazałości nie mniej kompozycyjnie to kicz (ujmując to bardziej historycznie - camp - przy i pobożnym założeniu, że Pan Świeszewski wiedział co czyni) nawiązujący do Salvadora Dali (który był królem złego smaku, o czym sam doskonale wiedział i dzięki temu artyści wspominają go z łezką w oku). O tym, że pieniądze i sława z religią i kościołem zawsze żyła w dobrej komitywie wiedzą wszyscy lewacy. Nie każdy wie natomiast, że równie powszechnym był proceder polegający na tym, że mistrzowie swych obrazów nie malowali osobiście lecz zlecali to swoim uczniom. Wiem, że poza epigońskim symbolizmem autor postarał się być wierny również i tej tradycji. Najgorsze jest to, że szary obywatel, często nieświadomy bytności sztuki,sponsoruje ten wybryk estetyczny (bo jego wartość artystyczno historyczna jest tak niska, że do sztuki nawet nie pretenduje - co jest moją subiektywną opinią). I pytam ludzie \"prawaccy\" - jak to możliwe, że Pan Świeszewski nie ma procesu o zniewagę uczuć religijnych (nawiązując do Nieznalskiej,ukrzyżowanej na patriarchalnych genitaliach sprawiedliwości)? Gdybym była równie religijna co wrażliwa estetycznie dawno bym tą zniewagę nagłośniła. Niestety nie ma jeszcze paragrafu na obrazę odczuć estetycznych.W tym postreligijnym obrazie idea sacrum dosięgła aureolą totalnego dna przedzierając się przez trzy metry konformistycznego mułu. Jeśli zaś weźmiemy go mimo to co uderzające za dobrą monetę i potraktujemy jako post-lewacką krytykę konsumpcjonizmu to autor artykułu w zdumiewającym stopniu nie ma racji co do przesłania dzieła. Są więc dwie opcje. Albo mamy tu do czynienia z cynizmem i lewackim antyglobalizmem albo z totalnym brakiem sztuki. Z Leonardem ma to tak czy inaczej niewiele wspólnego bo on był głównie naukowcem i homoseksualistą w celibacie. Ha!
    • Asp kraków IP
      nie od dzisiaj wiadomo że środowisko artystyczne wywodzące się z gdańskiej asp raczej nie robi furory, wiadomo kto się liczy:)pozdrowionka z Krakowa
      • annalubnieanna IP
        \"Ostania Wieczerza\" to nie płótno, a fresk malowany w kościele.
        • Karcin Kazimierczak IP
          religia jest źródłem wszelkiego ZŁA