Prezydent Abd al Aziz Bouteflika organizując referendum zadał rodakom dokładnie to samo pytanie: co dalej? I jak wskazuje wynik, zdołał przekonać ich, że lepiej pozwolić na amnestię islamistom - niech wracają do domów, oczyścić służby specjalne, które walczyły z radykałami, a ich wspólnym ofiarom najwyższy czas wypłacić odszkodowania. Czy to znaczy, że Algierczycy wybaczyli śmierć przeszło 150 tys. cywilów? Czy mogliby zapomnieć lata piekła, podczas których codziennością były egzekucje kobiet i dzieci? Wątpliwe. "Tak", które w referendum usłyszał Buteflika, nie oznacza "tak, zapomniałem". W Algierze, jak w Paryżu, długo będzie się jeszcze rozliczać terroryzm, sponsorowane przez władze zabójstwa polityczne czy torturowanie więźniów. "Tak" w algierskim referendum oznacza: tak, chcę żyć dalej.
Agata Jabłońska