"Tak, chcę żyć dalej"

"Tak, chcę żyć dalej"

Dodano:   /  Zmieniono: 
W 1958 r., gdy w Algierze jedna za drugą wybuchały francuskie kafejki, a Paryż dyplomatycznie rozgrzeszał zbrodnie swej armii popełniane w okupowanej Algierii, francuski filozof Raymond Aron wydał małą książeczkę pod tytułem "L`a Algerie et la Republique". Odcinając się od pełnych emocji debat w Paryżu, chłodno wyłożył rodakom dlaczego muszą się wycofać z Algierii.
Książka wywołała burzę, a Arona oskarżono o zdradę ojczyzny. Jednak cztery lata później, Charles de Gaulle postąpił dokładnie jak pisał Aron - uwolnił Francuzów od algierskiego koszmaru. Wiele lat później zapytano Arona, dlaczego nigdy nie wypowiadał się na tematy budzące w latach 50. i 60. olbrzymie emocje, jak terroryzm, sponsorowane przez francuskie władze zabójstwa polityczne czy torturowanie algierskich więźniów. - Każdy o tym mówił. Po co miałbym dodawać swój głos? Problemem nie było analizowanie przyczyn tragedii ani szukanie winnych - stwierdził Aron - Sednem sprawy było znalezienie odpowiedzi na pytanie co robić dalej.

Prezydent Abd al Aziz Bouteflika organizując referendum zadał rodakom dokładnie to samo pytanie: co dalej? I jak wskazuje wynik, zdołał przekonać ich, że lepiej pozwolić na amnestię islamistom - niech wracają do domów, oczyścić służby specjalne, które walczyły z radykałami, a ich wspólnym ofiarom najwyższy czas wypłacić odszkodowania. Czy to znaczy, że Algierczycy wybaczyli śmierć przeszło 150 tys. cywilów? Czy mogliby zapomnieć lata piekła, podczas których codziennością były egzekucje kobiet i dzieci? Wątpliwe. "Tak", które w referendum usłyszał Buteflika, nie oznacza "tak, zapomniałem". W Algierze, jak w Paryżu, długo będzie się jeszcze rozliczać terroryzm, sponsorowane przez władze zabójstwa polityczne czy torturowanie więźniów. "Tak" w algierskim referendum oznacza: tak, chcę żyć dalej.

Agata Jabłońska