W zamierzchłej przeszłości konserwatywni jurorzy komitetu noblowskiego potrafili się wznieść ponad swe poglądy i docenić literacką wielkość twórców. Nawet jeśli te poglądy były im obce. Dlatego nagrodzili Romain Rollanda, George`a Bernarda Shawa czy Sinclaira Lewisa.
"Nagroda Nobla więcej mówi o sympatiach ideowych i politycznych jurorów niż o rzeczywistej klasie pisarskiej laureatów. Z każdym rokiem coraz bardziej." - pisaliśmy w zeszłym roku tuż po ogłoszeniu wyników literackiego Nobla. Faktycznie zeszłoroczna nagroda Nobla dla Elfriede Jelinek to przykład postępującego lewicowego zidiocenia jurorów. Fakt, że wieloletni członek Szwedzkiej Akademii, profesor Knut Ahnlund wycofał się z dalszego uczestnictwa w tej farsie nie jest wcale zaskakujący. Dlaczego zrobił to dopiero teraz? Przekonamy się o tym 13 października, w dzień ogłoszenia kolejnego laureata w tej dziedzinie. Ahnlund doskonale przecież wie, kto będzie tym szczęśliwcem - i pewnie nieźle się przeraził.
Łukasz Radwan