Wreszcie wkroczyli

Dodano:   /  Zmieniono: 
W stanie wojennym był taki dowcip. Sowieci wchodzą do Polski, a Urban mówi: "No wreszcie wkroczyli. Ale nie możemy zostawić im wszystkich spraw. Sami musimy się wziąć porządnie do roboty". Dziś wkracza Łukaszenka, a jego ludzie, jak z dowcipu o Urbanie, dziękują i obiecują, że wezmą sprawy w swoje ręce.
W Brasławiu wygrał Albert Biełuś. Nie zna jeszcze polskiego, ale to przecież nie jest przeszkodą by być przewodniczącym związku Polaków. To nawet lepiej. Język polski reprezentuje wrogi imperializm, co może tylko utrudnić kontakty z władzą. A także skomplikować działalność kulturalną, którą Pan Albert tak zamierza krzewić. Lepiej po rosyjsku, bo już niedługo Białoruś to będzie Rosja.

Kiedy Albert Biełuś pisał swoje rosyjskie mowy dziękczynne, do kraju wracała dziennikarka TVP, którą "zgodnie z prawem", choć jeszcze nie wiadomo za co, nie wpuszczono na Białoruś. Wracał też doradca premiera Marcinkiewicza, który też spotkał się z tym rodzajem praworządności. W przyszłym roku z podobną sytuacją spotka się 40 tysięcy obcokrajowców. Wtedy bowiem na Białorusi odbędą się wybory parlamentarne, a Aleksander Łukaszenka zapowiedział je wygrać "elegancko", czyli w granicach 80 proc. poparcia. Społecznego i spontanicznego oczywiście. Te ludzkie braki zapewnią znani ze spostrzegawczości obserwatorzy z krajów WNP. Z nimi władza elegancko wypije szampana i zagryzie kiełbasą.

Jeśli chodzi o szefa ZPB Józefa Łucznika (pan Albert to mały kaliber) to rzeczywiście ma on coś z Urbana. "Jeśli chodzi o nacisk władz, to nie mogę tego potwierdzić". To zdanie rzeczywiście "przyczynia się do odrodzenia świadomości polskiej". Panie Łucznik my to doskonale pamiętamy.

Grzegorz Sadowski