Kiedy Albert Biełuś pisał swoje rosyjskie mowy dziękczynne, do kraju wracała dziennikarka TVP, którą "zgodnie z prawem", choć jeszcze nie wiadomo za co, nie wpuszczono na Białoruś. Wracał też doradca premiera Marcinkiewicza, który też spotkał się z tym rodzajem praworządności. W przyszłym roku z podobną sytuacją spotka się 40 tysięcy obcokrajowców. Wtedy bowiem na Białorusi odbędą się wybory parlamentarne, a Aleksander Łukaszenka zapowiedział je wygrać "elegancko", czyli w granicach 80 proc. poparcia. Społecznego i spontanicznego oczywiście. Te ludzkie braki zapewnią znani ze spostrzegawczości obserwatorzy z krajów WNP. Z nimi władza elegancko wypije szampana i zagryzie kiełbasą.
Jeśli chodzi o szefa ZPB Józefa Łucznika (pan Albert to mały kaliber) to rzeczywiście ma on coś z Urbana. "Jeśli chodzi o nacisk władz, to nie mogę tego potwierdzić". To zdanie rzeczywiście "przyczynia się do odrodzenia świadomości polskiej". Panie Łucznik my to doskonale pamiętamy.
Grzegorz Sadowski