Pogrzebów jednak nie będzie

Pogrzebów jednak nie będzie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Analitycy rynków finansowych ogłosili ostatnio dwa pogrzeby. Jeszcze przed ukonstytuowaniem się nowej Rady Polityki Pieniężnej w ostatecznym składzie pochowano rozsądną politykę monetarną. Według jednej z gazet, rynek ocenił senackich kandydatów na 2,5 punktu - na 10 możliwych
Senat dokonał jednak roszad wśród kandydatów, punktacja poszła w górę i pogrzeb się oddalił. Prezydenccy nominaci mają bowiem równoważyć zapędy harcowników skłonnych do radykalnych cięć stóp procentowych.
Tym ostatnim właśnie, potencjalnym zwolennikom drogi na skróty, dedykuję wyniki badań cytowane w podręczniku ekonomii dla studentów: "Kraje o bardziej niezależnych bankach centralnych w długim okresie mają przeciętnie niższą inflację, lecz taką samą stopę wzrostu gospodarczego jak kraje o mniej niezależnych bankach centralnych"*.
Drugi pogrzeb, coraz częściej zapowiadany to koniec amerykańskiego dolara. To prawda, że euro w ostatnich latach ostro szło w górę, a dolar spadał, jednak nie oznacza to wcale końca dominacji "zielonych" w transakcjach.
Niektóre banki inwestycyjne oceniają, że w najbliższych latach relacja euro-dolar będzie kształtowała się na poziomie 1,40, a nawet 1,80! Co to oznacza dla zadłużonych w euro? "Uciekajcie gdzie pieprz rośnie ze swoimi długami". "Przewalutowujcie na złote, może na dolary!?"
Przyznam szczerze, że lubię takie katastroficzne prognozy. Wtedy nabiera sensu gra pod prąd. Panika jest bowiem najgorszym z możliwych doradców. Kiedy więc czytam rady różnych utytułowanych mędrców, głównych ekonomistów i analityków, współczuję czytelnikowi, który na tej podstawie zarządza swoimi pieniędzmi. Kiedy euro w 2001 roku było blisko dna wobec dolara, fachowcy zachęcali do brania kredytów w euro. Dzisiaj, po trzyletnich wzrostach, mówią o przewalutowywaniu i ostrzegają przed pożyczkami w euro. Po trzyletnich spadkach kursu dolara powiadają z kolei, że dolar może być wciąż atrakcyjną walutą do wzięcia kredytu.
W tym miejscu, chciałbym wyrazić odmienną opinię. Zanim podejmie się decyzję o przewalutowaniu, trzeba policzyć wszystkie koszty. Przede wszystkim, czy suma spłaconych do tej pory rat w euro czy frankach szwajcarskich przewyższa sumę zapłaconą za kredyt w złotych. Potem należy zastanowić się, w jakiej fazie jest relacja euro-dolar, euro-złoty, dolar-złoty (frank szwajcarski zachowuje się podobnie jak euro).
Oscylacje kursu euro wobec złotego po trzyletnich wzrostach bardzo się zawęziły. Takie sytuacje na innych rynkach papierów wartościowych zapowiadały radykalny ruch - w większości wypadków w dół.
Z symulacji wynika, że obecnie koszty kredytu walutowego u największego polskiego detalisty bankowego przy oprocentowaniu dla złotego 7,52 proc., euro 4,97 proc., USD i CHF 4,1 proc. zrównałyby się z kosztami kredytu złotowego, gdyby ceny walut skoczyły: euro do 5,95 zł, USD do 5 zł i CHF 4,06 zł.
Warto uświadamiać sobie, że decyzja o wzięciu kredytu - nie tylko walutowego, złotowego także - to decyzja o włączeniu się w grę spekulacyjną, w której obowiązują dokładnie te same reguły, jak w grze na rynku kontraktów terminowych - futures.
Pieniądze w walucie należy pożyczać, kiedy jest ona "bardzo droga" i wszystko wskazuje na to, że powinna tanieć. Gramy na zniżkę kursu. Przewalutowywać powinno się wówczas, kiedy waluta jest "tania" i najprawdopodobniej spadek kursu osiągnął już swoje dno. Gramy wtedy na zwyżkę kursu. Wtedy nie pożyczamy waluty, ale ją kupujemy.
Jeśli zatem ktoś namawia Cię dzisiaj, Czytelniku, abyś po trzyletnich spadkach kursu dolara zadłużył się w tej walucie, zastanów się, bo być może cena 3,40 zł za dolara to będzie dno, a potem zacznie się odwrót. Jeśli z każdej strony słyszysz, że euro jest złą walutą do kredytu, pomyśl, czy nie jest odwrotnie. Ostatecznie można wybrać złote - drożej, ale spokojniej.
PS Autor od dwóch lat zadłużony jest w USD i myśli o przewalutowaniu, kiedy dolar osiągnie dno spadków.
*David Begg, Stanley Fisher, Rudiger Dornbusch Makroekonomia,
PWE Warszawa 2000, str. 277-278.