Kontratak MBA

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szefowie polskich programów MBA liczą, że boom gospodarczy odrodzi zainteresowanie ich elitarnymi studiami. Czy mają rację?
Wzrost gospodarczy ożywi podupadające kursy MBA, nie przywróci im jednak dawnego prestiżu
Dwa magiczne słowa - wzrost gospodarczy - tchnęły życie w 35 kursów Master of Business Administration (MBA) dostępnych w kraju. Szefowie programów już nie lamentują nad brakiem kandydatów czy trudnościami z dopięciem finansowej strony studiów, jak to miało miejsce jeszcze w ubiegłym roku. Nie stają na głowie, żeby marketingowo sprzedać kurs. Mówią: jest dobrze.
Sytuacja gospodarcza w kraju ma ogromny wpływ na zainteresowanie kursami - podkreśla prof. Witold M. Orłowski, dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej. Przyznaje, że kierowana przez niego uczelnia dość wyraźnie odczuła skutki zapaści ekonomicznej w poprzednich dwóch latach, co odbiło się na liczbie osób składających aplikacje na kurs MBA. - W najlepszych latach na kursy Executive MBA przyjmowaliśmy nawet 70 osób, a kolejnych 50 czekało na liście rezerwowej. Na kursach dziennych International MBA mieliśmy po 50 studentów. W ostatnim roku liczba uczestników EMBA zmalała jednak do 52, a na IMBA do 25 osób - wyjaśnia Orłowski.
W tym roku jest już inaczej. Na dni otwarte programu przyszło 150 osób, znacznie więcej niż w dwóch ostatnich latach.
Na poprawę liczą także szef programów w AE w Poznaniu (MBA Poznań - Atlanta) Tadeusz Kowalski i Jerzy Kalisiak, rektor Wyższej Szkoły Zarządzania - The Polish Open University, który do tej pory wydał 850 dyplomów MBA. Swój optymizm obaj panowie uzasadniają poprawą kondycji firm, bo to one w dużym stopniu płacą czesne za swoich pracowników.
Odrobinę sceptycyzmu w słoneczne prognozy dla studiów MBA dorzucił prof. Marek Capiński szefujący programowi MBA w Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu. Jego zdaniem, nie będzie lepiej, jeśli chodzi o zainteresowanie studiami, bo zwykle w okresie stagnacji motywacja do podnoszenia kwalifikacji menedżerskich jest większa niż wtedy, gdy wszystko idzie jak po maśle.
Również sygnały dochodzące z przedsiębiorstw nie są hurraoptymistyczne. Dyrektorzy personalni kręcą nosem na nieco zwietrzały aromat studiów MBA.
Prawda leży zapewne pośrodku. Dlatego trafne wydają się prognozy Andrzeja Grzelakowskiego z Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów (GFKM), że w ciągu najbliższych dwóch lat zainteresowanie studiami MBA nieznacznie wzrośnie - o 7-10 proc., a przez następne trzy lata będzie się utrzymywać na niezmienionym poziomie.

KLASYKA ALBO AWANGARDA
Według szacunków Business-
Weeka, w polskich uczelniach dyplom Master of Business Administration odebrało do tej pory około 6,5 tys. osób. To niewiele, wziąwszy pod uwagę, że liczba stanowisk menedżerskich (kierowniczych wyższego i średniego szczebla) sięga około 100 tys. i stale rośnie. Potencjał jest więc wciąż ogromny, a zdaniem Marka Capińskiego, rynek kandydatów daleki od wydrenowania. Rynek stał się jednak bardziej wymagający, wyrafinowany i już nie można kusić potencjalnych studentów samą nazwą kursu. Zdaniem Andrzeja Grzelakowskiego, takie studia muszą spełniać co najmniej trzy warunki. Po pierwsze, muszą być prowadzone przez bardzo dobrą uczelnię. Po drugie, trzeba mieć bardzo dobrego zagranicznego partnera. I po trzecie, zaoferować albo klasyczny MBA w całości w języku angielskim, albo pokusić się o specjalizowane MBA.
Takie podejście reprezentuje np. Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej, która jako jedna z bardzo nielicznych prowadzi dzienne studia MBA, a w przyszłym roku uruchomi nowy kurs specjalizowany - Executive Masters in Finance. Studia są przeznaczone dla dyrektorów finansowych (w tym roku szkole nie udało się na ten kurs zgromadzić odpowiedniej liczby chętnych). Witold Orłowski trzyma jeszcze jednego asa w rękawie - chce stworzyć własne programy badawcze we współpracy z London Business School i francuską HEC School of Management.
- Studenci mogliby uczestniczyć w tym programie badawczym i w ten sposób zaliczać niektóre zajęcia - zdradza nam swoje plany.
Dla przetrwania nie tak awangardowych i mniejszych szkół ważne będą dwa nowe impulsy. Po pierwsze, przystąpienie Polski do UE i wiążący się z tym wzrost wymagań stawianych polskim menedżerom. Po drugie, oczekiwana poprawa stanu finansów publicznych, przede wszystkim na szczeblu regionalnym. Instytucje publiczne są bowiem dla szkół biznesu olbrzymim rezerwuarem potencjalnych studentów.
Dla niektórych szkół dość nieoczekiwanie takim rezerwuarem chętnych stały się firmy zagraniczne. Te przedsiębiorstwa coraz częściej posyłają swoich menedżerów na polskie studia MBA. W Szkole Biznesu przy PW spośród 25 studentów IMBA 8 to obcokrajowcy.
Szefowie programów zdecydowanie nie obawiają się odpływu polskich studentów menedżerów do ośrodków europejskich. W kraju zatrzymają ich niższe koszty kształcenia oraz wysoka ranga wykładowców. Jedyny mankament, na który wskazują, to w porównaniu z ofertą zagraniczną brak możliwości zapewnienia studentom wartościowych praktyk.

TYLE WARCI, ILE JĘZYK
Nasi rozmówcy nie ukrywają, że na rynku kształcenia menedżerów zdarzają się przypadki dumpingu - ustalania cen kursów poniżej kosztów. Szef MBA z GFKM uważa, że dobre uczelnie obronią się przed takimi praktykami. - Kto stosuje dumping, sam eliminuje się z tego segmentu edukacji - uważa.
Inna choroba dręcząca polskie programy to brak jednolitej akredytacji kursów. Wiąże się z tym - przy braku kontroli, którą zapewniają instytucje akredytujące - rozmijanie się oferty marketingowej z faktycznym poziomem kursów. Nad zawartością merytoryczną programu czuwają zwykle zagraniczne uczelnie udzielające licencji, ale nad poziomem językowym - już nikt. A niemal wszystkie kursy proponują studia w dużej części prowadzone w języku angielskim.
Praktyka jest jednak zupełnie inna. Dochodzi do tak paradoksalnych sytuacji, że prace pisemne w jednej ze szkół zarządzania mają wyrywkowo weryfikować Brytyjczycy ze współpracującej uczelni z Wysp, ale powinni oni znakomicie znać polski, bo w tym języku studenci piszą swoje zaliczeniowe prace semestralne.

DALEKO OD WZORCÓW
Na pytanie BusinessWeeka, czy szkoła pomaga absolwentom MBA w znalezieniu pracy, Jerzy Kalisiak oburza się. - Nie wyobrażam sobie, aby nasz absolwent potrzebował w tym zakresie pomocy - mówi rektor.
Amerykańskie uczelnie - wręcz przeciwnie. Większość aktywnie nad tym pracuje i dotyczy to również tych szkół, które prowadzą kursy EMBA.
O swoich studentów znacznie bardziej troszczą się ośrodki z mniejszych miast. W Akademii Polonijnej w Częstochowie od trzech lat działa Centrum Orientacji i Kariery Zawodowej, które każdą ofertę z firmy rozsyła e-mailem swoim studentom. W Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu w Szczecinie oferty pracy pozyskiwane są w trojaki sposób: poprzez Stowarzyszenie Absolwentów, negocjacje szefów programu z przedsiębiorstwami oraz poprzez udostępnianie im baz danych studentów. - Miesięcznie otrzymujemy 6-7 propozycji, gros z nich pochodzi z województwa zachodniopomorskiego - informuje nas Barbara Byrka ze szczecińskiej uczelni. - Są to oferty pracy dla dyrektorów i kierowników średniego szczebla - precyzuje.
Oryginalny pomysł na pomoc swoim studentom ma Instytut Zarządzania i Marketingu SGGW. Co roku szkoła wydaje Trombinoskop - katalog z życiorysami absolwentów. Wydawnictwo rozsyłane jest do firm działających w agrobiznesie. - W ten sposób pozyskujemy nawet do 10 propozycji pracy miesięcznie - chwali się Marzena Czmoch z SGGW.
Czy wraca koniunktura na kursy MBA? Wiele przesłanek wskazuje na to, że tak, chociaż nie brakuje argumentów sceptyków, którzy twierdzą,
że boomu nie ma. Rozstrzygnięcie tego sporu to pomysł godny studium przypadku. Niewykluczone, że ktoś zaprononuje taki temat na zajęciach z zachowań rynkowych podmiotów gospodarczych.