Kopiowanie transakcji menedżerów może przynieść profity
Od początku roku osoby zarządzające spółkami notowanymi na GPW lub zasiadające w ich radach nadzorczych przeprowadziły ponad 40 transakcji kupna akcji kierowanych przez siebie firm. Większość z nich zaowocowała wzrostem notowań.
Akcje Pagedu znajdowały się w trendzie spadkowym od połowy grudnia zeszłego roku do 10 stycznia tego roku, a od szczytu w połowie września ich kurs spadł o ponad 27 proc. Edmund Mzyk wraz z rodziną uznał, że cena Pagedu jest na tyle atrakcyjna, że warto zainwestować we własną firmę. Od momentu ukazania się pierwszej informacji o przeprowadzanych transakcjach kurs zaczął rosnąć.
Pierwsza skupowanie udziałów rozpoczęła żona prezesa Maria Mzyk. Od 30 grudnia ubiegłego roku do połowy stycznia rodzina Mzyków kupiła łącznie ponad 460 tys. akcji. W firmę wierzy nie tylko prezes i jego rodzina, uwierzył również Michał Błach, członek jej rady nadzorczej. W połowie stycznia, kiedy kurs akcji rozpoczynał dopiero marsz w górę, kupił 25 tys. akcji po średniej cenie 16,75 zł i tym samym stał się akcjonariuszem nadzorowanej przez siebie firmy.
W ostatnich czterech tygodniach kurs Pagedu wzrósł o 8 proc., WIG-u o połowę mniej. Notowaniom spółki nie zaszkodziły ani gorsze prognozy na 2005 rok, ani sprzedaż akcji przez większościowego udziałowca Al-Pras.
Żonglowanie akcjami
Liderem wzrostów przez ostatnie miesiące była Energoaparatura. Od początku października zeszłego roku kurs jej akcji wzrósł o ponad 320 proc. Wzrostowi notowań towarzyszyły przetasowania w akcjonariacie spółki.
Pierwszy skupowanie akcji rozpoczął członek rady nadzorczej Leszek Rejniak i szybko przekroczył 5-proc. próg w kapitale akcyjnym spółki. Papiery skupowała również nadzorowana przez niego firma Jaro. W połowie stycznia kontrolował już wspólnie z nią ponad 21 proc. akcji.
Zainwestować w Energoaparaturę postanowili również nowi członkowi jej rady nadzorczej - Przemysław Borgosz i Grzegorz Tajak.
4 października 2004 r. Sąd Rejonowy w Katowicach ogłosił upadłość Energoaparatury z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Na koniec 2004 r. zarząd spółki prognozuje 8,5 mln zł straty. Do końca grudnia do sądu zgłosili się wierzyciele z roszczeniami na kwotę 8,3 mln zł, 10 mln zobowiązań objętych jest postępowaniem układowym. Warto więc śledzić, czy rada nie straci optymizmu i nie zacznie sprzedawać akcji.
Wykorzystać okazję
Inwestycje managementu w akcje własnych firm to zapowiedź poprawy notowań giełdowych. W ciągu pierwszych trzech tygodni roku WIG stracił na wartości ponad 5 proc. Natomiast kursy niektórych spółek rosły.
Tadeusz Cichoń, wiceprezes ATM, na początku roku kupował akcje po 24,16 zł - po miesiącu były one warte 17 proc. więcej. Andrzej Szwarc, członek rady nadzorczej firmy Wawel, kupował papiery po 92-101 zł. Inwestorzy, którzy naśladowaliby jego poczynania, po trzech tygodniach mieliby od 22 do 34 proc. zysku. Sławomir Kosz, prezes Macrosoftu, inwestował w zarządzaną przez siebie firmę, kupując akcje po średniej cenie 24,62 zł za akcję. Kurs szybko wzrósł o 13 proc. 25 proc. można było zyskać, kupując akcje Pemugu wtedy, gdy robił to Roman Doleżała, wiceprzewodniczący rady nadzorczej spółki, a 24 proc. - gdyby naśladować transakcje Marcina Wowera, dyrektora finansowego i członka zarządu Mieszka, i Marka Moczulskiego, prezesa tej firmy. Obaj wiedzieli, co robią - trzy tygodnie później firma zapowiedziała poprawę wszystkich wskaźników - od sprzedaży po zysk. Ich zakupy były więc dobrym sygnałem dla inwestorów giełdowych. Innego zdania może być KPWiG i potraktować takie postępowanie jako insider trading, czyli jako wykorzystanie informacji poufnych.
We wzrosty kursów wierzą też przedstawiciele spółek, które w ostatnich tygodniach znajdowały się w trendzie spadkowym. Spadek notowań wykorzystał do uzupełnienia swojego portfela Piotr Turski, wiceprezes Ceramiki Nowa Gala, Edward Kowalewski, prezes Pratermu, i Wojciech Faszczewski, członek rady nadzorczej Pepeesu. I na razie ze swoich inwestycji mogą być zadowoleni.
Co prawda inwestycja osoby nadzorującej Stalexport nie przyniosła jeszcze profitów, ale co będzie dalej, nie wiadomo. Z pewnością jednak wiara managementu we własne firmy najczęściej oznacza dobrą inwestycję.
Akcje Pagedu znajdowały się w trendzie spadkowym od połowy grudnia zeszłego roku do 10 stycznia tego roku, a od szczytu w połowie września ich kurs spadł o ponad 27 proc. Edmund Mzyk wraz z rodziną uznał, że cena Pagedu jest na tyle atrakcyjna, że warto zainwestować we własną firmę. Od momentu ukazania się pierwszej informacji o przeprowadzanych transakcjach kurs zaczął rosnąć.
Pierwsza skupowanie udziałów rozpoczęła żona prezesa Maria Mzyk. Od 30 grudnia ubiegłego roku do połowy stycznia rodzina Mzyków kupiła łącznie ponad 460 tys. akcji. W firmę wierzy nie tylko prezes i jego rodzina, uwierzył również Michał Błach, członek jej rady nadzorczej. W połowie stycznia, kiedy kurs akcji rozpoczynał dopiero marsz w górę, kupił 25 tys. akcji po średniej cenie 16,75 zł i tym samym stał się akcjonariuszem nadzorowanej przez siebie firmy.
W ostatnich czterech tygodniach kurs Pagedu wzrósł o 8 proc., WIG-u o połowę mniej. Notowaniom spółki nie zaszkodziły ani gorsze prognozy na 2005 rok, ani sprzedaż akcji przez większościowego udziałowca Al-Pras.
Żonglowanie akcjami
Liderem wzrostów przez ostatnie miesiące była Energoaparatura. Od początku października zeszłego roku kurs jej akcji wzrósł o ponad 320 proc. Wzrostowi notowań towarzyszyły przetasowania w akcjonariacie spółki.
Pierwszy skupowanie akcji rozpoczął członek rady nadzorczej Leszek Rejniak i szybko przekroczył 5-proc. próg w kapitale akcyjnym spółki. Papiery skupowała również nadzorowana przez niego firma Jaro. W połowie stycznia kontrolował już wspólnie z nią ponad 21 proc. akcji.
Zainwestować w Energoaparaturę postanowili również nowi członkowi jej rady nadzorczej - Przemysław Borgosz i Grzegorz Tajak.
4 października 2004 r. Sąd Rejonowy w Katowicach ogłosił upadłość Energoaparatury z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Na koniec 2004 r. zarząd spółki prognozuje 8,5 mln zł straty. Do końca grudnia do sądu zgłosili się wierzyciele z roszczeniami na kwotę 8,3 mln zł, 10 mln zobowiązań objętych jest postępowaniem układowym. Warto więc śledzić, czy rada nie straci optymizmu i nie zacznie sprzedawać akcji.
Wykorzystać okazję
Inwestycje managementu w akcje własnych firm to zapowiedź poprawy notowań giełdowych. W ciągu pierwszych trzech tygodni roku WIG stracił na wartości ponad 5 proc. Natomiast kursy niektórych spółek rosły.
Tadeusz Cichoń, wiceprezes ATM, na początku roku kupował akcje po 24,16 zł - po miesiącu były one warte 17 proc. więcej. Andrzej Szwarc, członek rady nadzorczej firmy Wawel, kupował papiery po 92-101 zł. Inwestorzy, którzy naśladowaliby jego poczynania, po trzech tygodniach mieliby od 22 do 34 proc. zysku. Sławomir Kosz, prezes Macrosoftu, inwestował w zarządzaną przez siebie firmę, kupując akcje po średniej cenie 24,62 zł za akcję. Kurs szybko wzrósł o 13 proc. 25 proc. można było zyskać, kupując akcje Pemugu wtedy, gdy robił to Roman Doleżała, wiceprzewodniczący rady nadzorczej spółki, a 24 proc. - gdyby naśladować transakcje Marcina Wowera, dyrektora finansowego i członka zarządu Mieszka, i Marka Moczulskiego, prezesa tej firmy. Obaj wiedzieli, co robią - trzy tygodnie później firma zapowiedziała poprawę wszystkich wskaźników - od sprzedaży po zysk. Ich zakupy były więc dobrym sygnałem dla inwestorów giełdowych. Innego zdania może być KPWiG i potraktować takie postępowanie jako insider trading, czyli jako wykorzystanie informacji poufnych.
We wzrosty kursów wierzą też przedstawiciele spółek, które w ostatnich tygodniach znajdowały się w trendzie spadkowym. Spadek notowań wykorzystał do uzupełnienia swojego portfela Piotr Turski, wiceprezes Ceramiki Nowa Gala, Edward Kowalewski, prezes Pratermu, i Wojciech Faszczewski, członek rady nadzorczej Pepeesu. I na razie ze swoich inwestycji mogą być zadowoleni.
Co prawda inwestycja osoby nadzorującej Stalexport nie przyniosła jeszcze profitów, ale co będzie dalej, nie wiadomo. Z pewnością jednak wiara managementu we własne firmy najczęściej oznacza dobrą inwestycję.