Brak przełomu oznacza zwiększenie prawdopodobieństwa poważnych zakłóceń transportu podczas wtorkowego strajku oraz groźbę kolejnych starć ulicznych z młodymi ludźmi, protestującymi przeciwko ustawie, która ułatwia firmom nie tylko ich zatrudnianie, ale też - zwalnianie. Władze lotnictwa cywilnego liczą się z opóźnieniami i odwoływaniem lotów. Na trasy nie wyruszy zapewne połowa pociągów paryskiego metra. Nie wiadomo jeszcze, co będzie z komunikacją kolejową.
Organizacje studenckie kwestionują podejście Villepina do problemu. Oburza je, że premier jest gotów rozmawiać jedynie o modyfikacji ustawy, a nie o jej uchyleniu. "To kpina, żeby w taki sposób proponować dialog" - powiedziała Julie Coudry, przewodnicząca Konfederacji Studentów. Największa organizacja studencka - UNEF - również odmówiła udziału w rozmowach z premierem, natomiast przedstawiciele kilku mniejszych, mniej reprezentatywnych organizacji, poszli rozmawiać.
Studencki protest wspierają wpływowe francuskie związki zawodowe i partie lewicowe, które dostrzegły szansę zaszkodzenia rządzącym konserwatystom prezydenta Jacquesa Chiraca w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Przeciwnicy ustawy uważają, że doprowadzi ona do powstania pokolenia "pracowników jak chusteczki jednorazowe", których bez podania przyczyn będzie można zwolnić w każdej chwili w ciągu dwuletniego okresu próbnego. W intencji ustawodawcy nowe przepisy mają zachęcić pracodawców do zatrudniania młodych, wśród których bezrobocie we Francji jest największe.
Ustawa o pierwszej umowie o pracę podzieliła też rządzącą partię UMP (Unia na rzecz Ruchu Ludowego), która boi się o swoje szanse wyborcze. Ustawa może stać się bronią w walce między de Villepinem a szefem UMP, ministrem spraw wewnętrznych Nicolasem Sarkozym, który zdystansował się już nieco i zaapelował, by ustawę wprowadzić tylko na pół roku tytułem próby.
pap, ss